Kobietą być... Tekst ten piszę, ponieważ ostatnio bardzo często spotykam się z różnymi opiniami na temat dziewczyn interesujących się komputerami. Są to bardzo często skrajnie różne poglądy przedstawicieli płci męskiej. Kobiety odzywają się rzadziej. I tu rodzi się pytanie - dlaczego? Dlaczego kobiety milczą, przecież znają ten problem z autopsji! Wydaje mi się, że - przynajmniej częściowo - przyczyną jest fakt, że bardzo często po prostu nie wiemy co powiedzieć. No bo jak to w końcu jest? Sama spotkałam się z bardzo różnorodnym zachowaniem i przyjęciem ze strony chłopców z różnych środowisk: RPG-owców, komputerowców. Pierwszego kompa kupili mi rodzice, gdy miałam 8 lat. Było to kochane Atari 800XL. Nigdy nie zapomnę słodkich chwil oczekiwania aż gra się wczyta (tudzież powiesi tuż pod koniec!). Najbardziej oczekujące były oczywiście ostatnie chwile - końcowe bajty i metry. Praktykowało się też wychodzenie z pokoju na czas ładowania gry. Absolutny zakaz wchodzenia tam obowiązywał także rodziców. Dochodziło do tego, że razem z bratem wartowaliśmy pod drzwiami! (serio!!!). Ale odbiegłam od tematu. W każdym razie po Atari miałam jeszcze Commodore 64, Huntera (taka podróbka Pegasusa) i - obecnie - Peceta. Tak więc jestem z tą tematyką trochę obeznana. Żadnej wielkiej wiedzy co prawda nie mam, ale wiem przynajmniej z czym to się je. Internetu w domu nie mam, sieci także nie (mieszkam w Rzeszowie, do tego daaaaleko od centrum i byłoby to zbyt kosztowne, niestety). Za to mój kuzyn nie tak dawno założył z ludźmi ze swego bloku sieć. Oczywiście zapraszał mnie, bym wpadła i pograła po sieci, a ja solennie z tej propozycji skorzystałam. I przeżyłam szok. A dlaczego? To bardzo proste. Goście z sieci nie potrafili się pogodzić z tym, że dziewczyna jest lepsza od nich w KAŻDEJ grze. A wyglądało to wszystko tak: wpadłam do kuzyna, okazało się, że po sieci tną w Diablo1 (jedna z moich ulubionych gier, chociaż Torment i Baldurs Gate zdecydowanie rules!). Z radością włączyłam się do gry. Najpierw skrytykowano mnie, że gram babą (Rogue) - to mogę zrozumieć, bo moja ksywka nie mówi o mojej płci (Robin to raczej męskie imię). Gdy wyjaśniłam sytuację, rozpoczęły się szyderstwa, propozycje walki (najczęściej składała je ok. 28-poziomowa Rogue- grał nią chłopak - i coś koło tego Warrior). Tylko jeden chłopak chciał ze mną pograć, połazić po podziemiach. On mi pomógł i szybko nabiłam experience. Z Rogue i jej kumplem walczyłam gdy miałam chyba 24 level. Umówiliśmy się na walkę na 15 poziomie, miałam tam na niego czekać. Chyba nie muszę wspominać, że na nasz "pojedynek" przyszedł z kumplem? Spodziewałam się tego, byłam przygotowana i w końcu zatłukłam ich obu. Wtedy to dopiero zaczęły się bluzgi! A gdy następnym razem weszłam na chata, dowiedziałam się (od nie zamieszanych w sprawę ludzi), że jestem wredna jędza i czituję (a NIGDY w życiu tego nie zrobiłam - nie stosuję nawet głupich kodów, bo uważam że to psuje całą przyjemność z gry). Później zagrałam jeszcze z kilkoma osobami w Need for Speed 2 SE (a wcześniej zarwałam przy tej grze kilka nocy). Dosyć często byłam na mecie pierwsza. Ścigająca się ze