Dzisiaj byłem na szumnie zapowiadanym filmie Filipa Bajona "Przedwiośnie" na podstawie powieści Stefana Żeromskiego. Wszyscy pewnie już to znają, więc będę się streszczał. Otóż po jego obejrzeniu miałem mieszane uczucia. Scenariusz raczej trudno ocenić, jako że jest zbudowany na podstawie książki, ale początek i koniec scenarzysta sam sobie dośpiewał, zresztą nie wiem po co. Dla kogoś, kto czytał już książkę (jak ja), stanowi to pewien zgrzyt, tym bardziej już na samym początku pomija się parę ważnych elementów. Choćby dorastanie młodego Baryki zostało potraktowane marginalnie - a cały bunt przeciwko matce sprowadza się do okrzyku "wstyd" w momencie, gdy rewolucjoniści ograbiają ich dom. W zasadzie część wątków pominięto, ale takie są prawa reżysera. Znakomicie wypadają sceny, gdy Baryka konfrontuje idee rewolucjonistów z rzeczywistością. Damięcki gra dosyć nierówno, czasami wydaje się drewniany, wręcz obojętny, szczególnie w pierwszych scenach. Podczas wspólnej podróży Baryki i jego ojca to przede wszystkim Janusz Gajos wprowadza ekspresję w te sceny. Muszę przyznać, że to był pierwszy od początku filmu aktor, którego grę uznałem za świetną. Znakomicie wczuł się w rolę Hipolita Wielosławskiego Maciej Stuhr, radzi sobie doskonale przypominając przy tym nieco swojego ojca. Jednak młody Stuhr ma swój własny styl, a pewne dodatki znane z filmów Jerzego Stuhra znakomicie urozmaicają jego postać. Olbrychski jest niczego sobie, nie wyróżnia się, ale też nie popełnia błędów. Znakomicie wypadają również trzy kobiety związane z Baryką grane przez Małgorzatę Lewińską, ... oraz Karolinę Gruszkę, ale uważam, że reżyser nie pozwolił im zbytnio wyrazić siebie, jeśli można to tak ująć. Szczególnie chodzi mi tu o ... jako Karusię; uważam, że scena jej śmierci mogła być znacznie lepiej skonstruowana (przy czym IMHO to wina reżysera, a nie aktorki), a mamy żałosny dialog: "zwariowałaś!" i "odchodzę". Damięcki rozkręca się powoli w miarę akcji filmu, ale dopiero w trzeciej części popisuje się całkiem przyzwoitą grą choćby w dialogach z Gajowcem czy socjalistami. Jedną z najlepszych scen jest zdecydowanie widok Polaków powracających do kraju i z płaczem ściskających wartowników czy całujących ziemię. Do wyobraźni przemawia również scena jeszcze w Baku, gdy zza węgła wylatuje odcięta ludzka głowa. Z kolei scena bitwy jest słaba, ale w końcu Bajon to nie Hoffman. Co jeszcze... Piotr Gąsowski również radzi sobie nieźle, choć co prawda nie miał zbyt skomplikowanej roli.
Reasumując, dziwny to film, gdzie pierwszoplanowy bohater jest niezbyt przekonujący (powiedzmy, że w pewnych momentach jest niezły), a scenariusz jest mocno okrojony w porównaniu do książki. Myślę jednak, że mimo wszystkich wad warto na niego iść choćby po to, by zobaczyć radość ludzi wracających do ojczyzny albo też kobiety zakochane do szaleństwa.