STANISŁAW LEM - CZ. I (?)

...W ręku trzymał plastykową gruszkę, taką, z jakich pije się na statkach pozbawionych sztucznej grawitacji. Patrzał na mnie jakby porażony oślepiającym światłem. Z rozluźnionych palców wypadła mu gruszka i podskoczyła kilka razy jak balonik. Wylało się z niej trochę przezroczystego płynu. Powoli cała krew odpłynęła mu z twarzy. Byłem zbyt zaskoczony, żeby się odezwać, i ta milcząca scena trwała, aż jego strach udzielił mi się w jakiś niepojęty sposób. Zrobiłem krok. Skurczył się w fotelu...

Stanisław Lem, Solaris

UWAGA: jeśli ktoś zna S.L. niech nie waży się czytać tego tekstu!!! ...a zresztą, jak sobie chcecie ludzie. Za różne tam zmętnienia mózgu nie odpowiadam.

Ten artykuł dotyczył będzie Britney Spea... tfu! - nooo, jak łatwo się domyślić Stanisława Lema. Qn'ik w odpowiedzi na moje psioczenie o ten dział, prosił o teksty do tego działu, więc, kiedy już zdałem sobie sprawę jakim to debilem jestem, że jeszcze nic tu nie skrobnąłem, chwyciłem ochoczo za klawiaturę w zamiarze napisania tak entuzjastycznego wprowadzenia w twórczość Lema, i w ogóle wyjaśnienia kto zacz, na jakie tylko stać człowieka o moich skromnych możliwościach artystycznych (nie zgubiliście się w tym zdaniu? - bo ja tak). A jak czas pozwoli, to rozklawiaturzę się jeszcze nad poszczególnymi dziełami Mistrza. Nie ukrywam, że jest to mój najulubieńszy pisarz, i w ogóle, coś w rodzaju autorytetu. Qn'ik może mieć swojego Sienkiewicza, w końcu mieszka w Kielcach, ja natomiast szaleję za Lemem.

Dobra, to jako tako mamy zaczęte. Pierwej wartałoby zająć się samymi ogólnikami. A więc: czym w ogóle trudni się Lem? Wyobraźcie sobie pytania o najwybitniejszych przedstawicieli poszczególnych gatunków beletrystyki. Horror? King, padnie odpowiedź. Fantasy? Tolkien! - zawołają.
{Pratchett!!! - Qn`ik} Kryminał? Christie, hukną tysięczne gardła. Romanse? Cholera wie... No nieważne. Ale SF? Zakrzykną - Lem! Cały wic polega na tym, że nie będą to li tylko Polacy. Otóż Lem jest znany jako autor SF na całym świecie! W St. Zjednoczonych jest to jeden z niewielu nieamerykańskich autorów SF, których Amerykanie znają i cenią. Jak o "Solaris" pisze Jerzy Jarzębski (znawca twórczości Lema): "W swoim gatunku zajmuje ona miejsce, jakiego nie dostąpiło bodaj żadne inne polskie dzieło literackie: uważana jest za utwór klasyczny, wymieniana w najbardziej podstawowych kompendiach dotyczących literatury SF - obok dzieł Wellsa, Stapledona czy Dicka". Tak, tak - mości państwo: Lem to rewelacja na skalę światową. Byłby jeszcze bardziej znany, gdyby nie to, że niekiedy jakość przekładu nie jest zadowalająca (a u Lema z jego neologizmami klasa tłumaczenia jest bardzo ważna) - np. na angielski książki przekładane są często z francuskiego, włoskiego, itd. Choćby w Ameryce - tam najbardziej uznawaną książką jest "Cyberiada" przełożona przez najlepszego tłumacza dzieł Lema, M. Kendela, który świetnie poradził sobie z grami słownymi Mistrza - w Polsce zaś prym wiedzie "Solaris"...

Tutaj od razu zaznaczę, że wbrew pozorom w utworach Lema niewiele jest fantastyki sensu stricte (niewiele... może źle się wyraziłem... nie jest dominująca). Jeśli spodziewacie się czegoś w klimatach cyberpunka, czy też Star Wars, to od razu dajcie sobie spokój. Nie ten adres. (Z tego typu prozą Mistrz rozprawia się zresztą czasem w swoich dziełach; vide "Opowieści o pilocie Pirxie".) Lem tworzył w moim rozumieniu coś o wiele ambitniejszego - ale tu się zaraz bluzgi na mnie posypią. Jednak będę uparcie obstawał przy swoim, gdyż u Mistrza niekiedy filozofia na równych prawach miesza się z fantastyką. No, nie uciekajcie, po pierwsze, nie każda Jego książka to od razu traktat filozoficzny - zdarzają się zarówno te łatwiejsze, jak i te, przez które przebrnąć jest trudniej; po wtóre to wszytko jest podane w sposób przystępny (i oczywiście genialny, cudowny, boski, fenomenalny, etc.). O Lemie mówią: "Człowiek, który zjadł wszystkie encyklopedie". I tak jest w rzeczywistości. A dla takiego mat-fiza jak ja to prawdziwa gratka. Science jest tak samo dopracowana jak Fiction!

