Ta dadada ta dada da ,
ta dada da ta dada ,
ta dadada ta datadadada ,
tadada tadadada da aaaaa Monthy Python Fly ...... eeee, chwileczke ...... TRZASK ..... już dobrze, a wiec tak ...

Kamerdyner: Panicz przecież mówił, że herbata.
Panicz: Ja mówiłem?!!!! JA ?!!! Ty chamie !!!! Mówiłem przecież, że kawa !!!
Hrabina: Nie denerwuj się tak Januszku, to przecież zupełnie obojętne, czy kawa, czy herbata - nikt w tym domu nie zaparzy niczego co w swym smaku przewyższałoby gówno.
Kamerdyner: Ależ sie pani hrabina wyraża, i na dodatek przy paniczu !
Hrabina: Świnia z ciebie a nie kamerdyner, ... Janie.
Panicz: ...chlip ... chlip ... mamo, dlaczego tak mówisz, ...przecież ja go kocham ...
(fragment sztuki "O życiu w społeczenstwie opartym na rządzy pieniądza i dupy, co jedno z drugim w metafizycznym związku się stapia w jeden odruch chęci posiadania")
Stop ! Wystarczy...
A teraz ...

... trochę pseudonaukowego bełkotu).
Struktury społeczne zostały wytworzone przez człowieka w celu możliwości zorganizowania poprawnie funkcjonującej zbiorowości kierującej się ustalonymi prawami. Nie są to tylko prawa "pisane" - a więc ustalone przez państwo, którego istnienie jest wyrazem dążenia społeczeństwa do usystematyzowania swojej działalności poprzez przekazanie bezpośredniej władzy stworzonej przez społeczeństwo instytucji prawnej. Prawa rządzące społecznościami ludzkimi to także prawa "niepisane" - a więc niejako "uznaniowe" - zresztą trudno tu mowić o prawach - to są raczej wzorce postępownia utrwalone przez setki lat i ciągle sie zmieniające i których przestrzeganie jest wymagane przez presję społeczną na jednostce (to takie trzymanie się w szachu -
moje postępowanie jest niejako wymuszane przez społeczeństwo (a więc grupę osobników wychowanych w podobnych warunkach i którym wpojono pewne wzorce zachowań) - nie wyjdę przecież w lecie nago na ulicę (społeczeństwo wymaga tego odemnie (żebym jednak NIE wyszedł) a ja z ochotą na to przystaję dzięki wzorcom mi zaszczepionym od dzieciństwa) - wszyscy są przeciwko mnie jako zbiorowość ale również ja jestem (przynajmniej teoretycznie) przeciwko wszystkim innym próbującym złamać prawa nam wymuszane (a więc identyfikuję się ze zbiorowością) (każda jednostka żyje więc ze świadomością, oddziaływania na nią presji całego społeczeństwa jak i tego, że ona sama oddziaływuje wraz z całym społeczeństwem na każdą inną jednostkę będącą częścią zbiorowości) (słyszałeś może takie słowa jak tradycja czy moralność?- to właśnie narzędzia przymusu - zresztą, jak zawsze wszystko zależy od punktu widzenia - równie dobrze można stwierdzić, że to dzięki nim zbiorowości utrzymują się jako całość).
Społeczeństwa istniejące dzisiaj, jak i te istniejące w niedalekiej przeszłości (społeczeństwa socjalistyczne) są społeczeństwami niesprawiedliwych stosunków zachodzących pomiędzy ich warstwami. W społeczeństwach tych występuje nierówny podział środków wytworzonych przez pracę wszystkich ich uczestników jak i zróżnicowanie "kulturalne" (przy dużej zależności od tego pierwszego podziału). Wprowadzenie równego podziału (lub w zależności od włożonej pracy) nie rozwiąże problemu przy zastosowaniu istniejącej teorii biurokracji (stałaby się osobną klasą społeczną mającą na dodatek pełnie władzy ustawodawczej i wykonawczej).
Biurokrację ludzką można zastąpić wpełni autonomicznymi systemami informacyjno-decyzyjnymi gdzie procesy decyzyjne zostaną w dużym stopniu uniezależnione od człowieka (w całej strukturze biurokracyjnej najsłabszym jej elementem jest człowiek (cholerni łapówkarze i karierowicze) - a więc logiczne jest jego usunięcie). Kierowanie gospodarką (administracja i zarządzanie) można powierzyć komputerom, decyzje polityczne i dokonywanie rozwiązań prawnych ciągle jednak wymagają obecości ludzi w aparacie rządzenia państwem.

