Do
Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej
Pana Aleksandra Kwaśniewskiego
Zwracam się do Pana z tą petycją, jako do człowieka o najwyższej
władzy w naszym kraju. Jako prezydent Polski ma Pan
zagwarantowane przez konstytucję prawo do ułaskawienia przestępców.
Jednym swoim podpisem może Pan darować karę dożywotniego więzienia
dla mordercy. Moja prośba jest niczym w porównaniu z takąż
abolicją, więc mam nadzieję, że zostanie ona rozpatrzona
pozytywnie.
Jestem mieszkańcem niewielkiej wioski Kozia Równina niedaleko
Wałbrzycha. Mam dziewiętnaście lat i właśnie zdałem maturę
z samymi ocenami bardzo dobrymi, a nawet jedną celującą. Moja
sytuacja rodzinna jest ciężka. Rodzice moi mają gospodarstwo,
z którego ciężko jest im utrzymać siebie i pięcioro dzieci.
Edukację w szkole średniej prowadziłem niejako na swój
rachunek – książki kupowałem sobie za zarobione ciężką
pracą pieniądze, a do szkoły dojeżdżałem codziennie 10 km
rowerem; zarówno w mróz, jak i piekący skwar. Chciałem teraz
pójść na studia (myślałem o Politechnice Wrocławskiej,
kierunek informatyka), ale wiąże się to z wielkimi wydatkami
finansowymi, którym moja rodzina nie jest w stanie sprostać.
Nie chciałem jednak prosić o zapomogę socjalną, bo zostałem
wychowany w szacunku do siebie i nie przełknąłbym jałmużny.
Piszę ten list z nadzieją, że odroczy Pan otrzymane przeze
mnie skierowanie do wojska. Mógłbym wtedy przez piętnaście
miesięcy ciężko pracować, tak, abym w 2002 r. za zaoszczędzone
pieniądze rozpoczął studiowanie. W trakcie roku szkolnego również
pracowałbym dorywczo, aby mieć fundusze na wydatki bieżące
takie jak akademik, jedzenie czy pomoce naukowe. Liczę na to, że
po dwóch semestrach nauki zdobędę stypendium, które pozwoli
mi jeszcze lepiej finansowo radzić sobie z zaistniałą sytuacją.
Wiem, że polskie prawo nakazuje osobie w sytuacji podobnej do
mojej służbę wojskową, ale ja uważam, że ten rok w
koszarach byłby wielkim zaprzepaszczeniem moich możliwości
(proszę nie poczytywać tego jako nieskromność z mojej
strony). Zapewne zastanawia się Pan, dlaczego nie miałbym wypełnić
obowiązku obywatelskiego. Postaram się przytoczyć kilka
logicznych argumentów dowodzących mej hipotezy.
Mój pobyt w wojsku wiązałby się z niemałymi wydatkami z budżetu
państwa (żywność, umundurowanie, zakwaterowanie, uzbrojenie,
żołd), a jeślibym pracował, to przyczyniałbym się do
rozwoju polskiej gospodarki i płacił podatki (czyli wzmacniał
stan finansowy Rzeczpospolitej). To są jednak tylko ekonomiczne
plusy odroczenia mojego wezwania do wojska. Dla mnie ważniejszy
jest wychowawczy i psychologiczny wpływ służby wojskowej. Będąc
w koszarach, przebywałbym w większości z ludźmi, którzy byli
na tyle mało inteligentni, żeby nie dostać się na studia
(wielu ludzi w mojej sytuacji raczej bym tam nie spotkał). Sądzę,
że niewiele – poza nawykiem przeklinania i grzybicą – mógłbym
stamtąd wynieść. Wiem, co może powiedzieć Pan teraz: że
nabyłbym tężyzny fizycznej, silnej woli, dyscypliny, itp. Ja
uważam jednak (i każdy kto mnie zna, mógłby to potwierdzić),
że cech takich mi nie brakuje. Pomijam już fakt, że nie sądzę,
aby brak jednego rezerwisty spowodował wyrwę w polskiej obronności.
Zwłaszcza, że nie byłbym dobrym żołnierzem, bo pomimo, że
jestem obowiązkowy, nie lubię być tresowany. A właśnie na
tresurę wygląda szkolenie wojskowe. Urażałoby moją godność
wykonywanie absurdalnych rozkazów wydawanych przez ludzi częstokroć
dużo głupszych ode mnie. Wojsko uczy bezmózgiego, ślepego („nie
myśl – wykonuj”) spełniania komend przełożonych, a do
czego to prowadzi, świadczy przykład hitlerowców z okresu
drugiej wojny światowej.
Jestem człowiekiem, który szanuje prawo i jego organa, więc jeśli
nie zechce Pan wysłuchać mojej prośby, to podporządkuję się
nakazowi konstytucji. Jednakże uważam, że obowiązek służby
wojskowej godzi w szczytne ideały wolności, o które przez tyle
lat walczyli Polacy. Sądzę, że zrozumie Pan moją sytuację i
pozytywnie rozpatrzy mój wniosek.
Z poważaniem
Phnom Penh