SKĄD MAM KSIĄŻKI?
(biorąc pod uwagę długi cykl wydawniczy AM wydawniczy w momencie ukazania się tekst może się stać nieaktualny, podobnie jak sens istnienia wrzechświata.; )
Skąd się biorą książki?
Hmm... Ktoś je napisał. Ktoś je wydał. Ktoś je kupił i przeczytał. Tym ostatnim “ktosiem” jesteśmy zazwyczaj My (czytelnicy A.M).Potencjalny nabywca książki napotyka zazwyczaj następujące trudności:
Primo:
Nie stać go na zakup książki .Widziałem książkę informatyczną w cenie 150 zł!
Ja, kupując 2
-4 książek miesięcznie, zamykam się zazwyczaj relatywnie małą kwotą – około 100 zł. Jakim cudem? O tym poniżej
Secundo:
Nie odpowiada mu(Nam) zbyt wąska oferta wydaw
nicza, gdy np. Graham Masterton zajmuje w księgarni całą półkę Stephen King dwie półki, a z literatury pięknej mamy do wyboru ledwie kilka pozycji i to(zgodnie z prawem Murphy’ego) akurat tych, które albo już przeczytaliśmy, albo nie zamierzamy czytać wcale.Tertio:
Nieszczęśnik(np. My ) mieszka z dala od “cywilizacji dobrych księgarni” np. w Pcimiu Dolnym ;>. Jednak Mistrz Mówi: “Jeśli chcesz – znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz – znajdziesz powód.”
Jak widać z odrobiną determinacji i z pomocą autobusu PKS, jak możemy tą przeszkodę przezwyciężyć, ale nawet , jeśli ta przeszkoda nie jest równie “przeszkodliwa”, jak dwie poprzednie, to warto ją odnotować.
Uff. Wymieniłem Aż trzy! przykłady pokazując, że nabycie upragnionej książki jest trudniejsze niż sądzicie. Teraz pozwolę sobie na
“małą” dygresję.Wtem krzyknął
naiwny ktoś: “Istnieje przecież coś takiego, jak bibliotekaAAArgh!” i został rozjechany przez czołg brutalnej rzeczywistości. Ależ ja świadom jestem istnienia bibliotek. Korzystam z nich. I tu następuje małe “ale”. Lecz to “małe ale” tak naprawdę jest WIELKIM ALEM”. Wielki Alu: powiedz, czy zdobycie w bibliotece lektury w sezonie szkolnego przerabiania tejże nie graniczy z cudem?Z moich wspomnień: “Proces” Kafki musiałem czytać w czytelni biblioteki miejskiej w Będzinie (miasto powiatowe) bo mi nie chcieli wypożyczyć
do domu ostatniego egzemplarza! Z Molierem i Szekspirem było nie lepiej. Ale powie ktoś, że to specyfika szkolnych lektur: trudno je wypożyczyć w określonym okresie, gdyż popyt przewyższa podaż. Naturalnie. Ale jeśli zaciekawił mnie “Ojciec Goriot” i chcę przeczytać inne dzieła Balzaca z tej serii ”Komedia charakterów” (konkretnie “Bank Nucingena”) to szukaj wiatru w polu. Mimo, że to klasyka.. W bibliotekach miejskich wybór jest żałosny. A do Uniwersyteckiej biblioteki w Katowicach, to ja się zapisałem, 10zł za magnetyczny ID zapłaciłem, ale żadnej książki nigdy stamtąd nie wypożyczyłem. Te biurokratyczne procedury... ech, nie warta skórka wyprawki do Katowic. Mógłbym podać jeszcze kilka przykładów, gdy na mą prośbę o jakieś mniej znane dzieło klasycznego autora bibliotekarze (i księgarze też) wybałuszali oczy ze zdziwieniem. Zdobycie pożądanej książki w bibliotekach innych niż uniwersyteckie graniczy nieraz z cudem, nie tylko dlatego, że ktoś ją aktualnie wypożyczył, ale biblioteka po prostu nie ma takich dzieł na stanie. Tyle o klasykach. Bo o zakupach nowości biblioteki nie śnią nawet marzyć. Czołgu brutalnej rzeczywistości – jedź dalej. ”Plaaask!”