...coś z zupełnie innej beczki

Życie w społeczeństwie jest po prostu wygodne - nie musisz ciągle latać do lasu na polowania gdy zachce ci się jeść, nie musisz np. sam robić młotka gdy musisz coś wbić (odpowiednie służby i instytucje zajmują się produkcją i dystrybucją produktów potrzebnych do życia), masz zapewnione pewne prawa do życia (pomijając oczywiście wypadki losowe - społeczeństwo nie może ci dać pewności, że nie wpadniesz pod samochód) itd. Oczywiście w zamian musisz przestrzegać kilku praw - a więc musisz szanować pojęcie cudzej własności, jak i prawo do życia innych, no i powinieneś zachowywać się, w miarę możliwości, jak najbardziej "moralnie". Teoretycznie jesteś chroniony przez państwo (wytwór społeczeństwa) przed agresją innych na tobie przez Pana Policjanta (gorzej jest gdy w gre wchodzi agresja przejawiana przez Pana Policjanta).
Rezultaty agresji przedstawione w malowniczy sposób na twarzy tego pana Najlepsze jest to, że tak było, jest i będzie i tak musi być. Ograniczenia i wady organizacji społecznych nie wynikają ze złych założeń - wynikają z budowy jej podstawowego budulca, którym jest CZŁOWIEK (człowiek jest zwierzęciem stadnym ale nie nadaje
się do życia w wysoko zorganizowanym społeczenstwie - to te złe przyzwyczajenia nabyte przez setki tysiące lat życia stadnego).
Choćbym nie wiem jak długo kopał w dupę złodzieja, ten stary zawód nie zaniknie (a tak przy okazji - wiecie jakie są trzy najstarsze zawody świata ? Hę?
złodziej
kurtyzana (łagodne określenie)
i poborca podatkowy ).
Możecie narzekać sobie do woli, że ludzie są tacy niedobrzy i zabijają innych, dokonują aborcji itp.itd. i co tam jeszcze możecie wymyślić - nie zmieni to stanu rzeczy - prawa rządzące społecznością są niedostosowane do natury człowieka (ujmę to troche inaczej - człowiek nie jest z natury zły - po prostu w pewnych sytuacjach przejawia takie skłonności - w zupełnie odmiennych warunkach mogą się nie ujawnić - społeczeństwo narzucając swoje wzorce zachowań (jeżeli są "złe") może powodować występowanie takich "odchyłów").


