Sceptic, Fortision, Vox Interium, Devotee, Noctifer
Wrocław, 7.04.2001
Rocker


Wreszcie jakiś koncercik we Wrocku pomyślałem sobie i dla zabicia czasu w sobotni wieczór udałem się do Rockera, aby zapoznać się z tym co w naszej rodzimej trzeciej i czwartej lidze słychać. Jak się okazało niewiele. Otwierający koncert Noctifer może nie byłby taki zły, bo grać całkiem nieźle potrafią, gdyby nie to że młócą ten swój death całkowicie bez koncepcji. Nudy, a jedynym godnym odnotowania faktem jest, iż był to pożegnalny koncert basisty zespołu. Chłopak chyba wie co robi. Jeszcze gorzej wypadli Devotee i grający tuż przed Sceptic Fortision. Devotee zaprezentowali coś, co pewnie sami z dumą nazywają czystym blackiem, a dla mnie było beznadziejnym ciągnięciem przez cały kawałek jednego prostego riffu wspomaganego przez dwóch wrzeszczących kolesi i napierdalającego, acz mylącego się bezustannie pałkera. Należy przy tym stwierdzić, iż pacjent ów krążąc po klubie uważał siebie za główną postać całego koncertu - he he he... Dziecko jakim cudem matka wypuściła cię po "Wieczorynce" z domu? Aha, zapomniałbym o dwóch intrach jakie zaserwowali nam ci straszni black metalowcy, a składających się z nagrań jakiejś mszy. Widać chłopaki słuchają pilnie Radia Maryja i co niedzielę nagrywają południową mszę. Natomiast Fortision słuchałem sobie zza ściany, gdyż byli do tego stopnia nudni. Taki nieciekawy death. Niespodziewanie na najlepszy zespół wieczoru wyrósł Vox Interium. Zagrali set składający się z szybkich, bardzo energetycznych i technicznych kawałków death metalu. Fascynacja sceną amerykańską jest widoczna, lecz chłopaki mają naprawdę świetne pomysły, umiejętnie i często zmieniają tempa w obszarze jednego kawałka, a w bardzo szybkich fragmentach miło kojarzyli się z Defeced Creation. Naprawdę warto na chłopaków zwrócić uwagę, bo nie tylko ja odniosłem wrażenie, że byli najlepszą kapelą wieczoru. I na sam koniec oczywiście Sceptic. O nich też raczej złego słowa nie da się powiedzieć, oczywiście poza faktem, iż grają bardzo monotonnie i po kilku kawałkach byłem już znudzony. Ileż można słuchać kapeli coverującej Death? Owszem, spore wrażenie robią solóweczki Jacka Hiro, lecz to wszystko. Zmartwiło mnie, że zespół zaprezentował kawałek z nowej płyty i on również niczym specjalnym się nie wyróżnił. Zero progresji czy odstępstw, czyli niestety chyba dalej będziemy mieli do czynienia z coverowaniem Death. No i wokala nie było prawie słychać (cóż, Rocker...), a drugi gitarzysta nie bardzo pasuje do image kapeli. Bardziej do zespołu Kasi Kowalskiej. Podsumowując, bardzo dobry, rzekłbym nawet zdumiewający występ Vox Interium, solidny Sceptic, a reszta kapel beznadziejna. Blah... byle do koncertu Immolation i Dimmu Borgir w maju.


© Maciek Jakubski a.k.a. Eld