|
WRÓĆ
Jest to napisana przeze mnie opowieść o honorze rycerskim i miłości.
Ale pewnie i tak to nikt nie przeczyta. Od razu bez bicia
przyznam, że oparłem to opowiadanie na innym utworze, który
nie był opowiadaniem. A teraz mały konkurs: na jakim??
Podpowiedz: zmieniłem nazwę tylko damy, nie jej rycerza. Ha, a
teraz sobie zadedykuje:) Dedykuje ten tekst Pazoolowi i Veq'owi
za ciekawe wariacje na temat mojej ksywy:)
Darth Rathan lub Morte (IRC)
rathan@poczta.wp.pl - to adres dla normalnych ludzi. Jak chcecie
możecie przesłać bluzgi. Wiecie one zadziwiająco łatwo rozśmieszają
moich qmpli:)
Rycerz
Nadszedł radosny dzień dla wszystkich poddanych miłościwie
panującego nam króla. Wreszcie ludzie doczekali się igrzysk,
które zapierają dech w piersiach i przyśpieszają puls nawet
najodważniejszym. Już monarcha witany oklaskami łaskawie zajął
miejsce w honorowej loży obok swojej zacnej małżonki. Przy nim
znajdowało się pełno wystrojonych książąt, doradców i fałszywych
pochlebców. Każdy z nich na widok władcy oddał mu uniżony aż
do pasa pokłon. Troszkę dalej na wspaniałym ganku zasiadła cała
śmietanka rycerstwa i piękne damy w wytwornych sukniach z
najbogatszych egzotycznych tkanin. Zresztą mężczyźni również
nosili na sobie piękne stroje. Wielu z nich nosiło wspaniałe
szaty pochodzące z Włoch, Anglii lub innych krajów, o których
niektórzy nawet nie słyszeli. Należało sądzić, że wiele
musieli podróżować i dużo mieć przygód. Ale wśród tego
kwiatu średniowiecza znajdowała się pewna zakochana para. Byli
to: piękna niewiasta Anna i rycerz jej serca, który miłował ją
do szaleństwa. Co chwila Emrod, bo tak się zwał, usługiwał
ukochanej damie na każdym kroku. Spełniał każdą jej
egoistyczną zachciankę i kaprys. A wymagania miała spore. Sir
Emrod pamiętał jeszcze te wszystkie klejnoty, suknie kosztujące
niemałą fortunę, mającą być jak to ona określała dowodem
miłości.
Gdy toczyły się ostatnie przygotowania do rozpoczęcia
widowiska cudna niczym anioł Anna niespodziewanie zapytał
Emroda:
- Czy mnie kochasz, mój Emrodzie.
- Tak kwiecie anielski - odpowiedział bez zastanowienia rycerz.
- Ale czy na pewno - ponowiła ze słodkim uśmieszkiem, który
tak dobrze znał.
- A czy chciałbyś zginąć dla mnie? - mówiła tak przyjemnie,
że stal mogła skruszyć się pod jej słowami.
- Gdyby od tego zależało twoje życie: umarłbym z podniesionym
czołem.
Ona jakby zadowolona jego przytuliła się do niego i pocałowała
gorąco w usta. Emrod po skończonym pocałunku czuł jeszcze na
wargach dotyk jej delikatnych ust i zapach podobny do zapachu bzów.
Powoli zaczął się odprężać.
Więcej już nie rozmawiali, gdyż zawrzały najgorsze miejsca
dla kupców, rzemieślników, pospólstwa i nieznanych rycerzy.
To król wstał dostojnie z ustawionego dla siebie wygodnego
tronu, którego siedzenie było okryte najlepszymi i najlżejszymi
materiałami. Nagle wszystkie głosy ucichły jak ścięte . Jego
wysokość kiwnął palcem na znak rozpoczęcia igrzysk.
Otworzono zapory i na arenę wkroczył majestatycznie król
zwierząt: lew o bujnej grzywie, łapach zdolnych do zmiażdzenia
najlepszej zbroi, o właścicielu tejże nie wspominając. Czy
zachowywał się agresywnie? O nie, nie! Otaczał tylko
zgromadzonych władczym wzrokiem mówiącym: nie macie ze mną
szans nędzne robaki. W jego zachowaniu wyczuwało się znudzenie
zaistniałą sytuacją. I nie przejmując się niczym nasz lew położył
się wolno na ziemię jak gdyby nigdy nic. Ludzie spojrzeli
wyczekująco ku władcy, a on dał znak ręką po raz drugi.