Jednak wybieranie rady reprezentantów społeczeństwa automatycznie powoduje nadanie wyższego statusu owym "wybrańcom" którego skutkiem jest powstanie podziału klasowego : na rządzących i rządzonych. A więc znowu niedobrze - nie dość, że powstał nowy podział to jeszcze mamy protesty społeczeństwa przeciw ograniczonej mozliwości wpływania na rozwój gospodarki narodowej (pozatym powiedzmy sobie szczerze - biurokracja w wykonaniu naszych "braci" - komputerów byłaby mało elastyczna i na dodatek umyślnie bądź nieumyślnie sabotowana przez ludzi).
Spróbujmy sie zastanowić jak pozbyć się tych problemów.
Po co nam politycy i prawnicy w aparacie państwowym , hę? Czym jest ta polityka? Włącz telewizor i popatrz. To są zwykłe przepychanki o władzę - a więc o pieniądze (władza=money).Polityka to zupełnie bezproduktywna działalność - żadnych korzyści przy dużych wydatkach.Politycy ponosza równiez odpowiedzialność za gospodarkę państwa - ale jak widac maja to w głębokim powarzaniu - ja osobiscie wolę by nad stanem naszej gospodarki czuwał "...autonomiczny system informacyjno-decyzyjny" niż pan Buzek .Owszem, istnieje również cos takiego jak polityka zagraniczna - jednak nie ma dla niej miejsca w świecie w którym nie będzie rozdziału na państwa i państewka, republiki ,stany zjednoczone, konfederacje, unie i wszystkie inne organizacje propagujące jako podstawę swojego istnienia podział ogólnoświatowego społeczeństwa. A więc politycy - won !
Dobra, polityków mamy z głowy - teraz czas na ciało ustawodawcze - tutaj niestety nie da się wyeliminować człowieka z procesu decyzyjnego - musimy przecież mieć wpływ na prawa według których mamy żyć. Nie może istnieć warstwa społeczna podejmująca te decyzje za nas - musimy - podobnie jak w starożytnych demokracjach greckich - decydować o tym sami. Owszem, jest nas trochę za dużo, żeby zebrać się na głównym rynku i przegłosować jakieś tam wnioski, ale technika idzie przecież naprzód - w przyszłości będzie mozliwe przeprowadzanie powszechnych referendów po pięć razy dziennie przy minimalnych kosztach.
A więc jest już nieźle - gospodarką zajmują się komputery, a my spokojnie możemy decydować o sobie.
A teraz na koniec kiedy już wszystko tak ładnie się poukładało powiem wam, że to wszystko można potłuc o kant ... . Nikt nie musi mnie krytykowac za to napisałem wcześniej kolorem czerwonym ,gdyż sam twierdzę, że jest to rozumowanie jak najbardziej błędne, i nic dobrego by z tego nie wyszło.
Co pomineliśmy w naszych rozważaniach ? CZŁOWIEKA (zresztą jak wszyscy inni - komuniści, socjaliści, kapitaliści, demokraci ...itp.,itd.) - ale ten temat rozwiniemy później.
Poprzednia wizja społeczeństwa była raczej umiarkowana - teraz przedstawmy coś znacznie bardziej radykalnego :
... cytat z "Kulawego losu" braci Strugackich na temat nowego społeczeństwa :

