WRÓĆ

Lilith

Kruk kroczył dostojnie przez przemokłą ziemię. Zostawiał małe ślady pazurków na świeżym błocie. Za nim ciągnął się wąski szlaczek takich śladów. Lilith przeniosła wzrok z ptaka na swojego rozmówce. Spojrzała mu prosto w oczy, wiedziała, jak tego nie lubi.

-...i nie patrz tak na mnie. - Zakończył. Zsunął na oczy okulary przeciwsłoneczne, ale to nic nie mogło pomóc, spojrzenie Lilith jakby przebijało się przez ciemne szkło. - Nic sobie ze mnie nie robisz, traktujesz mnie jak zabawkę. - powtórzył to dzisiaj chyba po raz piąty. - Przychodzisz, kiedy masz ochote, odchodzisz, kiedy się mną znudzisz... Ja już nie moge tak żyć. Zobacz, przez ciebie zmieniłem się w cień człowieka. Cholera, mówiłem, że masz tak na mnie nie patrzeć! - Krzyknął. Wiedział, że Lilith nie odpowie. - Nawet nie znam brzmienia Twojego głosu - dodał już spokojniej. Prawda. Lilith, przez cały ten długi czas nie odezwała się do niego nawet słowem. Podejrzewał, że jest niemową, naprawdę nigdy nie słyszał, żeby wydała jakiś dźwięk. Nawet podczas... Nie może o tym myśleć, kiedy tylko spróbuje, znów zacznie ją błagać, żeby do niego wróciła. Tak jak poprzednim razem... Chociaż teraz wiedział, że to koniec. Że ona nie wróci, nawet, gdyby obiecywał wszystko, co tylko mógłby kiedyś spełnić. Co gorsza, podejrzewał, że nie skusiłaby jej nawet obietnica czegoś, czego spełnić by nie mógł nigdy w życiu. - Żegnaj. Nie chcę Cię wiecej widzieć. - Odetchnął z ulgą. Czekał. Miał nadzieję, że zobaczy w jej oczach łzy. Zawiódł się. Jej oczy były jedynie odrobinę bardziej przymrużone. Lilith odwróciła się bezszelestnie i powoli. Patrzył, jak odchodzi, spokojnie, wolno. Zawsze kroczyła miękko, nie patrząc pod nogi, przypominała mu kota. Wiatr rozwiewał długi, czarny płaszcz, skóra układała się miekkimi falami, czasami odsłaniając jej długie nogi. Potrząsnął gwałtownie głową i odwrócił się na pięcie. Nagle poczuł jakby zastrzyk świeżej energii, wsiadł do swojego srebrnego samochodu z uśmiechem na ustach. Włączył radio i ruszył z piskiem opon.

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Dziewczyna weszła na ciemne schody. Zazwyczaj skrzypiały, ale ona jak zwykle poruszała się bezszelestnie. Nie zapalała światła, drogę znała doskonale. Nic nie przerywało ciszy kiedy stanęła przed czarnymi, gładkimi drzwiami. We framugę była wetknięta biała kartka papieru. Lilith wyjęła ją, otworzyła powoli drzwi, weszła do środka. Zapaliła światło, rozwinęła świstek. Brązowym, przywodzącym na myśl zakrzepłą krew atramentem były napisane jedynie trzy słowa. Dziewczyna spojrzała na ozdobne, gotyckie litery. "Będę rano. Czekaj." Żadnego podpisu. Uśmiechnęła się i włożyła kartkę do kieszeni płaszcza. Powoli zdjęła go, powiesiła na wieszaku. Odwróciła się i zakluczyła drzwi. Usiadła na podłodze i zaczęła rozsznurowywać wysokie glany. Boso poszła do kuchni, nalała sobie szklankę wiśniowego soku. Razem z nią poszła do sypialni, postawiła naczynie na nocnym stoliku i włączyła wieżę. Cicha, hipnotyzująca melodia. Lilith rozebrała się, została jedynie w czarnej, lśniącej halce, położyła się na łóżku. Nie spała, czarne oczy błyszczały w mroku. "Będę rano. Czekaj". Czekała.

