W poprzednim numerze mieliście okazję zapoznać się z recenzją książki o psychopacie - chodzi mi tu mianowicie o "Mechaniczną pomarańczę". Dzisiaj zamierzam wam przedstawić dzieło o tym samym temacie, z tym że, moim zdaniem, doskonalsze. Żeby nie było niejasności, to od razu ujawnię, iż "Pachnidło", bo to o nim mowa, znacząco różni się od "Mechanicznej pomarańczy"...


Ijon Tichy




Książka, wydana w 1985 roku, wyszła z pod pióra niemieckiego pisarza Patricka Suskinda. Przyznam się, że nie dane mi było usłyszeć o żadnym innym jego utworze, a podobno jego ręką popełnione zostało znane opowiadanie "Gołąb" (tako rzecze Zara... e... informacja na obwolucie).

Suskind umiejscowił akcję swojej niewątpliwie bardzo oryginalnej powieści we Francji wieku osiemnastego. Opowiada ona historię (z gatunku tych od urodzin do śmierci) sieroty imieniem Jan Baptysta Grenouille. Otóż Grenouille to geniusz. Jego domeną nie jest jednak matematy-ka, czy muzyka, ale coś zgoła odmiennego i niekonwencjonalnego: zapach. Człowiek ten ob-darzony został przez naturę węchem absolutnym (na podobieństwo absolutnego słuchu). Po-trafi on nie tylko z niesłychaną łatwością rozpoznać KAŻDY zapach, jaki poczuje, ale dowol-ny, z przeproszeniem, smród, czy wyszukaną wonność rozłożyć na czynniki pierwsze. Ba, może tworzyć w wyobraźni z tych podstawowych wonności całkiem nowe, nieistniejące w rzeczywistości zapachy. Och, mało tego. Jest w stanie nawet po długim okresie czasu odtwo-rzyć sobie i rozkoszować się aromatem, który niegdyś poczuł...

Węch pełni w życiu Grenouille'a funkcję nadrzędną nad innymi zmysłami. W ciemności i zupełnej ciszy potrafi Jan Baptysta bez wysiłku znaleźć drogę do dowolnego miejsca, po zapachu odróżnia ludzi, a jeśli chce, może wyśledzić każde pieniądze schowane w najskrytszych zakamarkach. Przy tym rzecz dziwna: sam Grenouille... nie pachnie. Nie wydaje żadnej woni, co w miarę upływu czasu doprowadza go do szału.

To co rzuca się w oczy podczas lektury, to pełen naturalizm, jaki serwuje nam autor. Już na samym początku powieści raczy nas brutalną prawdą o czasach, w których toczy się akcja: mianowicie w XVIII wieku we Francji... panował okropny fetor. To coś, przynajmniej dla mnie, zaskakującego - nigdy nie miałem okazji spojrzeć na przeszłość z tego punktu widze-nia. Wiemy dużo o tym, co ówcześni ludzie widzieli, a nie mamy pojęcia, co czuli (nosem). Nie będę tu przytaczał dokładnego opisu, każdy niech sam sobie doczyta, faktem jest nato-miast, że niektóre sprawozdania z eksperymentów zapachowych czynionych przez Grenouil-le'a mogą przyprawić o lekki zawrót głowy i nieco popsuć apetyt. Zresztą nie tylko szczegóły aromatyczne są przedstawione bez cenzury. Również opisy morderstw, choć dalekie od krwawych jatek, nie pozostawiają pod względem realności nic do życzenia.

Grenouille jest, jak stwierdza sam autor, postacią "genialną i odrażającą" i do obu tych "spe-cjalizacji" dochodzi stopniowo. Owszem, ma zmysł węchu absolutnego, ale z początku nawet o tym nie wie, i dopiero później uczy się w pełni go wykorzystywać. Podobnie jest z jego ohydą - cóż, jeśli chodzi o wygląd, to znajduje się w połowie pomiędzy normalnym człowie-kiem a Quasimodo, ale mordercą zostaje niejako przez przypadek; ślepy los i cienka nić pewnego zniewalającego dziewczęcego zapachu sprowadzają go na złą drogę. Przy czym swoich bezeceństw dokonuje nasz bohater za sprawą zwierzęcego instynktu, a nie wyrachowania; to jego w pewien sposób nieludzka natura zmusza go do popełniania odrażających zbrodni... Zresztą dla niego człowiek jako taki nie istnieje, liczy się TYLKO zapach - Jan Baptysta ma jak gdyby zaburzoną zdolność pojmowania dobra i zła. Czytelnik nie czuje jakiegoś dojmującego wstrętu wobec głównego bohatera, więcej, w pewien sposób może nawet z nim sympatyzować (ponieważ Grenouilla ludzie się z nim stykający traktują naprawdę bezwzględnie).

Po pewnym czasie plugawa natura Grenouille'a i jego geniusz zaczynają ze sobą współpra-cować i uzyskuje on nad ludźmi znaczącą przewagę - posiada zdolność tworzenia pachnideł, które wpływają na ludzkie zachowanie (Suskind przewidział feromony? ;)). Może, zależnie od swojej woli, być kimś cichym, niezauważalnym dla otoczenia, lub też wzbudzającym po-dziw i powszechną miłość. A jednak nie może znaleźć swojego miejsca w świecie. W końcu opętuje go pewna idea, do której stosuje zasadę "cel uświęca środki"... Czy mu się uda spełnić swoje marzenie? Przekonajcie się sami.

Pod względem językowym Suskind wywiązał z zadania się bardzo dobrze. Nie jest to proza poetycka, ale daleko jej również do surowości. Czyta się niezwykle przyjemnie i szybko, po-nieważ świeżemu pomysłowi partneruje naprawdę wartka akcja. No i człowiek po lekturze zaczyna zwracać większą uwagę na zapachy. Polecam wam szczerze tę pozycję - ta książka pachnie wyśmienitą rozrywką!



Tytuł: Pachnidło. Historia pewnego mordercy.
Tytuł oryginału: Das Parfum. Die Geschichte eines Morders.
Tłumaczenie: Małgorzata Łukasiewicz
Rok wydania: 1985 (Niemcy)
Gatunek: thriller psychologiczny