O POMYŁKACH BOGA SŁÓW KILKA

Wstęp
Ten tekst powstał, zainspirowany artem niejakiego Javiego pt. „Człowiek największym błędem Boga?”. Myśli jakie zaświtały w mojej mózgoczaszce podczas czytania tegoż, nie dawały mi wytchnienia i sprawiły, że usiadłem za klawiaturą i napisałem ten tekst, ku radości i uciesze wszystkich moich przeciwników, bo kolejny raz się zbłaźniłem.

Rozdział I


Na początku autor serwuje nam pytanie retoryczne (to podobno przykuwa uwagę czytelnika):


Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ten świat tak wygląda?


Jasne, że tak. A czy zastanawialiście się kiedyś, że ten świat może wcale nie wygląda tak, jak nam się zdaje, a tylko my postrzegamy go w ten lub inny sposób? To by wyjaśniało, dlaczego jedni sądzą, że świat jest piękny, drudzy czują do niego obrzydzenie, a inni ciągle pytają: „Where is my baseball?”. Tylko dlaczego jesteśmy przekonani, że świat jest właśnie taki, jakim MY go widzimy? Dlaczego wielu z nas nie może zadać sobie pytania: „A jeżeli nic? A jeżeli nie?” [© by Julian Tuwim]? Dlaczego tak bardzo opętani jesteśmy swoją wizją, że wymyślamy teorie spiskowe, przeczące wszelkim zasadom logiki? Zostawiając to pytanie bez odpowiedzi (bo każdy wymyśli sobie jakąś, która będzie na pewno tą jedyną i prawdziwą), przejdę dalej. Tekst Javiego zawiera następnie mieszankę naukowo – chrześcijańską na temat stworzenia świata i rozwoju gatunku ludzkiego oraz wnioski – niezbyt oryginalne – mówiące że, z Ziemią jest coraz gorzej, a to wszystko przez człowieka i jego egoizm. Truizm. Ale nie o tym chciałem pisać…

Rozdział II


„Jednak, czy ten świat stworzony przez człowieka, który możemy obecnie <podziwiać>, jest prawdziwy? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że tak nie jest. Dlatego próbuję szukać prawdziwego świata, nie stworzonego przez człowieka. Nie wiem, gdzie on jest, ale jestem pewny, że on istnieje.”


A ja jestem pewny, że on nie istnieje. Świat jest jeden – ten, w którym żyjemy. I – niestety – jest on prawdziwy, choć miło byłoby myśleć, że gdzieś jest coś lepszego, piękniejszego, et cetera. Człowiek zniewolony swoim bytem Tu i Teraz od zawsze szukał innej rzeczywistości. Czy to w alkoholu, czy w narkotykach, czy w upojeniu miłosnym, czy wreszcie w bogach i religii. W każdym z nas siedzi istota, przekonana, że jest czymś więcej, niźli tylko zwierzęciem z – jak to dość naiwnie określił Javi – „niewiarygodnie chłonnym umysłem, pamięcią i umiejętnością logicznego rozumowania”. Każdy z nas – świadomie lub nie – poszukuje alternatywnego, lepszego tworu, niż ten, który nas otacza, poszukuje sensu życia. A to dlatego, że niesprawiedliwym nam się wydaje, że nasza egzystencja jest tak krótka, szara i bezcelowa, a po śmierci jest koniec. Najprawdziwszy koniec. Najciemniejszy koniec. Niewyobrażalny koniec. „NO SAFETY OF SURPRISE – THE END”, jak śpiewał Jim Morrison. Dlatego próbujemy sobie poprzez używki ubarwić życie, a poprzez wiarę dodać otuchy i nadziei. Ale to jest całkiem normalne, logiczne, bo przecież: „Tonący brzytwy się chwyta”. A my toniemy całe życie…

Rozdział III


„Ale ja chcę przede wszystkim znać prawdę!”


Na to żądanie wykrzyczane z przekonaniem, determinacją i – niemal – rozpaczą, odpowiem słowami Augusta Strindberga: „Ponieważ prawda jest czymś przemijającym – niedawno odkryto, że wczorajsza prawda zmienia się w jutrzejszą bzdurę – dlaczegoż trwonić młodzieńcze siły na to, aby odkryć nowe bzdury?”.


