PRAWDA czy FAŁSZ - czyli krótki art o
BAJARZACH
Zastanawialiście się kiedyś czy opowiadane Wam właśnie
zdarzenia miały kiedyś miejsce? Jeśli tak to zachęcam Was do
przeczytania tego textu. Tych co się nie zastanawiali, również
zapraszam:)
Najpierw podam kilka przykładów, które miały miejsce w
rzeczywistości, a które miałem okazję słyszeć. Pierwszym
stadium "bajarstwa" jest niewinne kłamanie
kolegom/koleżankom w przedszkolu.
Za dawnych już dla mnie czasów przedszkolnych chodziłem do
jednej grupy z Andrzejem*. Ile to się nasłuchałem kim to jego
wujek/wujkowie nie jest/są. Był malarz, policjant, strażak,
pisarz, aktor, piosenkarz, kierowca autobusu i wiele innych, które
z upływem czasu wuleciały z mojej pamięci. Miał też wujka w
Stanach Zjednoczonych, gdzieś w Afryce i Australi, i tak dalej,
i tak dalej... (ciekawe skąd on sobie tylu wujków nabrał?:))
Innymi jego wymysłami było, kim to jest jego tata, gdzie jest i
tym podobne pierdoły. Okazało się, że jest dedektywem,
policjantem, pracuje w tajnych służbach, jest podróżnikiem, a
jak z tego wynika nie ma go bardzo długo w domu... Ale teraz
usprawiedliwiam jego wymysły o ojcu, ponieważ wiem, że jego
rodzice się rozwiedli. Wydaje mi się, że on poprostu szukał
swojego ideału taty, z którym dość wcześnie musiał
ograniczyć kontakty.
Na szczęście (lub i nie) z tego stadium się wyrasta.
Drugim stadium są trochę bardziej rozbudowane fantazje "łóżkowe"...
Od pierwszej klasy podstawówki chodzę do klasy z Piotrkiem*.
Ile to ja się od niego nasłuchałem jego seksualnych fantazji.
Najczęściej słyszałem je podczas pobytu na Zielonej Szkole,
gdzie mieszkałem z nim w pokoju. Opowiadał o tym jak to bywał
u swojej kuzynki, która w jego obecności rozbierała się do
naga co prowadziło do uprawiania seksu. Często przyprowadzała
też do niego koleżanki, które też chętnie uprawiały z nim
seks (najbardziej wbiło mi się w pamięć, kiedy przyprowadziła
do siebie 15 koleżanek, poszli na strych, one się rozbierały i
kładły na podłodze i dochodziło do ww czynności). Kiedy
indziej znowóż był u innej kuzynki, z którą chodził do lasu
na bara-bara, aż w końcu znaleźli w tym lesie jezioro, a na
nim wyspę. Przedostali się na nią i przez następnych kilka
dni zbudował ON (wtedy zapewne chłopak około 7 letni) chatę
[choć muszę przyznać,że jak sobie teraz wyobrażam tą chatkę
na wyspie, na jeziorze w lesie, to robi ona na mnie ogromne wrażenie:)(oczywiście
nie ma w moich wyobrażeniach żadnych podtekstów
seksualnych:)], w której później było im ze sobą bardzo
dobrze:). Największym dla mnie zaskoczeniem w tej historii to,
że gdy pewnego pięknego ranka przyszli, jak zwykle, na swoją
wyspę zobaczyli, że ktoś na niej był i zniszczył ich chatkę.
Co prawda rozumiem, że można mieć fantazje erotyczne, ale z
tym opowiadaniem to już lekka przesada. Na szczęście Piotrek
wyrósł już z tych opowiastek, ale jest to zapewne spowodowane
tym, że do jego fantazji podchodziliśmy (ja i koledzy) z
wielkim sceptyzmem i bardziej nas one bawiły niż oczarowały:).
A zresztą teraz ma on komputer z dostępem do internetu, z którego
to ściąga sobie zdjęcia panienek:).
Innym, chyba równożędnym stadium są drobnw kłamstewka, z których
chce się zrobić prawdę.
Pierwsze z wyżej wymienionych zaczęl się, również podczas
pobytu na Zielonej Szkole, albo nawet i przed. Pamiętam jak ww
Andrzej* usilnie nas przekonywał jak to strasznie będzie na
Zielonej Szkole... Jak to mówił będziemy musieli wcześnie
rano wstawać, ścielić bardzo starannie łóżka, bo jak nie to
będziemy karani, jeść wszystko na posiłkach i tym podobne
rzeczy. Aż tu pewnego dnia na ww szkole (na której wcale nie było
tak źle:)) rozpoczął się szał kłamstewek... Wszystko zaczęło
się od tego, że od pewnej pani kelnerki dowiedzieliśmy się,
że rok przed naszym przyjazdem do ośrodka powiesił się w nim
ówczesny kierownik ww ośrodka. A teraz jedne z opowiadań:
- pewien chłopak się obudził, z obok niego leżał cały
czarny cień (choć w kształtach ludzkich) z wbitym w gardło
białym nożem (który też był cieniem)
- jedna z dziewczyn zobaczyła na balkonie (w nocy oczywiście:))
chłopaka z mojego osiedla
- leżę sobie raz w łóżku i słyszę walenie (bez skojarzeń:))
w okno. Wstaję więc, i co widzę? Do okna przyczepiona jest
jakaś czarna plama... I w ten sposób stworzyłem nazwę CZARNA
PLAMA [później uświadomiliśmy sobie z kolegami, że
prawdopodobnie był to po prostu zabłąkany nietoperz (choć
jakby tak pomyśleć to jest to przecież niemożliwe {no, chyba,
że ten nietoperz był głuchy**:)}(a może jednak Czarna Plama
istnieje na prawdę?)]
