Eutanazja (polemika)

Po przeczytaniu kilku pasjonujących wywodów na temat eutanazji postanowiłam napisać co sama na ten temat sądzę. No więc zacznę od tego, że nie jest to sprawa czarno - biała i cały czas toczę wewnętrzną walkę, bo różne argumenty, z którymi się zgadzam stoją w sprzeczności ze sobą.
Nasłuchałam się wielu opinii, że człowiek powinien mieć prawo sam decydować o swoim życiu i, że powinniśmy to uszanować. OK, zgadzam się jak najbardziej. Ale z całym szacunkiem, jeśli pewnego dnia stwierdzę, że nie chce mi się już żyć i pójdę sobie skoczyć z mostu, mało kto chyba powie: "Aha, no tak jej się podobało, no to wszystko jest w porządku". W końcu zdecydowałam sama o sobie. Ale czy to był dobry wybór???
Pewnie, przykład nie jest może genialny i nie do końca oddaje problem "śmierci na życzenie". Podstawowa różnica to to, że eutanazja jest wynikiem ogromnego cierpienia. Ale przecież samobójcy decydują się na ostateczny krok właśnie z powodu cierpienia i bezsilności. Każdy się chyba zgodzi, że cierpienie psychiczne jest często bardziej uciążliwe od cierpienia fizycznego (chociaż nie zawsze), ponieważ ból rozrywający od środka jest czasem niemożliwy do wyleczenia. Mimo to nikt nie popiera samobójstw. W moich oczach, eutanazja jest po prostu formą samobójstwa.
z drugiej zaś strony nie wiem, czy patrzenie na czyjeś cierpienie jest najlepszym rozwiązaniem. I tutaj najlepszym wyborem wydaje się być eutanazja. Ale nasuwa mi się inna myśl. Czy my jako ludzie mamy prawo decydować o czyimś życiu lub śmierci? Nikt nam takiego prawa nie dał, bardzo mi przykro. Tutaj może inny przykład. Pacjent ma przed sobą rok życia. Decyduje się na eutanazję, rodzina także zgadza się widząc jego cierpienia. Po pół roku od jego śmierci naukowcy ogłaszają, że wynaleźli genialny lek na tę właśnie chorobę. No i co teraz? Rzeczywiście brzmi jak z bajki, ale taka możliwość istnieje. Rodzina zdaje sobie sprawę, że ten człowiek mógłby żyć. Jak oni się czują? Ja nie potrafiłabym żyć dalej z taką świadomością.
I jeszcze jeden chyba najważniejszy dla mnie argument przeciw eutanazji. Wyobraźcie sobie, że chory prosi właśnie Was o wykonanie "wyroku". Jak się zachowujecie w tej sytuacji? Myślę, że odpowiedź na to właśnie pytanie jest odpowiedzią na wszystkie inne wątpliwości. Łatwo jest się wypowiadać o jakimś problemi stojąc z boku. Pomyśl czy potrafisz komuś podać śmiercionośna tabletkę? Ja do końca życia czułabym się jak morderczyni. I myślę, że nie pamiętałabym o tym jak ten człowiek cierpiał, ale, że zginąl właśnie z mojej ręki.
Na koniec pragnę stwierdzić, że jest to mój subiektywny punkt widzenia i nikt nie musi się z nim zgadzać. Na pewno ludzie zawsze będą mieli podzielone zdania na ten temat. Wszystko zależy od naszego sumienia i osobistego rozróżniania dobra i zła.
Dobra kończę ten mój tragiczny monolog:)) Będę z siebie dumna jeśli choć jeden mój argument do kogoś trafił i w jakiś sposób zmienił jego punkt widzenia.

kassia


Aha, i jeszcze jeden aforyzm o cierpieniu :

"Cierpienia powinny uszlachetniać,
w przeciwnym razie nic nie dają"


G. Vespermann