|
WRÓĆ
Noc była śnieżna i cicha. Uciekł w Nią, tak jak zwykle ucieka się z więzienia. Niezależnie, czy jest to więzienie z kratami czy bez, więzienie ciała czy ducha; ucieka się z niego zdecydowanie, po przygotowaniach, lecz pod wpływem nagłej okazji, błysku lub, gdy ma się świadomość, że jest to ostatnia szansa uratowania się przed szaleństwem. Gdy tylko zanurzył się w Noc, tę piękniejszą, bo tajemniczą siostrę dnia, musiał uznać Jej wyższość nad sobą. Człowiek nie ma szans w pojedynku z naturą. Nawet gdyby ją zniszczył, to i tak on przegra. Jeszcze przed chwilą pluł w jedyne nie potłuczone lustro w domu, wołając, że nie ma piękna i dobra na tym świecie, a już teraz, po jednym oddechu ciemności i jednym jej spojrzeniu, wiedział, że się pomylił. Czym lepiej Ją poznawał, czym więcej z Nią obcował, czym głębiej w Nią nurkował, tym mocniej się zakochiwał. Pokochał Ją jak kobietę. Z tym, że w związku z kobietą prędzej czy później przyjdzie nuda i pragnienie czegoś nowego, a z Nocą jest inaczej. Ona każdego razu jest inna i nigdy nieodgadniona. Tajemnicza, nawet jeśli oddaje się cała oraz wierna, nawet po wielu latach. Dziś była ubrana w biel. Niewinność skrzypiała deptana butami i rzucała się z okien nieba. Było cicho, choć jeździły samochody, a ludzie pojawiali się tu i tam. Wszyscy jednak czuli przed Nią respekt. Zachowywali się jak pięcioletnie dzieci w kościele – choć nie wiedzieli o co tu naprawdę chodzi, wiedzieli, że należy być cicho. Było tak pięknie, jak może być tylko bez słów, dlatego słowa tego nie opiszą. Taka Noc zdarza się tylko raz. Czuł się samotny. Samotność jest kochanką ludzi wielkich. Ale on wielki nie był. Był zwykłym szarym człowiekiem, który myślał – jak każdy z nas – że jest wyjątkowy. Każdy ma nadzieję, że ktoś kiedyś ujrzy tę jego niezwykłość i oprawi ją w ramki, domowe pantofle i zagarnie w ten jedyny sposób, kiedy dając siebie, zyskuje się kogoś drugiego. On też miał nadzieję. Czasami nic więcej nie pozostaje. Nie raz już zdawało mu się, że znalazł to, czego szukał. Czuł się wtedy szczęśliwy, pisał wiersze, kupował swojej wybrance kwiaty, odwiedzał ją codziennie, czując, że jeśli tego nie zrobi, umrze z tęsknoty. Ale pewnego dnia przez otwarte okno, wraz z powietrzem i promieniami słońca, wpadały do jej lub jego pokoju, jak zarazki dżumy: znużenie, zauroczenie kimś innym lub przyjaźń w wersji „standard” – bez uczuć dodatkowych. Wtedy jeszcze jedno z nich podłączało związek do respiratora, próbowało leczyć romantycznymi kolacjami, długimi rozmowami, nowymi pozycjami; tak jakby dało się nieżywą miłość wskrzesić. Ale nie można ożywić miłości, nie robiąc z niej Zombie. Teraz szedł tak bez celu, podziwiając piękno Nocy i odczuwając na skórze zimno i życie. Zadawał sobie te pytanie, które zadaje sobie każdy człowiek na pewnym etapie swego życia: pytanie o sens życia. Kiedyś żył dla kobiety, teraz dla poszukiwań. Stwierdził, że sensem życia jest dla każdego coś innego. Dla jednych może to być kobieta lub mężczyzna, niesienie pomocy bliźnim, gra w piłkę nożną, a dla innych – w tym i dla niego – szukanie tego sensu. Szukanie i pogłębianie wiedzy o życiu. Wiedział, że nie jest oryginalny, że nie on pierwszy to wymyślił, ale on to poczuł pewnego dnia i to się liczyło. Gdyby nawet wszyscy ludzie mu mówili, że jest właśnie tak, a nie inaczej, to mógłby im uwierzyć, ale syndrom Tomasza siedzący w nim, nie pozwoliłby mu zrobić tego w pełni. Analogicznie: gdyby wszyscy mówili, że Ziemia jest okrągła, ale on nie widziałby żadnych na to dowodów, żadnych zdjęć, to choć najprawdopodobniej uwierzyłby, to na pewno tliłaby się w nim iskierka niedowierzania. I dopiero kiedy wyruszyłby w kosmos i zobaczył naszą planetę z oddali, wtedy dopiero uwierzyłby w pełni. Czułby się jak pierwszy człowiek, który się o tym dowiaduje, jak odkrywca, ktoś wielki. Tak samo wielki czuł się, kiedy sam wpadł na „swoją” wizję sensu życia. Ludzie wymyślając takie rzeczy przeważnie czują się wywyższeni, jakby nie wiedzieli, że wszystko już było, a historia wciąż jest taka sama... Czy to nie dziwne, że ludzie tak szybko się zmieniają? I nie tylko jeśli chodzi, o rzeczy duże, ale i o te malutkie, jak na przykład samopoczucie. Jeszcze pół godziny temu błogosławił tę Noc, kochał Ją, wymyślał na Jej temat peany, miał pseudofilozoficzne rozważania Nią inspirowane, a teraz chciał już być z powrotem w tym więzieniu z cegły, bo tu było mu zimno. Tak zimno, że wszystkie „wielkie myśli” zamarzły. A mówią, że to kobieta jest zmienna... Może i jest, ale nie tak jak mężczyzna. I nie tak jak Noc. Po godzinnej wędrówce, której pierwsza połowa była ucieczką z zamknięcia, a druga – dobrowolnym do niej powrotem, otworzył drzwi, ściągnął kurtkę i buty, włączył telewizor i pogrążył się w fotelu, zadowolony, że już wrócił. Zabawne... Phnom Penh. |