*** O muzyce przemyślenia ***


Witam,
W moim mam nadzieje ciekawym arcie chcialem nawiazac do przemyslen Cefka (art o DiscoPolo) i Flipp3Ra (o Golec uOrkestra) [szukajcie tych tekstów w dziale "Texty" - dop. HEX2000] oraz HEX2000 (od Beginnera do Hackera). Na koniec moje wywody niepotwierdzone naukowo :).

Zaczne wiec od arta Cefka. O zakladaniu przez Cefka zespolu sie nie bede wyrazac - ja bym sie w kazdym razie qmplom nie pokazywal :) - natomiast poruszyl (Cefek of coz) bardzo delikatna dla mnie kwestie, do ktorej podchodze bardzo emocjonalnie. Chodzi o covery i przerobki utworow sprzed lat. Cefek wkurza sie slyszac przerobke "Satisfaction" Stonesow - ja na szczescie jeszcze tego nie slyszalem. Natomiast wkurza mnie, jak taki Gigi DeAgostino (nie wiem na 100% czy dobrze napisalem) bierze piosenke Nika Cershawa "The Riddle", dodaje basy i przedstawia jako swoj utwor - przy okazji robiac furore - no bo utwor jest przeciez przedni - tylko po co sie wysilal i dodawal basy... To jeszcze nic - najgorsze (dla mnie) sa przerobki Beatlesow, Led Zeppelin, Pink Floydow (to mnie boli najbardziej - JAK!!! mozna podrabiac Watersa i Gilmoura ?) Niedawno slyszalem jakas nedzna namiastke Wan Halen i Billyego Joela :( Nadal nie widze sensu w niby-poprawianiu (czyt. psuciu) utworow takich zespolow i wykonawcow jak Deep Purple, Rainbow (to w koncu 50% Deep Purple :), Oldfielda, Scorpionsow... moglbym tak wyliczac w nieskonczonosc - ale zagluszylaby mnie Britney wyjac jakis beznadziejny tekst wykanczajac naprawde dobra muzyke Bilinskiego :( Jest tylko jedno wytlumaczenie takiego postepowania w moich oczach - beztalencie i zastoj na scenie muzycznej ! Bierze sie jakis genialny kawalek z lat '60, '70 lub '80, dodaje "udzu udzu" i mamy hit okupujacy pierwsze miejsca list przebojow. Dlaczego piosenki te staja sie hitami ? bo to sa w koncu odgrzewane hity... Tutaj dochodze do najwazniejszej dla mnie czesci. Zdecydowana wiekszosc nastolatkow nie zna zespolow z lat '60, '70, '80 i gdy sie ich spyta o Queen, Floydow, Madness, Slade, Midnight Oil, Stonesow, UB40 :), AC/DC, Oldfielda, Wan Halen, Bilinskiego, Scorpiosow, The Bangles, Deep Purple, Rainbow czy The Police co najwyzej zaswieca oczami. Malo ? Mam wyliczac dalej ? A co z T.REX, The Doors, Simonem i Garfunkelem, The Animals, Opusem (no dobra - z Opusu znam tylko Life is Life :) czy oni cos jeszcze nagrali ? :), wyliczajmy dalej - Beegesi, Beatlesi, Elvis (Krol zyje)... mozna tak dlugo ciagnac, wiem ze pominalem bardzo wielu... OK - niech nie znaja, nikt nikogo nie zmusza - ale niech do jasnej ciasnej mi potem taki koles nie wmawia, ze muzyka ktorej ja slucham to jakies starocie bez ladu i skladu, w momencie kiedy puszcza na potwierdzenie swojej tezy jakas przerobke - blood (ale nie ten z FPP ZONE) mnie zalewa - na nic zdaja sie wyjasnienia, ze utwor ma 20 albo 30 lat... Co to oznacza - ze techno jest do **** (czyt. bani :) [zeby mnie nikt zle nie zrozumial - porzadnego techno tez co prawda nie lubie, ale uznaje, natomiast piszac, ze techno jest do bani, mialem na mysli branie starych kawalkow, sciszanie ich, dodawanie basow i wokalu !] Juz chcialem skonczyc, ale przed chwila w radiu puscili Europe "Final Countdown" ku mojej radosci - ale po ok 30 sek (czyli zanim wogole zaczal sie text) spiker za posrednictwem speakera oglosil - tak bylo kilka (ladne mi kilka) lat temu - teraz mamy nowa wersje "Final Countdown 2000" - wziut - to ja juz wole radio na M :) nie robia AZ takich jaj !

