Czytając Action Maga zauważyłem pewną lukę. Przez wiele miesięcy nikt jakoś nie kwapił się w jej zatkaniu. Luka ta (jakby ktoś się jeszcze nie domyślił:) znajduje się w dziale książki. Chodzi tu mianowicie (no co, jeszcze nikt nie wie ???:) o twórczość króla polskiego fantazy. Sapkowskiego. I od razu zgadzam się z tezą, (choć nie do końca) że Tolkien ma przesłodzone książki. Mówiąc "nie do końca" miałem na myśli to, że Tolkien nadal jest jednym z moich ulubionych pisarzy, a jego książki znakomicie wprowadzają w klimat fantazy. Nie podoba mi się w nich natomiast kreacja jego świata ze zbyt wyraźną granicą między Dobrem a Złem. Przez ten drobny zdawałoby się szczegół książka traci wiele ze swojego (i tak znakomitego) klimatu. Sapkowski pisze w wręcz odwrotny sposób. I nad tym się zastanowimy (o ile ktoś będzie czytał ten tekst).
Wiedźmin. Zabójca doskonały. Wyprany z uczuć mutant. Ludzie mówią, że jest gorszy od plugastwa, które tępi. Potwory mordują gdy muszą. Wiedźmini zabijają dla pieniędzy.
Tak, tak. Sapkowski wykreował świat okrutny a tym samym bliższy rzeczywistemu (o ile można tak nazwać świat pełen magii i potworów). Nie wiadomo kto jest tym dobrym a kto tym złym. Daje to piorunujące wrażenie. Mnie o wiele lepiej czyta się książki, w których nigdy nie wiadomo kto co zrobi. Na przykład Geralt (główny bohater jakby ktoś nie czytał). Z zimnego i obojętnego zawodowca, którym jest na początku książki, zmienia się w zdesperowanego i nękanego sumieniem "tatusia" (i to wszystko przez kobiety!!!:). Geralt gdzieś gubi swoją bezwzględność, w jednej z przygód traci swój wiedźmiński medalion (co prawda od swojej późniejszej kochanki [również czarodziejki] dostaje nowy, acz nie tak dobry jak oryginał) a w końcu... ginie :((( (choć miałbym pewne wątpliwości co do tego co mu się stało, ponieważ w nowej książce ["Coś się kończy, coś się zaczyna"] Geralt i Yennefer biorą w najlepsze ślub).
A właśnie, Yennefer. Odważna i gotowa wszystko poświęcić dla magii czarodziejka. O jej odwadze świadczy chociażby próba schwytania dżina (jeszcze po głowie kołaczą mi się wspaniałe opisy tej walki), która spełzła zresztą na niczym (o ile burzliwy romans z Geraltem można nazwać niczym). Sapkowski bawi się w książkach jej rozterkami. Rozterkami między lożą czarodziejów a wiedźminem. Lecz w końcu i ona zmienia swoje oblicze. A to wszystko (tak jak i Geralt) przez Ciri...
Cirilla Fiona Elen Riannon. Dziedziczka Cintry, Brugge i części Sodden. Pani Czasu i Wszechświata. Przez całą książkę ściga się z przeciwnościami losu. Na pewno nie można powiedzieć, że miała dobre dzieciństwo:). Rzeź Cintry, szkolenie w wiedźmińskim siedliszczu, (nazwy zapomniałem a nie chcę przekręcać :((() teleport na wyspie czarodziejów - Thanedd, przynależność do bandy Szczurów, więzienie u Bonharta, więzienie u elfów. I co najbardziej zaskakuje Sapkowski, stopniuje akcję, by pod koniec książki czytelnik był na maxa zafascynowany, nie mogąc doczekać się jej losu.
Najbardziej odpowiada mi w książkach Sapka klimat. Wspominałem już o nim więc muszę rozwinąć ten temat. Nikt chyba nie zapomni zdania "Możesz już zdjąć opaskę z oczu" albo gdy Geralt nie mogąc drasnąć przeciwnika swoim mieczem nadział go na własny. Kulminację napięcia Sapkowski osiągnął w walce białowłosego z małymi acz śmiertelnie groźnymi potworami z nad trupowiska. Wspaniale opisana walka (widziana z oczu biednego kupca, chcącego "skrócić" sobie drogę przez owo trupowisko). Takie sceny można by wymieniać i wymieniać (a nie będę, by nie zanudzić na śmierć nie czytających książki).