Wszyscy powtarzają, że ludzkość stoi nad przepaścią, ale udowodnić tego nikt nie potrafi. A kiedy przychodzi do konkretów, okazuje się, że ten cały filozoficzny pesymizm jest wynikiem kłopotów rodzinnych, lub braku środków finansowych...
- Nie - powiedział Pawor. - Nie... Ludzkość stoi nad przepaścią, ponieważ ludzkość zbankrutowała.
- Brak środków finansowych - wymamrotał Golem. Pawor nie zwrócił na niego uwagi. Zwracał się wyłącznie do Wiktora. Pochylił głowę i mówił patrząc spode łba.
- Ludzkość zbankrutowała biologicznie, wskaźnik urodzeń jest coraz niższy, wzrasta częstotliwość raka, niedorozwój, nerwice, ludzie stają się narkomanami. Połykają setki hektolitrów alkoholu, tony nikotyny, po prostu narkotyków, począwszy od haszyszu i kokainy a kończywszy na LSD. Po prostu degenerujemy się. Naturalną przyrodę zniszczyliśmy, a sztuczna zniszczy nas. Zbankrutowaliśmy ideologicznie, sprawdziliśmy wszystkie systemy filozoficzne, i wszystkie zdyskredytowaliśmy, wypróbowaliśmy wszystkie możliwe rodzaje moralności i etyki, ale pozostaliśmy tak samo amoralnymi bydlakami jak troglodyci. Ale najstraszniejsze jest to, że cała ta szara ludzka masa w naszych czasach jest równie łajdacka, jak była zawsze. Nieustannie pragnie i domaga się bogów, wodzów i porządku, i za każdym razem, kiedy otrzymuje bogów, wodzów i porządek, jest niezadowolona ponieważ tak naprawdę niczego jej nie trzeba, ani bogów, ani porządku, tylko chaosu, anarchii, chleba i igrzysk. Teraz spętana jest żelazną koniecznością otrzymywania co tydzień koperty z wypłatą, ale ta konieczność jest jej wstrętna, więc ucieka od niej każdego wieczora w alkohol i narkotyki. Zresztą diabli z nią, z tą kupą gnijącego gówna, która cuchnie już dziewięć tysięcy lat i do niczego innego się nie nadaje -może tylko śmierdzieć i cuchnąć. Straszne jest co innego - rozkład ogarnia i nas, ludzi z dużej litery, prawdziwe osobowości. Widzimy ten rozkład i wydaje się nam, że nas on nie dotyczy, ale przecież i nas zatruwa beznadziejnością, osłabia naszą wolę, powoli wchłania. A do tego nowe przekleństwo - demokratyczne wychowanie: egalite, fraternite, wszyscy ludzie są braćmi, wszyscy ulepieni z tej samej gliny... Nieustannie utożsamiamy się z motłochem, i mamy do siebie pretensje jeśli przypadkiem odkrywamy, że jesteśmy od niego mądrzejsi, że mamy inne potrzeby, inne cele w życiu. Pora to zrozumieć i wyciągnąć wnioski - pora się ratować.
- Pora się napić - powiedział Wiktor. Już żałował, że zgodził się na poważną rozmowę z inspektorem sanitarnym. Na Pawora nieprzyjemnie było patrzeć. Za bardzo się gorączkował, zaczął nawet zezować. Wypadł z roli, a jak apologeci przepaści mówił straszliwe banały. Aż prosiło się, żeby mu powiedzieć: niech się pan przestanie kompromitować, Pawor, lepiej niech pan się ustawi profilem i ironicznie uśmiechnie.
- To wszystko, co mi pan ma do powiedzenia? - zapytał Pawor.
- Mogę jeszcze dać panu radę. Więcej ironii, Pawor. Niech się pan tak nie gorączkuje. I tak nic pan nie może zrobić. A nawet gdyby pan mógł, to nie wiedziałby pan co mianowicie. Pawor uśmiechnął się ironicznie.
- A właśnie, że ja akurat wiem - powiedział.
-No?
- Jest tylko jeden sposób, żeby powstrzymać rozkład.
- Wiemy, wiemy - lekkomyślnie powiedział Wiktor. - Włożyć wszystkim idiotom złote koszule i kazać im maszerować. Cała Europa pod stopami. To już było.
- Nie - powiedział Pawor. - To tylko odroczenie. A wyjście jest jedno: zlikwidować masę.
- Jest pan dzisiaj w wyśmienitym nastroju - powiedział Wiktor.
- Zlikwidować dziewięćdziesiąt procent ludności - ciągnął Pawor. - Być może nawet dziewięćdziesiąt pięć. Masy wypełniły swoje przeznaczenie: zrodziły kwiat ludzkości, twórcę cywilizacji. Teraz są martwe jak zgniła bulwa kartofla, która dała życie roślinie. A kiedy trup zaczyna gnić, to znaczy, że pora go pogrzebać.
- O Boże - powiedział Wiktor - i to wszystko z powodu kataru i dlatego, że nie dają panu przepustki do leprozorium? Albo może kłopoty rodzinne?
- Niech pan nie udaje głupiego - powiedział Pawor. - Dlaczego pan nie chce zastanowić się nad sprawami, o których panu świetnie wiadomo? Z jakiego powodu degeneracji ulegają najwspanialsze idee? Z powodu tępoty mas. Z jakiego powodu mamy wojny, chaos, i inne obrzydliwości? Z powodu tępoty mas, które wybierają rządy godne siebie. Z jakiego powodu Złoty Wiek jest równie odległy jak w czasie stworzenia Ziemi? Z powodu obskurantyzmu mas. W zasadzie Hitler miał słuszność, podświadomą słuszność, czuł, że na świecie jest wielu zbytecznych ludzi. Ale był krwią z krwi i kością z kości motłochu, więc wszystko zepsuł. Głupie było likwidowanie według przynależności rasowej. A poza tym nie miał do dyspozycji odpowiednich środków masowej zagłady.
- A według jakich cech pan zamierza przeprowadzać selekcję? - zapytał Wiktor.
- Według nijakości - odparł Pawor.- Jeśli człowiek jest przeciętny, nijaki, to znaczy, że go należy zlikwidować.
- A kto będzie decydować, czy człowiek jest przeciętny, czy nie?
- Niech pan się nie martwi, to są szczegóły. Ja panu formułuję zasadę, a kto, co i jak - to są szczegóły.

