Zarówno fachowcy (pisma branżowe) jak i laicy (Np. Easy PC
;)))) prześcigają się w prorokowaniu, dokąd zmierza światowa
komputeryzacja/”internetyzacja”. Pojawiają się coraz to
nowe teorie na temat tzw. “ewolucji komputerów” (co by nie
mowić - brzmi nieźle :))).
Jak sami zainteresowani z pewnością wiedzą pra-internet był
siecią komunikacyjną przeznaczoną tylko i wyłącznie do celów
militarnych. Później połączył zbiory biblioteczne i
uniwersyteckie bazy danych, i ostatecznie ewoluował do formy,
jaką znamy obecnie: komercyjnego „śmietnika informacji”, siły
napędowej handlu i coraz potężniejszego środku masowego
przekazu.
Zastanówmy się, jak odbierają internet ludzie związani z tym
biznesem? Jako „pole do popisu” dla swoich przedsiębiorstw?
Co widzą w Sieci zwykli internauci? Szansę na zaistnienie w świecie?
Czym wreszcie jest internet dla szarych zjadaczy chleba, którzy
znają go tylko z telewizji? Diabłem, plagą naszych czasów?
Co znamienne, wszyscy - zdrowo myślący! - ludzie z wymienionych
„warstw społecznych” zgodzą się, że dzisiejszy internet,
pomimo swoich ewentualnych zalet nie może zatrzymać się na tym
etapie rozwoju.
Największy zarzut, jaki stawia się Sieci, jest jednocześnie -
paradoksalnie! - jej największą zaletą. Jest to nieprzebrana
ilość informacji.
Wejdź w jakąkolwiek wyszukiwarkę, wpisz hasło „biologia”
i otworzy się nieprzebrana ilość stron na ten temat. Wyszukaj
„motoryzacja”, „karate” - I sezam Wiedzy stanie przed Tobą
otworem.
Z drugiej strony wpisz „przemoc”... „zoofilia”, „faszyzm”.
Tu również liczba stron zdaje się nie mieć końca...
Zidentyfikowani właściciele takich witryn są oczywiście ścigani
sądownie. Miejsca o „zakazanej tematyce” w sieci są
nieustannie tępione na różne sposoby.
Tylko co z tego, skoro na miejsce jednej zlikwidowanej strony
pojawia się 10 innych o tej samej tematyce? Prawda, metody
niszczenia tej „internetowej zarazy” są coraz doskonalsze,
coraz dokładniejsze. Nie zmienia to faktu, że jest to walka z
wiatrakami.
DLACZEGO? No cóż, gdybym znał odpowiedź na to pytanie, ludzkość
by mnie chyba ozłociła ;))))).
Cofnijmy się do czasów, kiedy jeszcze nie było ogólnie dostępnego
internetu. Szukamy informacji na temat biologii np. molekularnej
- znajdziemy? No, tak, oczywiście... są przecież książki,
podręczniki akademickie, fachowe czasopisma. „Motoryzacja” również
nie stanowiła by żadnego problemu - gazety, telewizja, video. A
„pedofilia”? „Faszyzm”? I wreszcie - „Przemoc”?
Czy rzeczywiście odcięci od Sieci bylibyśmy od nich
bezpieczni? To chyba oczywiste, że nie! Więc skoro tak, to
najwyższa pora zdać sobie sprawę z zasadniczej rzeczy:
CZŁOWIEKA NIE ZABIJA STRONA INTERNETOWA TYLKO DRUGI CZŁOWIEK.
DZIECKA NIE GWAŁCI WITRYNA PORNO TYLKO ŻYWA, KONKRETNA OSOBA.
Więc gdzie jest na to prawo, do diabła!? Jak uchronić przed
tym siebie, swoją rodzinę?...
A ja się pytam: A co ma z tym wszystkim wspólnego internet? To
tylko - najszybszy i najdoskonalszy technicznie - środek
przekazu. Kontrolowany przez ludzi, tworzony przez ludzi. Więc
czego się boimy tak naprawdę? Zdjęcia ofiary przemocy, czy jej
kata?
Ale oczywiście tak jest najprościej... Łatwiej jest alarmować
i ciskać gromy na „zło płynące z Sieci”. Bardziej „medialne”
są doniesienia o „komputerowych zboczeńcach”. Przemoc i
seks siedząca, niczym jakoweś złe diabelstwo w komputerach, o
wiele lepiej się ”sprzedaje” niż jakiś poczciwy,
staromodny bandzior, czy gwałciciel.
Jeśli wierzyć telewizji - dzisiaj złe nie czai się za rogiem
najbliższej ulicy, tylko na najbliższej witrynie www. Psychopatów
nie tworzy telewizja. Indoktrynuje ich sieć. Wychowanie dzieci
nie jest niweczone przez szokująco brutalne i bezmyślne bajki -
to ta złowieszcza (prawie że pajęcza!!) sieć ich łapie i wchłania...
KONSUMUJE ich mózgi!!!
I człowiek od razu zapomina o tym, czego najbardziej się boi.
Dostaje „na widelcu” wroga, którego może potępiać i
zwalczać, ile dusza zapragnie. Opluć, skasować, wyrzucić i
zabronić - i w poczuciu dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku
pójść spać... bez strachu, bo przecież nawet najplugawsza
www. nam nie odda...
W takich chwilach zapominamy o prawdziwym lęku, którego w każdej
chwili możemy spotkać na ulicy, który śmieje się z nas, a
Policji się nie boi.
Zresztą tych zwyczajnych, niemedialnych ;)) bandytów i tak
chroni polskie prawo :(( To chyba jeszcze gorsza “syzyfowa
praca” niż zwalczanie niedozwolonych stron w internecie... Ale
to już temat na zupełnie inny art.
schari