Bardzo dawno temu, za górami za lasami, w pewnej magicznej krainie Action Magiem zwanej, w zamku, którego sale wypełniał zapach kleju introligatorskiego i pożółkłych stronic, dokąd podążali uczeni w piśmie mieszkańcy krainy, pojawił się elaborat Wszechpanującego Qn`ika, traktujący o pewnym skaldzie i piewcy moralności - Waldemarze Łysiaku. Elukubracja ta skomentowana została przez Guru świata CDA, Naszego Najjaśniejszego Pana, Oby Żył Wiecznie - Smugglera. Dziś, choć przesypało się wiele piasku w klepsydrze, ja również, mnich zakonu Kampuczan, w całej swej nieskończonej małości, uniżony sługa namiestnika tej prowincji - Oświeconego Ijona Tichego, chciałbym ośmielić się wypowiedzieć kilka słów, ku czci i chwale księżniczki El Virki.

Uff... Powyższy akapit pisałem trzy dni. Czas przejść do sedna.

Dzieło Qn`ika pełne było mowy o polityce, o tym, kto jest hipokrytą, a kto nim nie jest. Ja postaram się uniknąć wkraczania na takie pole minowe, a to z dwóch powodów. Primo: polityki nie lubię, nie interesuję się nią, brzydzi mnie ona. Secundo: w temacie "Łysiak kontra Różowi" znam tylko argumenty jednej strony, a nie chcę wypowiadać się o sprawach, w których brak mi obeznania. Nie mniej jednak kilka książek tego autora przeczytałem i jestem pod głębokim wrażeniem talentu, wiedzy i poczucia humoru tegoż.

Oczywiście zgodzę się z przedmówcą, że Łysiak jest pisarzem kontrowersyjnym, bezkompromisowym, et cetera. Piękne właśnie jest u niego to, że posiada własne zdanie, nie ulega modom, trendom i pokazuje tę drugą stronę medalu. Choć czasem - moim zdaniem - trochę przesadza. Czytając książki Łysiaka nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to świetny sofista, mistrz logiki, potrafiący powalić spójnością swojego rozumowania każdego czytelnika (zaciekawionych odsyłam do książki "Flet z mandragory"" i zawierającej się w niej obrony Judasza; "Lepszego" i siedmiu grzechów głównych służby wojskowej, zarówno ochotniczej jak i obowiązkowej; czy "Stulecia kłamców", gdzie w każdym rozdziale autor demaskuje kłamstwa, przyjęte przez ogół jako prawdę. Zresztą w każdej, niemal, jego książce można znaleźć takie "smaczki"). Ale najlepszą książką wspomnianego autora jaką czytałem jest niewątpliwie "Cena", czyli powieść przypominająca swoją budową sztukę teatralną, napięciem i cudownym klimatem film "Dwunastu gniewnych ludzi", a która symboliką nawiązuje do Ostatniej Wieczerzy. Ale oprócz wspomnianej atmosfery można w niej znaleźć - typowe dla Łysiaka - poczucie humoru, ciekawe dialogi i monologi oraz niezwykle zaskakujące zakończenie. Oprócz tego polecam powieść "Statek", nie tylko ze względu na wspaniałe fragmenty antyfeministyczne, ale i obraz pełnej przemiany duchowej, jaką przejść może człowiek. Jest to doskonałe studium duszy i umysłu ludzkiego. Chociaż sądzę, że Szanownemu Czytelnikowi spodoba się niemal każda książka W.Ł.

Gdybym to ja przyznawał Nagrodę Nobla, to dałbym ją właśnie panu Waldemarowi za książkę "Lepszy". A właściwie za jeden akapit, który się w niej znajdował. Oto on:

"Takich dowcipnych uczonych system hodował jak pieczarki - nauka polska wyzwoli się od tej belwederskiej armii profesorów dopiero w przyszłym stuleciu. Jeden z nich, historyk z samej czołówki polskich dziejopisów, w każdej swej pracy (a wydrukowano mu ich dużo) zapewniał, że Moskwę w 1812 roku podpalili Napoleon i Józef. Ten sam książę Józef, o którym sławny nasz publicysta, późniejszy, deus ex machina, pułkownik (czy też major) i szara eminencja wojskowego zbawcy ustroju, pisał był dowcipnie: "Niejaki Poniatowski, który prawdopodobnie po pijanemu utopił się w Elsterze, wydając przy tym kabotyńskie okrzyki". Jakie okrzyki wydawał ów pijany kabotyn Moskwę podpalając, tego wielki historyk ujawnił, ale już samo rewelacyjne, burzące dotychczasowy stan wiedzy, zdemaskowanie podpalacza było odkryciem klasy europejskiej. Sowieccy historycy, czytając to, musieli konać ze śmiechu. Tu uświadomiłem sobie, że może krzywdzę tego sawanta, może był to w jego wykonaniu przejaw działalności patriotycznej - numer mający zamordować śmiechem historyków Kraju Rad. W odwecie za Katyń"

Nie wiem jak Ty, drogi Czytelniku zareagowałeś, ale ja po przeczytaniu tego fragmentu tekstu byłem przez kilka minut oszołomiony i padłem na kolana przed umiejętnościami Waldemara Łysiaka. Kiedy czytałem ten akapit po raz pierwszy, na mojej twarzy gościł uśmiech, lecz potem te cztery słowa: "W odwecie za Katyń" podziałały na mnie jak sierpowy Tysona. Przed chwilą się śmiałem, teraz miałem przed oczami obraz polskich żołnierzy klęczących nad mogiłą, z lufą przyłożoną do potylicy; widziałem, jak żołnierze w sowieckich mundurach popychają butami martwe ciała do dziury, w której leżą już inne; widziałem te kłamliwe rosyjskie twarze, z których płynął potok kłamstw, jakoby to Niemcy byli świadkami tej masakry. Wstrząsające. I choćby za tę umiejętność oddziaływania na czytelnika i skłanianie go do refleksji, należy się Łysiakowi pokłon do stóp. Dla mnie nie ważne jest, czy jest on prawdziwym prawicowcem, czy walczył z ustrojem, czy nie (bo piórem również można walczyć z despotyzmem, drogi Qn`iku), czy może był pupilkiem władz, dla mnie ważne jest to, co przekazuje w swych książkach. Nie będę pisał, jak to każda z jego powieści jest dla mnie wspaniałym wyzwaniem intelektualnym lub też cudowną podróżą w głąb samego siebie, bo przypomina mi to mierne wypracowania szkolne, jakie popełniłem niejednokrotnie na temat "Książka mym azylem" lub "Książka przyjacielem".

Te kilka od biedy skleconych zdań nie miało być panegirykiem na cześć Łysiaka. Chciałem tylko wypowiedzieć swoje zdanie na temat mojego ulubionego pisarza, choć i ja nie zawsze się z nim zgadzam (dzięki wszystkim bogom Olimpu! Bo kiedy zacznę się zgadzać z kimkolwiek we wszystkich kwestiach, to wtedy się zabiję). [tu masz, jak zwykle, absolutną rację! - El V. ;)]

No to jeszcze słówko ode mnie - Qn`ika. ja osobiście nie polecałbym Ceny osobom, które przeczytały całą trylogię i Statek. Gdyż Łysiak ma bardzo niemiłš manierę - notoryczny autoplagiat. Te elokwentne monologi powtarzają się niezwykle często, tak samo jak schemat w budowaniu postaci (Mogę podać przykład, który można wpasować do niemal wszystkich powieści Łysiaka). Phnom Penh powtarza również, że Łysiak jest sofistš. Ja bym go raczej niekiedy miał ochotę nazwać bardzo sprawnym demagogiem, naginającym ogrom faktów w celu udowodnienia swych tez. Chybione jest również zdanie, że Łysiak nie zmienia poglądów - również służę przykładami.

P.S. Jeżeli ktoś kiedykolwiek zapragnie sięgnąć po książki Waldemara Ł. (szczerze polecam) niech nie czyta ich, jeśli przy jego boku nie leży słownik wyrazów obcych (każdy, kto miał styczność z tym pisarzem, wie, o czym mówię).

"Ludziom przekonanym, że jeden elektryk przez swój upór zgasił słońce, życzę szczęścia oraz zdrowia"

W. Łysiak "Lepszy"

(sygnaturka special for you, Ijon) [och, dziekuje serdecznie! - El V. :P]

Phnom Penh

stefan3@polbox.com