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Wszedł cicho, tak jak ona potrafił poruszać się bezszelestnie. Spojrzał na nią, ich oczy spotkały się. W mroku jasną plamą odbijała się jej biała skóra, czarna pościel lśniła kusząco. W następnej sekundzie leżał koło niej, trzymał ją za rękę. Trwali tak przez wieczność, która nazywana była dniem, trwali tak w milczeniu i wszechobecnej ciszy. Żaden promień białego słońca nie przesączał się przez czarne kotary, a mimo to jakieś wewnętrzne, purpurowe światło okalało dwie nieruchome sylwetki. Muzyka nie burzyła ciszy, raczej się z nią komponowała. Sekundy, minuty, godziny mijały. Dwa nieruchome, kamienne ciała...

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Jechał przez las. Szybko. Czuł się lekki, jakby zdjął z siebie olbrzymi ciężar. Palił papierosa. Słuchał radia. Nawet nie znał wykonawcy. Ale nie przeszkadzało mu to śpiewać na cały głos. Przyciskał coraz mocniej pedał gazu. 90, 100, 120, 160 km/h. Wskazówka przesuwała się jednostajnie. Jezdnia była pusta, o tej godzinie rzadko co można było tu spotkać. Ciężarówki raczej jeździły tutaj nocą, nie w środku dnia. A poza tym nie była to żadna ważna trasa, po prostu szosa łącząca większe miasto z małą wsią. Droga na szczęście była dobra, być może dlatego, że naprawdę była mało uczęszczana, a być może dlatego, że co roku naprawiali ją z drogówki.

Przymknął oczy. Przez chwilę rozpamiętywał zdarzenie sprzed paru godzin. Poszło łatwo. Bał się, że dziewczyna będzie chciała go skłonic do zmiany decyzji, że tym razem ona będzie błagała go o zmianę decyzji. Cóż, może to lepiej, że wszystko obyło się bez zbędnych scen. Zresztą ona była zupełnie inna niż reszta. Cofnął się bardziej w czasie.

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Ciężki rock rozbrzmiewała naprawdę głośno. Miał wrażenie, że zaraz pękną mu bębenki w uszach. Rozejrzał się. Był już trochę podchmielony, co prawda tylko piwem, ale za to mocnym i dobrym. Portrząsnął głową. Za piętnaście minut, kiedy zaczną działać tabletki przeciwbólowe, głowa przestanie dawać mu się we znaki, a humor poprawi się.
Patrzył na ludzi w klubie. Było bardzo dużo takich jak on, silnych, umięsnionych facetów, z tatuażami we wszelkich możliwych miejscach, on sam miał węża na ramieniu, serce przebite mieczem na pośladku i trzy szóstki na plecach. Wszędze faceci z długimi włosami i w skórzanych ciuchach. Zauważył kilka niezłych lasek, niektóre były nawet same. W oko wpadła mu jedna, on jej chyba też, milcząco przyglądała mu się już od kilku minut. Miała długie, czarne włosy i idealną figurę. A oczy... W oczach czaiło się coś dziwnego, nie umiał określić, co, ale zmieniało te wielkie kałuże czerni, granatu w...
Zamknął oczy, otworzył, i, kiedy nie poczuł zawrotów głowy, zdecydował się podejść do niej. Usiadł obok, na barowym stołku, zamówił jakiś alkoholowy napój, już nie pamiętał, co to było. Ona odwróciła się do niego i spojrzała tymi dziwnymi, błyszczącymi oczami. Nie wiedział, jak to zrobiła, w każdym razie do końca wieczora opowiadał jej swoje życie, i to bez ubarwiania, jak to miał w zwyczaju. Słuchała, nie odzywając się ani słowem. Spodobalo mu się to, wolał gadać niż słuchać, naprawdę było mu to na rękę.
- Jesteś niemową? - Zapytal. Pokręciła głową.
- To dlaczego nic nie mówisz?- Wzruszenie ramion. Właściwie go to nie obchodziło. Ważne, że była ładna. I umiała słuchać. Zamówił jeszcze po jednym drinku.

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Następnego dnia, kiedy leżeli obok siebie miał okazje jej się przyjrzeć, bardzo dokładnie. Gładkie, absolutnie białe ciało. Nad lewą piersią miała tatuaż, nie wiedział, co mógłby przedstawiać, prawdopodobnie jakieś dziwaczne znaki, runy. Była szczupła. Długie rzęsy opadały jak skrzydła ptaka na policzek. Ciemnoczerwone usta. Ostre, białe zęby. Długie, lśniące włosy. Ideał.