Krew. Śmierć, wulgaryzm i sex. Tak, Sapkowski nie pisze grzecznych książeczek dla małych dzieci. Sapkowski nie waha się używać rozmaitych opisów scen łóżkowych. W scenach walki posoka bryzga w prawo i w lewo, co nie oznacza, że "Saga o Wiedźminie" jest siekanką na miarę Conana! Nie. W książkach autorstwa Sapka (jak to mówi moja koleżanka) walka jest czymś pięknym. Bardziej przypomina taniec z mieczem niż czystą rąbankę. Autor Wiedźmina nie wymija walk tekstami "po chwili Wiedźmin stał nad stygnącym trupem", albo "wystarczyła chwila by Geralt rozprawił się z przeciwnikiem". Nie! Sapkowski opisuje każdą walkę z osobna np.: "(...) Jeden z tych, którzy zeskoczyli z wozu, zasugerował się rozkazem, zawahał. Geralt zdążył już jednak dobyć własnego miecza i nie wahał się ani sekundy. Zapał dwóch pozostałych schłodziła nieco lecąca na nich fontanna krwi. Wykorzystał to i zarąbał drugiego. Ale konni już siedzieli mu na karku. Wywinął się spod ich mieczy, sparował cięcia, wykonał unik i nagle poczuł, że pada.(...)". Jak już wspomniałem są to krwiste sceny acz napisane świetnie. I co mogę powiedzieć. Opisywanie walki to żywioł Sapkowskiego.
Byłem na jednym spotkaniu z Sapkowskim (w Gdyni w kinie Gemini). I cóż mogę o nim powiedzieć? Nic dobrego. Jest wpatrzony w swoją twórczość jak w obrazek (jak chyba każdy artysta). Mówi, że nie widzi twarzy swoich postaci (w co trochę nie chce mi się wierzyć). Na początku konferencji mówił, że jest człowiekiem bardzo skromnym a pod koniec, że jest niesamowicie inteligentny (na tyle, by musiał przeprowadzić wywiad sam ze sobą bo dość miał głupich pytań dziennikarzy). I jak tu lubić takiego człowieka? Moim zdaniem nie da się. Zapomniałem więc szybko o tej konferencji i oddałem się (po raz setny chyba) lekturze.
I jeszcze jedno. W książkach Sapka bardzo podobają się wątki nie związane z głównymi bohaterami. Na przykład goniec Aplegatt. Spotyka Yennefer w drodze na zjazd czarodziejów. Spotyka Geralta gdy ten rozprawia się z trzema płatnymi mordercami (Profesor, Heimo Kantor i Krótki Yaxa). I spotyka śmierć na skraju lasu. Śmierć od cichej strzały Scoia'tael. A właśnie Scoia'tael. Świetnie opisana jest tu walka o ich własne państwo. Szczególnie gdy Jarre wraca z wojny i spotyka rozbite komando. Elfy w niczym wtedy nie przypominają dumnych i wyniosłych stworzeń, uważających się za lepszych od ludzi (gnom Percival udowodnił, że pierwsze na świecie były gnomy i krasnoludy a nie elfy!!!). Świetnie napisana jest również podróż Cirilly między wymiarami. Są to chyba najlepsze fragmenty z wszystkich książek ("wiatr cięła nieskończona ilość białych wiatraków"). Bardzo śmieszna jest też krasnoludzka banda, podróżująca z wiedźminem (szczególnie ich gra w karty, podczas której okładają się drewnianymi pałami). A, jeszcze jedno. Nigdy chyba nie zapomnę tekstu jednego z Nilfgaardskich generałów "Co mnie do cholery tak boli. Ach, to moje zaciśnięte pięści".
Dobra, czas kończyć. Jest to mój pierwszy tekst więc może wam się wydać nieco chaotyczny (ma się w końcu te 14 lat i nie wszystko musi być w porządku). Artykuł ten, jest dla osób raczej czytających książkę (choć sam już nie wiem). Jeżeli ktoś chce się ze mną skontaktować piszcie na ten adres: ket-rab@wp.pl Wszystkie maile (bluzgi też) mile widziane.
I jeszcze jedno. Mam nadzieję, że w tym Action Magu ukaże się moje opowiadanie "Miasto Śmierci". Jest to coś zupełnie odwrotnego od sielankowego świata Tolkiena (i chyba trochę przesadziłem lecz i tak polecam!!!).
KeT_RaB