. Oto nadchodzi era gospodarki wolnorynkowej w latynoamerykańskim wydaniu Alehandro Balcero 8/... Biblioteki będą systematycznie zamykane. Zostaną uniwersyteckie i kilka największych, jak znajdą sponsorów. Za lat kilka nie tyle znalezienie wybranej książki w bibliotece będzie sukcesem, co znalezienie samej biblioteki w promieniu 20 kilometrów. Do tego zmierza polityka kolejnych rządów. (Już sam podatek VAT na książki jest zbrodnią przeciwko kulturze). Czy jeszcze ktoś chce coś powiedzieć na temat bibliotek? Ale, jeśli ów “ktosiek” mieszkałby w Krakowie, Wrocławiu, Bydgoszczy, Kielcach [Kielce to wies! - IT ;P] czy innym dużym mieście uniwersyteckim, to zapewne dalej krzyczałby , że książki można mieć z biblioteki. A niech krzyczy. Teoretycznie ma rację. Może ja po prostu nie umiem korzystać z bibliotek. I tym przyznaniem się do ignorancji kończę dygresję o bibliotekach, co pozwoli mi wrócić do meritum sprawy.Zatem zapominamy o zdobywaniu książek w bibliotekach i skupiamy się na kupowaniu książek. (Zapominamy także o pożyczaniu książe
k od znajomych – zwłaszcza ode mnie!)Już wiecie, co czego zmierzam
...Ktoś wpadł na pomysł wydawania klasyki literatury, wszak czytelnicy złaknieni są STAREJ DOBREJ KSIĄŻKI. (Ich autorom nie trzeba płacić tantiem, bo nie żyją, co obniża koszty produkcji
;)Zaczęto drukować te pozycje w serii zwanej “Bestsellery literatury”
Dano skóropodobną, twardą oprawę inkrustowaną złotem (chodzi o kolor), nie najgorszy papier, a treść? Ponadczasowe dzieła autorów takich , jak Sienkiewicz, Prus, Tołstoj, Szekspir , Homer etc. Uczta dla prawdziwego bibliofila. Tym bardziej, że zaczynali od ceny 15,90 zł
za książkę (jako pierwszy wyszedł “Pan Tadeusz). I co?Pełny sukces marketingowy!!!
Który to sukces inne firmy natychmiast spróbowały powielić wypuszczając serie
“Arcydzieła literatury światowej”
“Perły literatury światowej”
Różniły je n
azwa, producent, wykonanie i cena(!) oraz tytuły książek (choć część powtarzała się siłą rzeczy - np. dzieła Sienkiewicza i Szekspira to puściły chyba wszystkie trzy serie).Prócz tego ukazała się (gdy to piszę) seria: Arcydzieła Wielkich Myślicieli”, w której wydane zostaną evergreeny ludzkiej myśli
(Św. Augustyn, Sartre, Kant, Epikur, Jung - spory rozrzut, nieprawdaż? )Jako pierwszy wyszedł promocyjny “dwupak” (Freud i Platon). Dwie DOBRE książki w cenie jednej (19 zł!). Grzech nie kupić, chyba, że się je już posiada (jak autor).
Ale ja tu wypuszczam się w dygresję, zapominając o głównym nurcie tekstu.
Przejdźmy do sedna.
.Wymieniłem (aż;) trzy kł
ody rzucane przez los potencjalnemu nabywcy książki.WSZYSTKIE WYMIENIONE PRZE MNIE SERIE OMIJAJĄ TE "KŁODO-PRZESZKODY”, GDYŻ SPEŁNIAJĄ NASTĘPUJĄCE WARUNKI:
Primo:
Są bardzo tanie (zaczynali od 15,90), jakkolwiek ostatnio podrożały
Gdy to piszę “W pustyni i w puszczy” z tejże serii kosztuje (aż?) 17.90zł)
Za książki z serii “Arcydzieła Wielkich Myślicieli” trzeba zapłacić ~ 19 złotych.