Przeciągnał się i wstał z łóżka. Ona odwróciła się na drugi bok, myślał, że zrobiła to bezwiednie, w śnie. Nie zauważył, że jej oczy błysnęły czernią spod przymrużonych powiek. Uśmiechnęła się.

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Później był ciąg takich samych dni, przepełnionych brutalną miłością, ciszą i czernią. I identycznych nocy, podczas których sen przychodził rzadko. Dwa razy próbował odejść, ale za każdym z nich coś kazało mu wrócić, kazało mu się poniżyć przed nią, błagać ją, żeby pozwoliła mu zostać... I wciąż nie usłyszał jej głosu...

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Piosenka skończyła się. Spiker w radiu zapowiedział wiadomości. Nic ciekawego, następna podwyżka cen benzyny, jakieś dyskusje nad nowa ustawą w sejmie, wypadek gdzieś pod Wrocławiem... Nic ciekawego. Poźniej była pogoda, zapowiadali przejście pieknej, słonecznej aury w deszcz i gradobicie. Zastanowił się, czy nie zwolnić, po lewej stronie dało się zauważyć ciemnienie nieba, pierwsze krople deszczy zaczęły bębnić o blaszany dach auta... Włączył długie światła i wycieraczki, ale jechał wciąż z tą samą olbrzymią prędkością. Co prawda widoczność spadła do osiemdziesięciu metrów, ale on ufał sobie, prawo jazdy miał od ośmiu lat, a w wyrobił sobie zaraz po skończeniu szkoły średniej. Podgłośnił muzykę, akurat puścili "Hero Of The Day" Metalliki. Nie znał dobrze angielskiego, ale tytuł potrafił przetłumaczyć. Sam czuł się właśnie bohaterem dnia, dzisiaj, kiedy wreszcie udało mu się pozbyc tej dziwnej dziewczyny...

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Nagle dwa duże kształty pojawiły się przed nim na drodze, gwałtownie wcisnął hamulec i przekręcił kierownice. Koła samochodu zapiszczały okropnie, zaczęły ślizgać się po mokrym asfalcie. Przy tak wielkiej szybkości wszystko stało się błyskawicznie, obrót samochodu prawie o trzysta sześćdziesiąt stopni, chrzęst gniecionej blachy i tłuczonego szkła kiedy samochód walnął z całym impetem w ścianę lasu łamiąc dwie mniejsze sosenki i zatrzymując się na dużym dębie. Swąd palonej gumy połączył się ze słodkim zapachem krwi. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się powoli, z wnętrza wozu płynnie wysunęła się zakrwawiona ręka.... Zwisła bezwładnie, małe, szkarłatne krople zaczęły kapać na mokrą trawę, mieszały się z drobinkami wody spadającymi z nieba, wsiąkały w namokniętą glebę... Dość duża ich porcja zatrzymana została przez duży liść mokrego łopianu, tworzący jakby zieloną niecke... Kap, kap, kap... Ciszę przerywały nikłe trzaski w okolicach bagażnika, kiedy zimne krople wody padały na rozgrzany metal... Kap, kap, kap... Nagle pośród szumu deszczu dał słyszeć się cichy szelest. Dwa ciemne kształty zbliżyły się powoli do kupy metalu. Pochyliły się nad małą, naturalną miseczką wypełnioną czerwonym płynem, zanurzyły różowe języki... Chłeptały Życie.... Pożniej jeleń i sarna uskoczyły w las, srebrny jeleń i czarna sarenka... Mignęły racice...

"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*"*`+,.,+'*

Dwa, dotąd nieruchome, kamienne ciała poruszyły się powoli. Dziewczyna podniosła rękę do ust, grzbietem dłoni obtarła z nich karmin... Nie była to szminka, szminki nie są tak słodkie... Mężczyzna o siwych włosach tylko się oblizał. Krew. Oboje uśmiechnęli się i przytulili do siebie.... Radio wciąż grało, grało ciche melodie bez słów...

witch16@wp.pl