Ja i komputer
Witajcie wszyscy tu zgromadzeni. Ogłaszam niniejszym zgromadzenie rycerzy okrągłego keyboardu za rozpoczęte. Za nim jednak przejdziemy do spraw ooookropnie ważnych pozwólcie, że splunę w spluwaczkę, puszczę bąka, a następnie skoczę do Edzia spod budki po parę browarów (bezalkoholowych ofcoz ;P). Hęęęę.....!? Zaraz, chyba wlazłem nie na ten plan! Chwila... gdzie ja podziałem... a, jest! No to tak. Tutaj opowiem o mojej przygodzie z kompem. Wszystko zaczęło się dawno, dawno temu, kiedy światem władali okrutni Commordercy i Atarycy. No, dobra nie było to aż tak dawno, właściwie to sześć lat temu. Byłem wtedy jeszcze bajtlem i już rozpoczynałem swoją historię
nie z.... kompem, lecz grami TV. Dalej gdy słyszę słowo “Pegasus” od razu łezka mi się w oku kręci :’-). Tjaaa, te cardrige’e. Pamiętam te Mario Bros’y, Bomberman’y. Wszystko kiedyś uważałem za coś wspaniałego. Jednak po jakiś dwóch latach moja rodzina zaczęła się interesować czymś takim co się nazywa komputer. I po jakimś czasie na moim biurku stanął ten cud techniki. Pierwotnym założeniem tej maszynki było pomaganie mi w nauce. Mama powiedziała, że od grania miałem gry TV. Do dziś pamiętam ten dzień. Długie oczekiwanie. Wreszcie nadjeżdża samochód. Wysiada z niego dwóch facetów. Niosą ze sobą to coś. Kładą to na biurku. Dalej wszystko podłączają. Instalują co się da. W momencie, kiedy uruchamiali komputer byłem tak podniecony, że myślałem, że mi głowę rozsadzi. Włączyli mi DOS’a, a następnie zainstalowali pierwszą grę na moim twardzielu. Był to Quake. I przyznam się, że dlatego też mam sentyment do tej gry, jako pierwsze gry komputerowej w moim życiu. Nawiasem mówiąc uważam, że pierwsza część “qwaka” była najlepsza, ale to tylko moje własne spostrzeżenia (maaamo, paru facetów z czerwoną trójką na głowie i z pałami w rękach dobija się do drzwi ;P). Po pewnym czasie jeden gość pokazał mi jak się obsługuje Winblowsa i byłem cały happy. No i tak grałem i grałem, choć i parę multimedialnych encyklopedii przeleciało przez mojego CD-ROM’a. I właściwie to przez dłuuuugi czas komp służył mi jako konsola do gier. Aż tu nagle ponad rok temu rozpoczął się dla mnie przełom. Kupiłem sobie modem. Och, co to była za radość. Gmerałem w stronach www, ale po pewnym czasie znudziło mi się to. I nastąpił kolejny przełom. Zdobyłem coś takiego co się nazywa IRC. Kurde, to było naprawdę coś. I praktycznie używałem jedynie do tego internetu (no, nie mówiąc o konciee-mail, b
o to, to każdy użytkownik sieci posiada). I byłoby to chyba moją największą pasją, gdyby nie wydarzenia spowodowane ukazaniem się marcowego CDA. Był tam kurs Pascala (przy okazji – big pozdrówka dla Raziel’a!), no nie pierwszy odcinek, ale wydał mi się on szczególny. Był tam FAQ i jednym z pytań było skąd zdobyć Pascala. Ściągnąłem go sobie z podanej strony. I takim oto cudem zakochałem się w programowaniu. Jest to wspaniała rzecz i zachęcam każdego do tej przyjemnej i uczącej zabawy (no, chyba, że nie lubisz tego, bo musisz się tego uczyć na informatyce, ale jeżeli nie umiesz pokonać wroga to go polub).Tak więc kończę tego arta. Nie wiem jak potoczą się
dalsze losy mojego obcowania z komputerem, jak na razie to w przyszłości mam zamiar opanować język HTML, C++, Delphi, Assemblera, Qbasica. Nie wiem jak to będzie wyglądać, no bo to jest jak z nauką języka (takiego normalnego). Nie można powiedzieć w pewnym momencie “Już umiem cały angielski, a więc zacznę się uczyć niemca”. Nie da się opanować całego języka. Chociaż byś się uczył przez całe życie to i tak pozostaną rzeczy, których jeszcze nie wiesz. BTW: wszyscy, którzy chcieliby się powymieniać programami, sugestiami, wiadomościami na temat języka programowania w Turbo Pascalu piszcie: zbenek_@poczta.onet.plZbenek