W ten sposob powoli przechodze do arta Flipp3Ra - nie bede sie wypowiadal o Golec uOrkestra, bo za wiele dobrego bym nie napisal, wypowiem sie natomiast o TV. Do tego ze Polsat "bawi" nas Disco Polo Live i Shazą juz sie powoli przyzwyczajam, ale to co sie dzieje w programie 2 to juz jest dno. O ile przerozne spotkania z ballada, Danca itp. moge w spokoju obejrzec i usmiac sie do lez, to kiedy zaczyna sie jakis pinkik dwojki czy podobna impreza, to ja szukam nerwowo Polsatu (gdzie moje Disco Polo Live). Moge zniesc wszystko, ale nie wyczyny naszych "artystow" ktorzy bez zenady spiewaja calkiem fajne jakwalki lat '60 i '70 z polskim tekstem. Ja nic do polskiego nie mam - he he he - ale akurat "Una Paloma Blanca" w wykonaniu Bakera byla nieporownywanie lepsza... Jeszcze gorsze sa jak zauwazyl Flipp3R koncerty typu: Golec, Kayah itp. ja nie powiem, niech to sobie leci, ale pusccie przynajmniej co 10 koncert np. The Wall... popatrzalbym z radoscia !

No, nie powiem, rozpisalem sie co nieco o muzyce, ale je po prostu bez niej nie moge zyc. Teraz jeszcze tylko powiem co mysle w zwiazku z artem autorstwa HEX2000. No coz - HEX2000 ma za pierwsze wspomnienie blue screen :) z NC, u mnie jest to drugie wspomnienie, bo pierwsze to odpalka kompa (386 SX 33 MHz, 4MB RAM, Cirrus Logic 521 kB, LG 14", 130 MB HDD (a wy w CDA piszecie - zdecydujcie sie na instalacje FULL - oszczednosc niewielka 150 - 250 MB :), flopy 5,25" i 3,5", o sidiku nikt wtedy nie slyszal, a caly dzwiek generowal bzyczek). No wiec po pol godzinie obawy odpalilem kompa. Jak byl tata, to cos tam wpisywal :) odpalal sie NC, najlezdzalo sie kursorami na gierki i odpalalo. No tyle, ze tata w pracy, a mnie przywital DOS 5.0 :) wiedzialem jedynie ze trza wpisac "nc"... po 1000 probie i telefonie do taty udalo mi sie odpalic Nortona i Lotusa III. Frajde mialem niesamowita... zadnego czekania pol godziny, jak na C64, ta grafika, jak te auta chodzily :) Coz te czasy minely bezpowrotnie - teraz odpala sie winda i juz :( Musze sie zgodzic z autorem, ze lubionym zajeciem "swiezych" uzytkownikow PC jest formatowanie dysku - po co, na co i dlaczego ? Znam takich, ktorzy bez cotygodniowej reinstalki windy zyc nie moga. Ja winde reinstaluje w momentach, gdy zwisa jedna z gier ojca - wtedy nie mam wyjscia :), a powaznie to w momencie gdy cos wymieniam w sprzecie - jeszcze nigdy nic gladko nie przeszlo - wkladalem modem - udalo sie za 4 razem, za to bez dzwieku :), wkladalem karte TV - pomogla juz tylko 1 reinstalka. Moj najwiekszy sukces - wlozylem DVD i poszlo na 95 bez reinstalki :) tyle ze sie na filmy nie dalo patrzec :) Niemniej do wszystkiego dochodzilem sam. Kiedy sie wszyscy denerwowali przy instalce windy 95, ja bylem spokojny - swoje nerwy wykonczylem na 3.1 :) Tak samo bylo z programowaniem, tak samo z Linuxem, ogolnie rzecz biorac odkrywalem te klocki sam :) Natomiast co do ciekawych przygod - do dzis nie zapomne, jak sie przesiadalem z 386 na P133. Wygladalo to mniej wiecej tak, ze kupilem na gieldzie plyte z P133 (Intelowskim) i 16 MB RAM za grosze, z tym ze jaki tam byl procek nie wiem (raczej nie zapewniane przez sprzedawce 133 :)- chyba 120 - szlifowany calkiem przyzwoicie. Przytargalem do domu, otworzylem 386, wybebeszylem go, wsadzilem nowa plyte, ku mojemu zdumieniu pasowala. Potem przyszla kolej na wsadzenie starej karty graficznej, starego dysku, starego CD i dzwiekowki :) wszystko z 386. Najgorszym pomyslem bylo zainstalowanie na tym windy 95 (dysk 130 MB). Zeby dalo sie w cokolwiek grac, musialem skompresowac dysk i wtedy... wysypala sie winda... i to na tyle, ze pomoc mogl tylko reinstall. Ale do tego trzeba nieskompresowanego dysku... no to go sformatowac - nie moge bo skompresowany, rozkompresowac tylko spod windy, a winda niezywa. Po tygodniu ! znalazlem rozwiazanie - sformatowalem dysk z BIOSu i juz. Teraz pewnie znalazlbym inne rozwiazanie, ale ile sie dzieki temu nauczylem :) (m.in. nigdy nie kompresowac dysku :) Potem wymienilem karte graficzna na S3 Virge DX 4 MB, dysk na 2 GB i bylem w stanie odpalic na tym kwaka drugiego w 640 x 480, chociaz gralem w 320x240 :) Mysle, ze w 512x380 tez daloby sie grac, ale w tym trybie moj monitor dostawal swira :)

No, to tyle, juz chyba przynudzam, wiec koncze.


© PaBre