O kościele, muzyce disco polo, komercji i innych bzdurach

Witam, witam.

Żeby zachować jakąś kolejność ( mniej lub bardziej kolejną =:-)) zacznę może od disco polo :)
Otóż mój nauczyciel polskiego ( z podstawówki- ciekawe, czy jeszcze żyje ;)) rzekł kiedyś- " 'Muzyka' disco polo jest jak trawa, potrzebna tylko po to, by móc na jej tle zobaczyć piękne kwiaty". Wniosek nasuwa się sam.
Co do kościoła, nie będę powtarzać racji zawartych w innych tekstach, tylko przytoczę jeden dowód na to, iż KK ma troszkę zbyt dużo pieniążków ( i wolnego czasu :)
Zapewne każdy z Was słyszał o bazylice budowanej w Licheniu, niektórzy pewnie już ją widzieli.
Ta majestatyczna budowla, mająca być ponoć kopią bazyliki Św. Piotra w Rzymie wzniesiona została za olbrzymie pieniądze w samym środku Sanktuarium Maryjnego.
O ile samo Sanktuarium jest ślicznie skomponowane wśród wielu drzew, rzeczki i pagórków, to potężna bazylika stojąca w gołym polu budzi wręcz odrazę.
Dla mnie jest symbolem pychy księży, symbolem niedostępności kościoła dla zwykłego śmiertelnika.
Tak samo jest z pomnikiem stojącym nieopodal molocha, przedstawiającym głównego księdza tamtego okręgu ( nie znam się na tych określeniach ) wraz z papieżem JPII.
Zadano gwałt małemu, leśnemu sanktuarium, w ten "diabelski" sposób komercjalizując je.
Dzwon bazyliki zdaje się wołać- "chodżcie tu, zróbcie zdjęcie, kupcie pocztówkę czy inne sranie, żeby księża mogli pokazać, jacy są lepsi od Was"
A jak to jest z modlitwami ?
Dzieciom przy okazji komunii ( a w ogóle, to ile za taką komunię i za te wszystkie gadżety się płaci ! ) wręcza się modlitewnik.
Jak łatwo się domyślić, zawarte są w nim teksty modlitw ułożonych przez księży. Tylko czy Temu, do którego się modlimy, nie jest wsio rybka, jakimi słowami ?
Ważne, by było szczerze, ne ?
Może wierni będą, tak jak ( chyba ) buddyści tylko machać przed ołtarzem karteczkami z zapisaną treścią modlitwy ?
Komercji ulega wszystko, stajemy się społeczeństwem konsumpcyjnym.
Czy nie wydaje Wam się, że to, ten świat, się kończy ?

Zachęcam do dalszej dyskusji,

Mariko