- w ośrodku trzeba było zamykać drzwi balkonowe oprócz
tradycyjnej klamki na gwoździe (polegało to na tym, że przy
drzwiach znajdowały się zakrzywione gwóździe, które to
przytrzymywały drzwi otwierające się do środka), dziewczyny
oczywiście przezornie zatrzasnęły je na wszelkie możliwe
sposoby, a jak się obudziły to drzwi były otwarte na oścież
(to jak sobie przed chwilą uświadomiłem mogło być prawdą ,
WYJAŚNIENIE: działalność nauczycielki), a gdy już miały
wychodzić na śniadanie zobaczyły na szafie Czarną Plamę, która
zaraz wyleciała prze otwarty balkon
- inna koleżanka natomiast w czasie nocy widziała w swoim
pokoju najście czarnego cienia. Wpierw stanął on nad Magdą*
lecz po pół godziny odszedł od niej, ponieważ "bardzo się
wierciła" ((c) by Genowefa*), aby stanąć nad naszą rozmówczynią
(ww Genowefą*) i stać tak przez około dwie godziny
- Rysiek* natomiast stworzył alfabet, w którym poprzestawiał
litery, a odczytując go sprawiał, że puszka po Coli
(kryptoreklama króluje:)) nieznacznie się wgniata i przesuwa.
Filip* poświadczył o jego prawdomówności mówiąc, że jego
kuzyn napisał identyczny alfabet i przez niego zginął pod
autem
- inny pokój, inni chłopcy... Chcąc wejśc do swego pokoju
zauważyli, że jest to niemożliwe choć nie zamykali drzwi. Zajżeli
więc do środka przez "judasza" i zobaczyli, że pokój
się pali, a pośrodku niego unosi się wielka czaszka... Po wejściu
do pokoju wszystko zastali oczywiście w idealnym porządku
- ja z kolei wymyśliłem, że widziałem zakrwawioną rękę w
kominie, w nocy kulawy cień oraz ,że jak się obudziłem to się
podłoga przede mną otworzyła i zobaczyłem kościotrupa...
Oczywiście na następny dzień gdy sprawdzałem podłogę nie było
żadnych śladów moich nocnych przejść:)
I to by chyba było wszystko. Muszę się jednak przyznać, że w
dniu panowania "magicznego alfabetu" szerzyło się
tyle przerażających nowinek, że musiałem się ubrać w długi
rękaw i spodnie, pomimo tego, że na dworze było bardzo ciepło.
Naszczęście to też się skończyło lecz wyszło to na dobre
bardziej rozbudowanym i tak dziwnym opowieściom, że aż
realnym.
Teraz właśnie mam zamiar opisać Wam, drodzy czytelnicy, jedną
z takich opowieści, która to właśnie skłoniła mnie do
napisania tego artu. Z początku wierzyłem w nią, ale teraz po
głębszym przemyśleniu jej "fabuły" doszłem do
wniosku, że to może być najzwyklejszy w świecie kant. Mimo
wszystko nie wiem jednak czy zdarzenia opisanie niżej miały
kiedykolwiek miejsce czy też nie. Tą sprawę pozostawię Wam.
Wszystko zaczęło się od tego, że ww Andrzej* powiedział
kiedyś do swojej mamy - spier**laj. Wściekła matka postanowiła
go pouczyć... Nie ochrzaniła go czy coś w tym stylu, tylko
zabrała mu klucze od mieszkania, a za używanie czegokolwiek w
jej domu kazała mu płacić. Miał to szczęście, że miał
trochę swoich pieniędzy. Przez dwa tygodnie spał na dywanie,
za którego używanie płacił 4 zł, do domu miał wstęp pomiędzy
godziną 14:30 a 16:00 (jeśli by się nie zjawił w wyznaczonych
godzinach spałby na wycieraczce), nie mógł zmieniać przez ten
czas ubrania, kąpiel wymagała 7 zł od 30 minut, 3 zł za 15
minut telewizji (przy czym musiał płacić za siedzenie lub
stanie na czym kolwiek podczas oglądamnia), na posiłki (pięć
razy dziennie) jedna kromka chleba z masłem i szklanka mleka, co
go kosztowało 6,50 zł. Jednym słowem mówiąc: przejebane. Po
okresie dwóch tygodni wszystko wróciło do normy. Matka
zachowywała się jakby nic się nie stało, wymazała z swojego
życia dwa tygodnie.
No i ja w końcu nie wiem czy to była PRAWDA czy FAŁSZ.
Opowiadanie jest realne, a zarazem nie. To był główny powód
napisania tego textu. Spadam:))
MetFan
*Wszystkie sytuacje opisane w wyżej napisanym arcie są
prawdziwe. Wszystkie imiona postaci zostały zmienione.
**Co do tego "głuchego nietoperza", to napiszę Wam
teraz jeden kawał:
Lecą dwa nietoperze przez las. Jeden z nich ma na uszach słuchawki
i słucha muzyki. Lecą tak, i lecą, aż w końcu ten z
walkmanem wpada na drzewo. Podlatuje do niego ten drugi, a ten
pierwszy mówi do niego:
- Wiesz co Franek? Przez tego walkmana to ja się chyba kiedyś
zabiję.