O TYM, CO TERAZ MOGĄ KOBIETY
Tak właściwie ten text nie będzie o tym co mogą kobiety, a raczej o tym czego nie mogą dziewczyny gdyż "tak nie wypada". No bo co to za sprawiedliwość na tym starym świecie.
Wyobraźcie sobie taką sytuację:
Siedzimy sobie z qmelami na przerwie i oglądamy "Bravo sport" I CO??? Nasi kochani i wspaniali koledzy w śmiech. Było go słychać chyba ze 100 km dalej. Nieźle zdenerwowane dałyśmy sobie spokój i schowałyśmy ciekawą lekturę (nas to naprawdę interesuje;). Zaczynamy więc gadać o grze typu Quake (a co, dziewczynom może nie wolno???) I CO??? znowu odezwali się nasi wspaniałomyślni znajomi. Teraz to nie był śmiech, to był jeden wielki ryk... Mocno już wqrzone zamilkłyśmy na chwilę. Jednak tacy debile nie są dla nas żadną przeszkodą, więc znowu zaczynamy rozmowę. Tym razem wybór padł na "Z archiwum X". Zaczęłyśmy się przekrzykiwać, która scena była bardziej okropna I CO??? Ci cholerni wariaci wydali odgłos, którego nie da się opisać. To było jak jakieś wycie!!! Stwierdziłyśmy, że nie damy sobie w kaszę dmuchać! Zaczęła się ożywiona dyskusja (tak szczerze mówiąc to nie była dyskusja tylko ogromna walka). Po tej interesującej wymianie zdań doszłyśmy do wniosku, że pokażemy tym męskim szowinistycznym świniom (tak właśnie ich nazwałyśmy!) na co nas stać!!! Tylko co my możemy im zrobić??? Przecież nie pobijemy się ani nie zagramy w piłkę nożną (chociaż to wcale nie byłby taki głupi pomysł :)))))). Wybór padł na... Fife 2000. Wprawdzie nie umiałyśmy grać w tą grę, ale dla nas nie ma rzeczy nie możliwych (w końcu od czego są starsi bracia:). No i termin walki został umówiony, a my, żebyśmy nie wypadły na mięczków nie przyznałyśmy się, że nie umiemy grać w Fife 2000. Po przyspieszonym kursie u starszych braci nadszedł pamiętny dzień. Na początku nie szło nam najlepiej, ale gdy już wyrównywałyśmy wynik przybyło starsze rodzeństwo naszego qmpla u którego się zebraliśmy. Zaczął krzyczeć, że ten parszywy kretyn (miło na siebie mówią w domu, nie ma co) znowu zabrał mu grę i lepiej, żeby zajął się tą swoją durną grę o nazwie...Simsy. Myślałyśmy, że skonamy ze śmiechu. Nasz "twardy" kolega uwielbiał grać w Simsy! Pomimo jego głośnych protestów zajrzałyśmy do jego gry. A tam rodzinka z dzieckiem. Ten koleś ma żonę, która dziwnym zbiegiem okoliczności nazywa się tak samo jak ta blondynka z równoległej. Zaczęłyśmy się niemal turlać ze śmiechu. Z tego powodu nasz znajomy wyrzucił nas z hukiem i zaczął omijać z daleka. Od tego czasu nie słyszę żadnych komentarzy gdy tylko przeglądam "Bravo sport" i gdy opowiadam niesamowity horror.
DZIEWCZYNY NIE DAJCIE SIĘ!!!!!!!!
To by było chyba na tyle. Jeżeli to przeżyliście i macie jakąkolwiek chęć
nawymyślania mi to piszcie
zwariowana2001@go2.pl