Na razie na łamach AM narzekało się tylko na informatykę i nauczycieli tego przedmiotu w szkołach. No to ja sobie ponarzekam sobie na nauczycieli ogółem ( uwaga będzie też trochę przemyśleń).
Osobnik zwany nauczycielem jest na pewno ulubieńcem wszystkich uczniów. Jak wszyscy wiemy większości nauczycieli daleko jest do perfekcji. Moim podstawowym zarzutem wobec większości z nich jest brak powołania. Wiem, że brzmi to trochę dziwnie, ale powiedźcie sami czy u niektórych nauczycieli nie widać na pierwszy rzut oka niechęci do zawodu. Siada taki(a) za biurkiem, sprawdza obecność, pyta, dyktuje całą lekcję z jakiejś książki i koniec... chciałoby się trochę więcej, co? Takie suche podejście do przedmiotu na 101% zniechęca uczniów do nauki danego przedmiotu ( ja czasami na lekcji biologii mam ochotę sięgnąć po stojącą obok doniczkę... i na pewno nie po to, aby ją podlać ( no chyba że na głowie pani nauczycielki ;P )).Są też tacy nauczyciele, którzy mają duży zapał do nauki swego przedmiotu, lecz niestety im to nie wychodzi i większa ilość lekcji jest po prostu szatańsko nudna ( lecz dzięki takim lekcjom poznałem urok czytania książek na lekcjach). Kolejny typ to taki, który za swój cel w życiu obrał sobie jak największe zgnębienie każdego ucznia. Przeważnie uważa on, że jego przedmiot jest jedynym słusznym i potrzebnym. Taki nauczyciel trafia się przynajmniej jeden na szkołę. Niestety muszę przyznać, że niektórzy tacy nauczyciele tym ciągłym stresem zmuszają do nauki i potrafią dobrze przygotować ucznia z danego przedmiotu. Piszę niestety, ponieważ metoda bicza potrzebna jest tylko u wyjątkowo opornych, a i u takich daje mizerne efekty. Kolejny nauczyciel to typ tzw. "zwykły". Lekcje prowadzone przez takiego nauczyciela są dość interesujące, jeśli akurat lubi się ten przedmiot, a i reszta klasy ma jako takie podejście. Czasami nauczyciel porozmawia sobie luźno z uczniami i wszystko jest cool, ale zdarzają się też cięższe chwile, gdy jest w nienajlepszym humorze. Takich nauczycieli się w miarę lubi, ale rzadko się ich zapamiętuje. Ostatni opisywany przez mnie typ nauczyciela to "nauczyciel doskonały". Taki właśnie belfer potrafi przykuć klasę do zajęć, zachęcić do nauki, czy nawet wzniecić jakąś malutką iskierkę inwencji. Chodzenie na zajęcia z takim nauczycielem to czysta przyjemność. Na nasze (uczniowskie) nieszczęście tacy nauczyciele to 1% ogółu, Ja sam niestety nie trafiłem na takiego.
Chciałbym jeszcze opisać niektóre dziwne i denerwujące zachowania i przyzwyczajenia nauczycieli. Na sam początek, wielu nauczycieli sądzi, że my wszyscy jesteśmy alfy i omegi z jego przedmiotu i pamiętamy absolutnie każdą regułkę czy wzór byle jak dawno byłyby podane. Kolejna rzecz to pupilki i antypupilki (może i to mało gramatycznie ale i pasuje). Chyba w każdej klasie trafi się uczeń, którego lubi jakiś nauczyciel i u niego ma widoczną taryfę ulgową, czasem potrafi takie coś zdenerwować człowieka. A tych drugich to dany nauczyciel próbuje udupić za wszelką cenę. O niesprawiedliwości w ocenianiu nie mam zamiaru wyrażać swej opinii, ale przytoczę mały przykład "z życia wzięty" : na jednej z lekcji biologii oglądaliśmy film o AIDS, nie było w nim żadnych szczegółowych informacji, ale pani kazała zrobić notatki. Na końcu pani zebrała zeszyty kilku osób. Dwaj kumple dostali 2 - za zbyt mało szczegółowe notatki, a koleżanka która miała może trzy wyrazy więcej dostała 4- . I co tu zrobić panowie i panie ?! Tematu niekompetencji nie będę poruszał, gdyż został już omówiony, a i pojawia się on rzadko i tylko w przypadku specyficznych przedmiotów.
Ogólnie rzecz biorąc sytuacja w polskiej edukacji jest niezbyt wesoła. Może to wina niskich zarobków, może zarządzania? Nie wiem i ,na całe szczęście, naprawa tego stanu to nie moje zadanie. Może ta cała reforma coś da, ale nie przekonam się o tym sam gdyż jestem drugiej klasie liceum.
PEACE 2 THE WORLD. SK8 IS GR8 ;)))



QBUŚ

PS. Wszelkie uwagi i komentarze (może inne typy nauczycieli) kierować na adres: jnqbus@poczta.onet.pl