Aha, przy okazji sprostuję nieco wypowiedź Gen.Kendlay'a: nie jest prawdą, jakoby SF to nie była fantastyka. Otóż fantastyka *dzieli* się na fantasy (czyli to, co tworzy Tolkien) i science-fiction. Więc SF można uważać niejako za gałąź fantastyki. (No przecież to FANTASTYKA naukowa, nie?) Tyle na ten temat.
{To nie do końca prawda - gdy określa się książkę mianem: "fantastyka", to raczej naturalnym skojarzeniem są od razu smoki i średniowiecze, nie sci-fi...}[To Twoje skojarzenie. Mnie tam się kojarza statki kosmiczne i lasery. I co? - IT ;)]

Wracając do deifikacji Lema. Przez większość czytelników literatury SF jest On uważany za najlepszego autora w tej dziedzinie. Jednak On sam, jak i wielu jego fanów (w tym niżej podpisany) uważa, iż został niesłusznie zaszufladkowany. Cóż, zaczął pisać SF, gdyż drzewiej nie było tak pociesznie jak dzisiaj. Było sobie takie ustrojstwo jak komunizm i nie grzeszący bystrością redaktorzy zabawiali się urzędowo odsiewaniem tekstów, które nie do końca komponowały się z jedynie słuszną drogą (ekonomiczniej byłoby stwierdzić, że istniała wtedy cenzura). A że Lem nie chciał być związany partyjnymi pętami (miał przeprawy ze swoim "Szpitalem przemienienia", o którym napiszę może innym razem), zdecydował się na niewątpliwie dającą większe pole do popisu SF. Oczywiście w swoich dziełach przemycił kilka aluzji, co jednak nie było wielką sztuką, ze względu na wspomnianą błyskotliwość cenzorów.

Trochę chaotyczne mi się to robi, ale nic to. Teraz wypadałoby pokrótce przedstawić elementy charakterystyczne dla prozy Mistrza.

Pierwsze co mi przychodzi na myśl to jego stosunek do tzw. Kontaktu. Nie, nie chodzi o te świńskie ryjki co macie wmurowane w ściany mieszkań. Tak określa się spotkanie Braci w Rozumie, czyli, popularnie mówiąc, ludzkości i ufoludków. Lem odnosi się do tego zagadnienia nad wyraz sceptycznie. Twierdzi, że wszelkie porozumienie będzie zgoła niemożliwe z uwagi na gruntowną odmienność dwóch cywilizacji. Wini tutaj nasz antropomorfizm, niemożność wyjścia wyobraźnią poza ramy nas jako gatunku - najlepszym przykładem jest tu właśnie to, jak imaginujemy sobie Obcych: czym oni różnią się od ludzi? Jak możecie się domyślić, Lem nie wyobraża sobie ich jako dowolnego koloru małych ludzików z wyłupiastymi oczami, latających sobie beztrosko nad różnymi tam farmami w stanach. Ciekawą wizję partnera Kontaktu ukazuje w "Solaris", ale to już doczytacie sobie na własne oczy jeśli będziecie mieli ochotę. Inne książki z tego nurtu to m.in. "Fiasko", "Niezwyciężony" (tutaj nadmienię, że nie przeczytałem jeszcze wszystkich utworów Mistrza... No nie dziwota, to nie np. Bułhakow, który ma ze dwie sensowne książki, u Lema same dzieła to ok. 30 pozycji, a o pełnej bibliografii jak żyję nie słyszałem).