Dalej Javi stwierdza, że gdyby dodać do świata miłość, to stałby się on prawdziwy, że mogłaby ona ludzkość uratować. Zgadzam się, że byłaby to deska ratunku, ale mówmy o rzeczach realnych! Na świecie jest trochę miłości, ale na pewno nie tyle, ile mogłoby uczynić z tego miejsca Eden. I nigdy jej tyle nie będzie. W ludziach za dużo jest nienawiści, chciwości, egoizmu i wszelako upostaciowanego zła. Tego się nie da z nas wyplewić, ergo nie da się wprowadzić raju. „Miłość między wszystkimi ludźmi”, której tak chciałby Javi, jest nieosiągalna. Tak samo jak wolność (pełna of course), równość, braterstwo i inne idee. W ideach chodzi jednak właśnie o to, że są one idealne (tautologia lub – jak kto woli – pleonazm całkiem zamierzona\y), nieosiągalne, ale należy do nich dążyć. Trzeba więc usiłować wprowadzić miłość między wszystkimi ludźmi. Choć raczej ciężko w pojedynkę próbować naprawiać świat. Chyba, że się jest Jezusem Chrystusem. Wtedy można głosić nowe przykazania o wzajemnej miłości. Ale kiedy patrzę na tak chrześcijański kraj jak Polska, to nie do końca wierzę w skuteczność Jego misji. Nie mówię tutaj wcale, że nie należy próbować walczyć o naszą planetę i ludzi, że należy przyjąć bierną i leseferyczną postawę, ale nadziei na niezwykły sukces raczej nie mam.

Rozdział IV


Nie będę tutaj – wbrew nadziei Javiego – przekonywał go, że świat jest piękny. Bo postrzeganie rzeczywistości zależy od każdego indywidualnie; dla jednych, oślepionych miłością (najpiękniejsze z możliwych upośledzeń) życie może być cudowne, dla innych, żyjących w kraju gdzie panuje wojna, głód i AIDS, może stać się koszmarem. Trzeba mieć trochę szczęścia, ale i poczucia humoru, nie przejmować się wszystkim do żywego (w końcu to tylko nasze życie) i patrzeć czasem z przymrużeniem oka. Żyjemy tylko raz, a „świat jest opowieścią szaleńca”, więc czasem jest potrzebne trochę szału, aby móc egzystować w relatywnym spokoju.

Rozdział V


Kolejna sprawa, którą poruszył Javi jest klonowanie. Dla mnie to jest obłęd! Ja jestem jak najbardziej przeciw. Nie zadaję sobie pytań typu „A co by było gdyby…?” A to z jednego, prostego powodu: za bardzo się lubię :-) Chodzi mi o to, że wystarczy, abym wyobraził sobie, że mógłbym chcieć klonować siebie. Powstałby twór, który byłby mną, nie tylko wyglądający tak samo (nie zrobiłbym mu tego!!!), ale i myślący jak ja. Wiem co ja bym myślał, gdybym był czyimś klonem i chciałbym mu tego oszczędzić, bo on by w końcu miał takie same myśli. A wykorzystać tylko jakiś narząd z niego, a potem wyrzucić jak zepsutą zabawkę? To jest paranoja! Wystarczy, że postawię się na jego miejscu i wszystko jest dla mnie jasne! I to jest właśnie klucz do rozwiązania wszystkich problemów, nieporozumień i konfliktów międzyludzkich: próba zrozumienia. Kiedy nie mogę pojąć, dlaczego inny człowiek zachowuje się tak, a nie inaczej i przez to nie akceptuję go, to wtedy wczuwam się w jego sytuację i myślę, co ja bym zrobił na jego miejscu. A jeśli nawet po tym nie godzę się na drogę, którą wybrał, to dopiero wtedy go potępiam ;-)


Wiem, że to co napisałem o zrozumieniu nie jest niczym nowym, a ja mówię o tym jak jakiś odkrywca sensacyjnej teorii psychologicznej. Ale mimo tego, że jest to takie oczywiste, to ciężko zaobserwować powszechne stosowanie metody pt. „Zachowuję się wobec ludzi tak, jak chciałbym, aby oni zachowywali się w stosunku do mnie”, więc mam prawo się spodziewać, że są na tym świecie ludzie, do których to jeszcze nie dotarło. Albo chcą, aby ich poniżać, deptać, pluć na nich, oszukiwać, okradać, ignorować, et cetera…

Zakończenie


Dlaczego tak wcześnie? Dlaczego nie wypowiedziałem się o futurystycznych wizjach świata, o wierze lub o innych, wspominanych przez Javiego sprawach? Z dwóch powodów: po pierwsze – po co się wysilać dla jednej osoby, która dotrwała do tej pory, czyli Qn`ika lub jego przeuroczej asystentki (to nie jest nieudolna próba podrywu Devi, Qn`iku drogi), a i to tylko z powodu, że taki ich obowiązek. A po drugie – są to tematy, na które można byłoby gdybać megabajtami, a i tak nie powiedziałoby się niczego nowego i – co ważniejsze – sprawdzalnego.


Phnom Penh

P.S. A odpowiadając na apel Javiego: nie mam zamiaru Cię do niczego namawiać, przekonywać, ani instruować w jakiejkolwiek sprawie. A to z tego prostego powodu, że sam się dopiero uczę i sam poszukuję.