MÓJ PRZYJACIEL - MÓJ WRÓG…

Mam komputer od dwóch lat. To nie wiele, ale wystarczyło by wiele zmienić w moim życiu…
Kiedy jeszcze nie miałem kompa dzien. wypełniały mi spotkania z przyjaciółmi, kiedy się budziłem miałem już w głowie milion pomysłów, czasem szalonych na mile spędzenie dnia. Noc była czasem na naukę czasem do bardzo późna, co odbijało się spadkiem koncentracji na lekcjach, ale nie mogłem narzekać na złe stopnie…

Pamiętam pierwszy dzień. Kiedy przywieziono mi go do domu. Podłączyłem go ostrożnie, i zasiadłem przed pachnąca jeszcze fabryka klawiaturą. Wcisnąłem turkusowy przycisk z napisem POWER - ożywiłem swojego przyjaciela - jak się później okazało - jedynego.

Nagle straciłem ochotę na wychodzenie z domu, wolałem cały dzień siedzieć przed monitorem grając już w kolejną gierkę typu: piła tarczowa w lewej ręce, wyrzutnia rakiet w prawej I ja sam przeciwko milionom… niezła rozwałka, uwierzycie ze już po dwóch miesiącach moja mysz nadawała się tylko do kosza? Zresztą jak cała sterta moich gier dla pół-mózgów. Znudziły mi się… chwała Bogu… przeszedłem do bardziej ambitnych pozycji: symulatory, przygodówki na kilku kompaktach ( w dodatku English Version) Przyznam ze to było uczące… potem przyszedł czas na programy… obróbka grafiki, muzyki, filmów…no I oczywiście mój ukochany programik do grafiki 3D którego nazwy nie wyjawię - by oszczędzić przyszłych pokoleń. Niby wyszło mi to na dobre - teraz znalem się na większości ważniejszych programów, a w świecie 3D osiągałem znaczne postępy…I znów cos nowego INTERNET - o Boże, jakie to wspaniale! Ile tu można znaleźć informacji, a IRC, ICQ - ci ludzie, z nimi naprawdę da się pogadać nie to, co w żywe oczy tu można pogadać o wszystkim bez skrępowania. Nie zauważyłem ze przyczyna mojego skrępowania w rozmowach z innymi była ta sama rzecz, która dawała mi taką swobodę w rozmowach przez net otóż - KOMP!

Tak wiec w softwerowo-netowym świecie wznosiłem się na wyżyny, podczas gdy w rzeczywistym spadałem jak Ikar w dol. Pewnie spadałbym tak dalej aż stoczyłbym się na samo dno gdyby nie to, że nagle ktoś otworzył mi oczy. Była to osoba, która po prostu zjawiła się w moim życiu w odpowiednim czasie. Nauczyła mnie kochać pokazała świat, jakiego dotąd nie znalem. Jestem jej za to ogromnie wdzięczny I teraz już wiem że słowa: miłość wszystko zwycięża są największa z prawd. Mógłbym się teraz rozpisać ile jej zawdzięczam, ale to temat na zupełnie inny art.

Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia wszystkim tym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji: miejcie oczy szeroko otwarte… komputer jest wspaniałą rzeczą potrafi nam ułatwić wiele rzeczy, może wiele nauczyć, ale kiedy poświęcimy mu zbyt wiele czasu zniszczy nas…

TeNero =>> kay'l