|
WRÓĆ
Bestia
Bestia była tuż przed nim. Czuł ją całym sobą. Odpędził
od siebie wszelkie myśli nie związane z walką. Wysysała
jeszcze krew z jego przynęty więc miał chwilę by się
przygotować. Poprawił pas orionów ciasno opinający mu pierś.
Ułożył pochwę równo na plecach. Naciągnął kolczaste rękawice,
wyciągnął srebrny łańcuch, wypił flakonik z dziwnym
trunkiem. Wampirzyca skończyła ssać krew po czym powłóczyła
bladoniebieskimi ślepiami w jego kierunku. Jej stopy uniosły się
leciutko i zaczęły sunąć w jego stronę. Ale on już trzymał
gwiazdę. Zauważyła to i zwolniła. Wiedział, że się waha.
Dało mu to satysfakcję, zmobilizowało go. Nie trwało to
jednak długo. Zjawa ruszyła znów. Uniosła wargi w upiornym uśmiechu
dając mu do zrozumienia, że jest istotą wyższą. Wiedział o
tym, ale nie bał się. Zostawił strach poza murami zamczyska.
Tutaj mógłby mu przeszkadzać.
Powietrze przeciął świst ostrego narzędzia. Bestia uchyliła
się pozwalając by podmuch liznął ją w policzek. Drugą
gwiazdę widziała doskonale. Lekki piruet pozwolił jej uniknąć
cięcia, a jednocześnie zbliżyć się do niego. Trzeci orion był
zmyłką, miał jedynie odwrócić jej uwagę od głębokiego cięcia
oburęcznym mieczem. Wiedziała o tym więc była w stanie tego
uniknąć. Zanurkowała pod jego mieczem celując pazurami w jego
udo. Przeszkodził jej w tym srebrny łańcuch który smagną ją
po twarzy. Zaraz po łańcuchu spadł na nią miecz, który ku
zaskoczeniu właściciela nie napotkał oporu.
Strach odnalazł go w gęstwinie korytarzy w najmniej odpowiednim
momencie. Stała trzy metry przed nim uśmiechając się
paskudnie. Ślepia świecące z małej główki zmieniły kolor
na jasnoczerwony. Tak samo jak poprzednim razem jej stopy uniosły
się i poszorowały koniuszkami palców w jego kierunku. I tak
jak poprzednim razem strach musiał posłusznie opuścić mury
zamczyska. Miecz wolno uniósł się w jej kierunku. Tym razem się
nie zawahała. Wiedziała, że ma nad nim przewagę. On też to
wiedział.
Nienaturalnie długie kończyny wystrzeliły w kierunku człowieka.
W ogromnym pędzie ludzki oko nie było w stanie dostrzec
nienaturalnie wykrzywiającej się szyi. I nie dostrzegło.
Wielkie ostrze dwuręcznego miecza spadło na ziemię. Głowa właściciela
także. Ciało zdziwione takim obrotem spraw stało jeszcze przez
chwilę po czym oddało się prawom grawitacji i runęło na
ziemię. Bestia odczekała chwilę po czym zabrała się do
konsumpcji. Nie mogła wiedzieć, że wraz z krwią wsysa truciznę,
którą wypił przed walką człowiek. Truciznę o powolnym acz
bolesnym działaniu. Nie mogła o tym wiedzieć. I nie wiedziała.
Bartek Filipowicz
|