Temat tekstu będzie nietypowy i niezbyt wesoły-śmierć
postanowiłem tak po obejrzeniu "Roweru Błażeja" 2
lutego. Dzień wcześniej zmarł Marcin Kołodyński-jeden z
prowadzących program. Młody człowiek odszedł nagle,
niespodziewnie. To zmusiło mnie do zastanowienia się, do pomyślenia
o śmierci, o której właściwie nigdy nie myślałem (mam 17
lat). Uważam, że ludziom którzy wierzą w Boga i życie
pozagrobowe (sam się do nich zaliczam) jest łatwiej przyjąć
do wiadomości, iż kiedyś będą zmuszeni opuścić ten świat.
Jednak myśl, że mogę zginąć w wypadku w wieku 18 lat nie
napawa mnie optymizmem. Dopiero teraz zdaję sobię sprawę ile
rzeczy może człowieka ominąć: małżeństwo, dzieci, wnuki.
Wszystkie plany które snujemy, wszystkie nasze szanse mogą
zostać zaprzepaszczone bo np. jakiś facet usiądzie za kółko
po piwie. Życie nie jest sprawiedliwe. Czy w takim razie powinniśmy
w ogóle coś planować, myśleć o przyszłości, o śmierci? Na
pierwsze dwa pytania odpowiadam: tak, na ostatnie: nie. Chyba każdemu
z nas potrzebna jest wizja naszego życia, chociażby
podstawowych rzeczy jak na przykład wykształcenie, praca,
rodzina. Dzięki dążeniu do celów, które sobie stawiamy
stajemy się lepsi, bo robimy coś konkretnego. Oczywiście nie
możemy zapomnieć o zabawie, w końcu mamy do niej prawo. Bo
czym by było życie bez "głupich przyjemności" jak
imprezy, gry komputerowe lub telewizja (nie biorę tu pod uwagę
programów edukacyjnych). O śmierci natomiast myśleć nie
powinniśmy. Jeżeli już to rzadko. Bo gdybyśmy zbyt wiele
czasu poświęcali na zastanawianie się nad tym to sądzę, że
rzadziej pojawiałby się na naszej twarzy uśmiech, który jest
bardzo ważny. Co jednak jeżeli mamy rodzinę na utrzymaniu. Co
się z nimi stanie, kiedy nas nagle zabraknie?...
Czy powinniśmy się bać śmierci? Nie wiem jak inni, ale ja się
jej boję. Niby wierzę w życie po życiu, ale... Ale strachem
napawa mnie wizja niespodziewanego "odejścia",
pozostawienia wielu niezałatwionych spraw, nieprzeżytych chwil.
Niestety nie możemy na to nic poradzić, przyjdzie czas na każdego
z nas. "Nie znacie dnia ani godziny". Cóż, life is
brutal.
Słowo na koniec: Pamiętajcie, że życie nie jest tylko "śmiertelną
chorobą przenoszoną drogą płciową", że nie rodzimy się
aby umrzeć (jak niektórzy twierdzą), lecz aby żyć, żyć, żyć...
Viq
P.S. Następny tekst będzie o weselszych sprawach. Obiecuję :)