Ale, gdy miesięczniki kosztują kilkanaście zł (w tym drogie CDA niestety).
Miesięczniki jednak (z wyj. CDA) mają tendencję do dezaktualizowania się i są produktem jednorazowego użytku (
z wyj. CDA, które czytam nieraz po kilkanaście razy od dechy do dechy - serio).Ale inne wydawnictwo promowało właśnie(tzn. kiedy to piszę) serię z Agathą Christie. Za “Morderstwo w Orient Expressie” i “Spotkanie w Bagdadzie” zapłaciłem w sumie 14.5 zł!!!
Może A
gatha Christie nie jest aż takim klasykiem, jak Edgar Alan Poe (którego “Opowieści niesamowite” nabyłem w jednej z omawianych serii), niemniej jednym z prekursorów gatunku powieści kryminalnych... O ile o dzisiejszych autorach nasze dzieci zapomną, to o Christie pamiętać będą nawet nasze wnuki.(jak je zrobimy;) Nie przepadam za kryminałami, niemniej przedkładam Dobry, Klasyczny Kryminał nad kiepskie komercyjne podróbki i sequele innych gatunków (nie podaję przykładów, by niejaki Ijon nie miał punku zaczepienia do polemik) .W tym miesiącu już tego nie zdążę przeczytać. Przez 2 miesiące te pozycje się nie zestarzeją.
(W przeciwieństwie do książek komputerowych,, które kupuję za astronomiczne kwoty i które trzeba czytać na bieżąco!)
Secundo:
Wydawane są książki będące dotąd“trudno zdobytne” , gdyż dawno nie było ich reedycji. To stanowi to dodatkowy bodziec w przypadku lektur szkolnych, choć większość kupujących te książki, robi to, dlatego, że dzieł takich , jak “Quo Vadis ”, “Faraon”, "Odyseja”,
”Makbet” czy "20 000mil podmorskiej żeglugi” po prostu wstyd nie znać. Jeśli chodzi o mnie to takie evergreeny nazywam książkami wielokrotnego czytania i kupiłem je, pomimo, iż wcześniej już je przeczytałem. KUPIŁEM, ŻEBY MIEĆ – ŻEBY MÓC PO NIE SIĘGAĆ PO RAZ WTÓRY ,KIEDY TYLKO ZECHCĘ.. (pisałem już, że biblioteki traktuję z rezerwą i przewiduję ich rychły upadek?)Tertio:
Książki z tej serii można nabyć nie tylko w EmPiKach lecz i w zwykłych kioskach Ruchu.
Zatem nawet mieszkańcy przysłowiowego Pcimia Dolnego są w stanie zakupić książkę, która trwale podniesie ich poziom kultury(językowej przynajmniej).
Czy ja piszą
c te słowa reklamuję te wydawnictwa?... Raczej rekomenduję. Rekomenduję kupowanie dobrych książek . a wyżej wymienione serie są starannie wyselekcjonowane. Rzecz jasna nie kupuję z tych serii wszystkiego, jak leci. Nie jestem aż takim(bogatym)snobem. Ale gdyby kogoś interesowała moja opinia na temat , jak kupić tanią, dobrą książkę bez potrzeby ganiania po ‘targach książki” to zamieniam się w pingwina i mówię: “TAK, TAK ...Właśnie TAK!”Bowiem JEDYNĄ wadą omawianych serii jest to, że nie wydają dzieł
Terry’ego Prattchet’a.(jak dotąd)
Kończę.
Ape_LD, który (od miesiąca nic nie czytał, bo gra w Diablo2 i ) tylko udaje intelektualistę.
P.S.
Napisałem jak kupuję książki. W razie zapotrzebowania napiszę jak magazyn
uję stosy kupionych książek.A może nawet opiszę, jak
je czytam.:PPP