Niezłe, co ? Ten to dopiero by nas urządził - nowe fabryki śmierci ... a jak by ziemie użyźniać martwymi już masami - dopiero wtedy byłby z niej pożytek ! Nie ma jak to zdrowy, intelektualny faszyzm - ale trzeba mu przyznać, że dwa czy trzy razy powiedział prawdę. Jego wizji nie da sie wprowadzić w życie z powodów ( ... nie, nie ... nie z powodów moralnych - przyjmując, że moralność to wytwór starego świata, w nowym swiecie mogłoby nie być dla niej miejsca) nierentowności takiego postępowania - to po prostu duże marnotrastwo środków produkcji i ludzkiej "bazy danych" - jak bardzo zubożyłoby to pulę genetyczną naszego gatunku - nie, nie , w nowym świecie potrzebni będą wszyscy ( no, moze prawie wszyscy).

Rozważmy po kolei co wiemy i co chcemy osiągnąć :
Pierwsze primo - nie interesuje nas zdanie Pawora na temet 95% ludności - może rzeczywiście to tylko tępa masa, ale to nie jest ważne - istnieć mogą wszyscy, pod warunkiem przestrzegania praw zbiorowości
Drugie primo - prawa jednostki są mniej ważne od prawa całej zbiorowości
Trzecie primo - odpowiedziałność za swoje postępowanie ponosi jednostka, a odpowiedzialność za przestrzeganie praw jednostki ponosi zbiorowość - w żadnym wypadku odwrotnie - co wyklucza władzę jednostek nad zbiorowością (można zgodzić się na rządy grup jednostek ale pod warunkiem wytworzenia warunków przymusu i sytuacji w której stosunki pomiędzy oboma stronami są ściśle powiązane wzajemnymi zależnościami, kooperacja wynikałaby dzięki sprzężeniu zwrotnemu - zas przymus rodziłby się sam z siebie - wytwarzałaby go wewnętrzna sytuacja zbiorowości ... - a teraz to samo po ludzku :
dzisiejsze władze są w małym stopniu związane z resztą społeczeństwa (oprócz momentu wyborów - wtedy z zapamiętaniem liżą tyłki wyborców), rządzący nie czuje żadnego przymusu do tego aby rządzić dobrze w wyniku czego rządzi w ten sposób aby przy okazji skorzystać materialnie z sytuacji w której się znajduje - potrzebne jest więc wytworzenie narzędzia przymusu (i nie mam tu na myśli tak prymitywnej metody jak np. postawienie żołnierza z karabinem za każdym z polityków).
Sytuację takich mikrospołeczności jakimi są grupy rządzące trzeba uzależnić ekonomicznie (a nawet ,byćmoże, fizycznie) od ich użyteczności dla społeczeństwa, wyodrębnić w nich autonomiczne grupy, które zmuszane koniecznością funkcjonowania całej mikrospołeczności przyciągają się wzajemnie w celu osiągnięcia danego celu (no dobra, ale to wszystko juz jest - a co nowego? - ). Zwróćcie uwagę na zwrot : ... uzależnić ekonomicznie (a nawet ,byćmoże, fizycznie) od ich użyteczności dla społeczeństwa ... a więc co ? Należy przenieść sytuację całego społeczeństwa na sytuację mikrospołeczności rządzącej i uzależnić jej zmianę od globalnego stanu całej zbiorowości. Prawdę mówiąc nie potrafię sobie jeszcze tego wyobrazić, ale idea wymuszania prawidłowego postępowania wśród "elit" naszego społeczeństwa bardzo mi sie podoba)(ten punkt powstał dzięki lekturze "Edenu" Lema).