mną panna obraziła się i wyszła z gry bez słowa (nie wywaliło jej), a chłopcy znowu zaczęli na mnie kląć. Nie muszę chyba dodawać, że odechciało mi się gry na sieci. Inaczej zareagowali chłopcy pasjonujący się RPG. Gdy wraz z dwoma przyjaciółkami, niemal całkiem zielone w tej tematyce, wlazłyśmy do rzeszowskiej Szeherezady, zostałyśmy bardzo ciepło przyjęte. Chłopcy chętnie wyjaśnili nam podstawowe zasady Warhammera i dołączyli do gry. Potem poszło już szybko - wspólne sesje, a także ogniska i imprezy. Teraz dawnej Szeherezady już nie ma, ale między jej bywalcami zrodziła się prawdziwa przyjaźń. I ci chłopcy nie wstydzą się pytać mnie o zdanie, jeżeli chodzi o kompy. Gdy utknęli w Tormencie, telefon do mnie z prośbą o radę był czymś oczywistym. A ponieważ mam maturę w tym roku i nie spotykam się z nimi zbyt często, to przy okazji sobie pogadaliśmy, tak na oko to jakieś pół godziny. To było bardzo miłe, że z prośbą o pomoc zwrócili się właśnie do mnie. I jeszcze jedna sytuacja - niedawno w Rzeszowie odbył się konwent - Fantastykon 2001. Płeć piękna reprezentowana była niezbyt licznie, za to bardzo miło nas traktowano. Wielu RPG-owców, którzy normalnie nie mają w drużynach kobiet, było uprzejmych. Ci, którzy nas już znają, także traktują nas z szacunkiem - jak równych sobie. Za to w pewnym momencie w poszukiwaniu kumpla wlazłam do sali komputerowej. Rozgrywał się turniej BroodWara(nie mam pojęcia, jak to się pisze), więc się zainteresowałam. Jak zwykle byłam jedyną panną na sali. No i powitało mnie multum zdziwionych spojrzeń i... po prostu wrogich (te się nasiliły, gdy na pytanie kumpla, którą rasę preferuję wykazałam się jaką taką znajomością tematu). Natomiast spojrzeń bardziej przyjaznych, albo chociaż obojętnych, było zadziwiająco mało... Zapewne zastanawiasz się (zakładając oczywiście, że w ogóle dotarłeś tak daleko - to byłby olbrzymi sukces!) po co to wszystko piszę. To proste. Wy, mężczyźni, tak wiele mówicie o wtargnięciu kobiet do "Waszego" świata. Rozprawiacie o tym, jak to Wy się czujecie, że jesteście z tego zadowoleni, albo że cierpicie. A czy kiedykolwiek zastanowiliście się, jak się czuje dziewczyna? Czy postawiliście się w sytuacji kobiety, która kocha komputer równie mocno jak wy, która też lubi posiedzieć przed monitorem po szkole i w Mortalu wyładować swą wściekłość na nauczycieli (ja tak czasami robię, jak mnie szlag trafia, bo dzięki temu cierpi klawiatura a nie niewinny człowiek, a agresja szybko przeradza się w dobrą zabawę)?! My także czujemy, także potrzebujemy trochę akceptacji i zrozumienia. Świat komputerów, RPG, fantastyki - to świat wspaniały. I starcza go dla wszystkich, niezależnie od płci czy wieku. Więc po co mamy o niego walczyć? Czy nie wystarcza tej agresji w świecie rzeczywistym? Po co przenosić ją jeszcze do świata wyobraźni, świata komputerów? Bardzo wielu mężczyzn - komputerowców chce też, by kobiety nie pokazywały, że są w czymś lepsze od nich. Mówicie, że to uraża Waszą dumę, że się głupio czujecie w takiej sytuacji. A czy zastanowiliście się kiedyś, jak czuję się taka dziewczyna? Która chętnie by Wam pomogła, pochwaliła się przed Wami