Oczom wszystkich ukazał się urodzony morderca, tygrys o kłach
ostrych jak najlepsze francuskie lub włoskie miecze. Bestia tak
wyglądała na tak szybką i zwinną, że nie wiem, czy nawet
najlepsi angielscy łucznicy potrafiliby oddać celny strzał,
zanim dopadłaby ich i rozszarpała na kawałki mięsa.
A co to straszne zwierzę wyprawiało na arenię. Miotało się
jak szalone, ryczą niemiłosiernie. Kilka bardzo wrażliwych i
delikatnych dam na ten widok musiało szukac ukojenia w ramionach
swych dzielnych rycerzy, choćby tylko ze słów.
Tymczasem Emrod oglądając to widowisko zaczął i myśleć o miłości,
którą darzył Anne. Zastanawiał się czy jest warta jego
uczucia i czy kocha go naprawdę. A może bawi się tylko jego
kosztem?
Na arenie nastąpił kulminacyjny moment. Król ostatni raz dał
znak. Do boju ruszyła para krwiożerczych lampartów. I już
doskoczyły do tygrysa z żądzą mordu. A on zażarcie bronił
się pazurami . Lew tymczasem zaryczał donośnie i złowróżbnie.
Lecz dzikie bestie nadal zmagały się w krwawym pojedynku.
Widownia co chwilę wstrzymywała oddech, gdy wydawało się, że
jedna ze stron uzyskuje przewagę. Ale to tylko pozory. Każda
bestia z determinacją dążyła do zwycięstwa. Odezwały się
pierwotne instynkty związane z przeżyciem. Pocięte kawałki
futra latały w około. Nadobne damy mdlały od tego widoku.
Niektóre specjalnie, aby być cuconą przez rycerza, który
zadeklaruje służbę w obronie tejże.
I taka Emrod i jego ukochana oglądali te przerażające sceny.
Gdy nagle stała się rzecz dziwna. Anna upuściła upuściła
swoją aksamitną rękawiczkę w sam środek areny. Ni to naumyślnie,
ni to niechcący. Po chwili dama zwróciła się z uśmiechem do
zaskoczonego Emroda:
- Kto mię tak kocha, jak po tysiąc razy czułymi przysiągł
wyrazy, niechaj mi teraz rękawiczke poda.
I wreszcie zrozumiał. Poczuł bolesną prawdę. Prawdę o tym,
że ona go nie kocha i bawi się jego kosztem. Serce zwijało mu
się z udręki. Cały jego umysł krzyczał aby jak najszybciej
odejść z tego miasta i zaszyć się gdzieś daleko w borach.
Lecz honor i pozostałości po uczuciu do lodowatej damy nie
pozwoliły mu na to. Ruszył więc odważnie, dziarskim krokiem.
Przeszedł przez zabezpieczenia i skierował się w stronę rękawiczki.
Odezwały się przerażone szmery na trybunach i krzyki grozy.
Ludzie nie wierzyli własnym oczom widząc jakiegoś głupca idącego
na pewną śmierć. Lecz śmiałek pewnie wstąpił między bestię
i podniósł zgubę. Zwierzęta nie zrobiły mu żadnej krzywdy,
poczuły do niego respekt i szacunek. W glorii chwały i wśród
okrzyków okrzyków na swoją cześć wracał do właścicielki
nieszczęsnej rękawiczki. Tymczasem w loży królewskiej
monarcha głośno wychwalał niesamowitą odwagę śmiałka.
Emrod powoli doszedł do uradowanej i dumnej damy. Lecz wiedział,
że jego serce jest wolne i narastało w nim postanowienie. Anna
radośnie zawołała:
- Dziękuje ci mój ukochany - promieniała pychą, wiedziała że
inne damy strasznie jej zazdroszczą.
Następnie czekała aby ukląkł przed nią z dowodem miłości.
Ale on spojrzał na nią uważnie jakby chciał ostatni raz
nacieszyć się jej urodą i rzucił jej rękawiczkę w oczy, i z
pogardą rzekł:
- Pani twych dzięków nie trzeba mi wcale.
Zaraz potem odwrócił się na pięcie i odszedł od płaczącej
kochanki. Po prostu odszedł....
Wiele jeszcze razy Anna słyszała opowieści o słynnym rycerzu
sir Emrodzie, lecz on nigdy nie powrócił w te strony.......
Usłyszał od barda i przelał na papier Rathan
|