Czwarte primo - przystosować trzeba jednostkę do życia w zbiorowości (zlikwidować należy "jaskiniowe" instynkty - jako, że wykluczają one "pozytywne" zachowania społeczne - w tej chwili o naszym przetrwaniu nie decydują przecież większe mięśnie, szybszy bieg, ostrzejszy wzrok czy większa agresywność ... że co? zmiana osobowości ludzkiej ? Owszem, zmiana - trzeba przecież w końcu ją zmienić. Poziom naszej techniki to poziom 21 wieku, zaś zasady stosunków międzyludzkich niezmieniają się (przynajmniej podstawy) od 100 000 tys.lat. Jesteśmy jak zwierzęta z telefonami komórkowymi, jak inteligentne małpy w samochodach, jak ... itd.). Jakie instynkty, odruchy i uczucia? a np. : potrzebę posiadania ponad miarę, wszelkie instynkty ...bójcze, czy też nienawiść, podkładanie świń i skurwysyństwo ... o , przepraszam ... wymkneło mi się ( co? tobą nie kierują odruchy? a jak często spoglądzasz ,nawet przypadkiem, na przednie części ciała przedstawicieli płci pięknej (to w przypadku samca) idąc sobie spokojnie przez miasto w letni dzień - sam się przyznam, że na ulicy bezwiednie kieruje wzrok na ... na piersi co ładniejszych kobiet (co wcale nie oznacza, że klasyfikuję osoby płci przeciwnej do mojej na podstawie tylko takich walorów - wprost przeciwnie - ale po prostu wzrok jakoś mi tak czasami sam ucieka i ... oglądam - jestem zwierzęciem więc trudno powstrzymać mi odruchy charakterystyczne dla mojego gatunku) - a to jest przykład tylko jednego z wielu nas prześladujących odruchów, instynktów itp.rzeczy) - aha, wyjaśniam, że podając taki przykład wcale nieuważam go za "negatywny").
Od razu mówię, że posunięcie to ma na celu głównie "dobro" społeczeństwa a nie jednostki ( jednostka również odczuje pewną poprawę w niektórych dziedzinach życia). "Przystosowania" dokonać będzie musiała nauka - i mam tu na myśli głęboką ingerencję w ciało człowieka. Ale to dopiero kwestia przyszłości i przy obecnym poziomie naszej wiedzy nie mozna go zrealizować.
Piąte primo - sytuacje materialną jednostki określa jego realna użyteczność dla społeczeństwa. Realna - a więc taka, która powoduje wytworzenie pewnej wartości (niekoniecznie materialnej - w tej definicji mieszcza się artyści) - a nie użyteczność pozorną (a tu mam na myśli np. maklerów giełdowych - ich praca nie powoduje wytworzenia żadnej nowej wartości - makler zajmuje się po prostu przelewaniem środków finansowych "z jednego naczynia w drugie" - w ogóle cała giełda to (według mnie) zalegalizowane spekulanctwo).
Według was to niesprawiedliwe? Doprowadzi do instrumentanego traktowania człowieka?
Przecież już teraz ludzie w naszym społeczeństwie są tak traktowani. Przystępując do tej umowy ogólnoludzkiej zgadzamy sie na traktowanie siebie jako części zbiorowości. Zbiorowość zaś nie może pozwolić sobie na to, że jej prawa byłyby dyskryminowane przez prawa jednostki.

A teraz przypuśćmy, że podane wyżej rozwiazania są poprawne (choć wcale nie muszą - ja tak nie twierdzę). I co ? I nic. Historia jest chyba wyposażona w jakiś mechanizm regulujący takie "odchyły" np. był komunizm? - był , ale sie zmył ... był faszyzm? - był, ale poszedł się ... , a rewolucja francuska? a starożytna demokracja Grecka? ... itd., itp. Nie ma miejsca w historii ludzkości na zbyt radykalne rozwiązania (w nieodpowiednim czasie), wczesniej czy później wszystko wróci do normy(no i pozatym teoria nijak ma się do praktyki).

Na razie.

JIMI

chelukafari@poczta.onet.pl