swą, ciężko zdobytą, wiedzą. A tu co? Nie pokazuj, że to potrafisz, mówicie, Nie pokazuj, bo mi jest głupio. Bo ty jesteś kobietą, więc nie możesz być lepsza ode mnie. A co będzie potem? Że jako kobieta należę do rasy niższej, a mężczyźni - do rasy panów? A może kiedyś staniecie się półbogami? Ludzie, opanujcie się! Czy to, jakiej jestem płci, naprawdę ma takie znaczenie? Czy to o czymkolwiek decyduje? Czy cokolwiek zmienia? No, może trochę jednak zmienia. Kobiety mają trochę inne spojrzenie na świat i inne opinie. Ale to może zaowocować bardziej urozmaiconymi, a przez to ciekawszymi, konwersacjami. A czy to źle? Chciałabym poruszyć jeszcze jeden temat. To, że rzekomo mężczyźni kierują się logiką, a kobiety - emocjami i uczuciami. To nie jest tak do końca prawdą. Bo kobiety także myślą, wierzcie mi (i po jakimś czasie to nawet nie boli tak bardzo!). Rzeczywiście bardzo często naszym zachowaniem nie rządzi logika, a uczucia. Ale czy na Wasze życie emocje nie mają wpływu? Weźmy dla przykłady dwa bardzo mocne uczucia - miłość i nienawiść. Czy Ty nigdy nie darzyłeś kogoś nienawiścią? (chociażby wkurzającą Cię nauczycielkę - słodką idiotkę, która wszystko wie?). Czy nigdy nie zrobiłeś czegoś głupiego z miłości? Zresztą, czy jest coś złego w kierowaniu się uczuciami? Wg mnie prowadzi to do spontaniczności i szczerości, i jeżeli nawet nie zasługuje na pochwałę, to na pewno nie jest godne potępienia. A świat, w którym wszyscy kierowaliby się logiką, byłby mało romantyczny i baaaardzo nudny... A tego ja nie chcę. I dobrze się zastanów, czy Ty chcesz? Bo potem może już nie być odwrotu... To by było na tyle. Tekst ten napisałam pod wpływem impulsu, po przeczytaniu kilku artów na ten nieszczęsny temat. Nie wiem nawet, czy spełnia on wymogi AM. Wyślę go i wtedy zobaczę co, jeżeli cokolwiek, odpowie Qn`ik. Jak już wspomniałam, nie mam internetu. Skorzystam z tego u kuzyna. Jeżeli ktoś chciałby ze mną polemizować, to zapraszam. Ale proszę - nie wysyłajcie bluzgów. Tyle już się tego osłuchałam a zdania nie zmieniłam (a nawet się w nim utwierdziłam). To naprawdę nie ma sensu. Robin PS. Przesyłam pozdrowienia dla Robina z sanockiego Bractwa, chociaż jest mała szansa, że ten tekst przeczyta. A także dla nowych "znajomych" z Fantastykonu. Może mnie pamiętacie - taka chuda panna z częściowo pofarbowanymi włosami, która do LARPa dołączyła się razem z równie chudą blondynką (a co?! Jeżeli inni mogą przesyłać pozdrowienia, to ja też chcę!). Nawiasem mówiąc, to był nasz pierwszy LARP w życiu i bawiłyśmy się świetnie! PS2. Jeżeli byłam wredna, to przepraszam. Nie było moim zamiarem obrażenie (tudzież urażenie na ciele bądź duszy) kogokolwiek. Po prostu wyraziłam swoje zdanie, a przy okazji chyba się troszkę uniosłam. No cóż "nikt nie jest doskonały". I jeszcze podaję adres mojego kuzyna, gdyby ktoś chciał wyrazić swoje zdanie na temat tego tekstu: hashtg@go2.pl {Od Qn`ika: jak znam życie, to kuzyn się będzie dziwił, czemu tyle listów miłosnych dostaje codziennie. ;-) Poważnie - bardzo mnie dziwią te wszystkie historie powyżej... Nigdy się z podobnym traktowaniem kobiet - "komputerowców" - nie spotkałem...}