Solaris to książka pisana serio (nie seriom ;)). Problemy w niej przedstawione są potraktowane przez Mistrza na poważnie. Ale multum pozycji, które wyszły spod maszyny do pisania Lema (bo trzeba wam wiedzieć, że w dzieciństwie miał On bardzo brzydkie pismo, nawiasem mówiąc, nauczyciele mówili Mu, że nic dobrego z Niego nie będzie, więc rodzice kupili Mu maszynę do pisania, z którą się do dziś nie rozstaje [to mi dodaje otuchy, bo pismo mam... erm, pierwszorzędna kaligrafia to to nie jest...) to dzieła komiczne, czasem groteskowe. Do tego rodzaju książek należą "Dzienniki Gwiazdowe", "Kongres Futurologiczny", "Pamiętnik znaleziony w wannie" i inne. Lem w zadziwiający sposób łączy w nich poważne refleksje filozoficzne z powalającym na kolana humorem. Szczególnie przy "Dziennikach Gwiazdowych" parę razy posikałem się ze śmiechu i poświniłem jak ślinia... eee? (Podobnie jak przy czytaniu AR.) Pozwolę sobie zacytować (dość długie) fragmenty Instrukcji Polowania na Kurdle [takie dość duże zwierzątko ;)] pochodzącej z tejże książki:

(...) Ponieważ zwierzę to w trakcie ewolucji przysposobiło się do odpadów meteorytowych, wytworzywszy pancerz nie do przebicia, na kurdle poluje się od środka. Do polowania na kurdle niezbędne są: A) w fazie wstępnej - pasta podkładowa, sos grzybowy, szczypiorek, sól i pieprz; B) w fazie właściwej - miotełka ryżowa, bomba zegarowa.
I. Przygotowanie na stanowisku. Na kurdle poluje się z przynętą. Myśliwy, natarłszy się wprzód pastą podkładową, kuca w bruździe ściorgu, po czym towarzysze posypują go z wierzchu drobno pokrajanym szczypiorkiem i przyprawiają do smaku.
II. W tej pozycji należy oczekiwać kurdla. Gdy zwierz zbliży się, trzeba, zachowując spokój, chwycić oburącz bombę zegarową trzymaną między kolanami. Głodny kurdel łyka zwykle od razu. Jeżeli kurdel nie chce brać, można go dla zachęty delikatnie poklepać po języku. Gdy grozi pudło, niektórzy radzą dodatkowo się posolić, jest to jednak krok nader ryzykowny, gdyż kurdel może kichnąć. Mało który myśliwy przeżył kichnięcie kurdla.
III. Kurdel, który wziął, oblizuje się i odchodzi. Po połknięciu myśliwy niezwłocznie przystępuje do fazy czynnej, tj. za pomocą miotełki otrzepuje z siebie szczypiorek i przyprawy (...), po czym nastawia bombę zegarową i oddala się w stronę przeciwną tej, z której przybył.
IV. Opuszczając kurdla należy uważać, by spaść na ręce i nogi i nie potłuc się."
I jeszcze króciutki fragment tuż przed polowaniem, na które udał się bohater "Dzienników..." (jakże on miał na imie? ;)): "Dał się słyszeć grom jakby szalejącej za horyzontem burzy.
- Słyszy pan? - szepnął przewodnik.
- Słyszę. To kurdel?
- Tak. Bobczy.


To już koniec wyliczanki tematyki dzieł Mistrza w tym odcinku. Teraz przedstawię jeszcze moje typy na biblioteczkę dla początkujących (nie zaczynajcie czasem od Jego dyskursów filozoficznych jak "Summa technologiae" czy "Dialogi", bo łatwo się zniechęcicie):
"Solaris" (sam od tego zaczynałem), "Kongres Futurologiczny", "Dzienniki Gwiazdowe", "Katar" (choć z SF to on ma tyle wspólnego, że główny bohater jest kosmonautą), "Fiasko", "Niezwyciężony", "Pokój na Ziemi", "Opowieści o Pilocie Pirxie".

- tego akapitu nie musicie czytać, bo nie ma większego związku z Lemem...
To jeszcze nie koniec, bo chciałbym wyrazić uznanie dla osoby Gen.Kendlay'a. Mimo, że ma 13 lat (a to rzeczywiście niewiele), to był mądrzejszy od takiego starego konia (hi Qn'ik ;))) jak ja i dzięki Niemu ruszył wreszcie dział Książki. Jest jednym z tych, którzy podtrzymują moją wiarę w ten odłam ludzkości, który nie skapcaniał jeszcze doszczętnie i czasem sięga po słowo pisane. Ludzie, jesteśmy jedną Rodziną, Braćmi, a więc łączmy się w tym szlachetnym zamierzen... ŁUP!!! Już jestem przytomny. Ci, którzy doszukali się w powyższych linijkach nut protekcjonalności pod adresem Gen.K., powinni przestać wierzyć swej kobiecej intuicji. ;) Zainspirowany przez wychwalaną przed chwilą przeze mnie osobę, również zastrzegę, że z pewnością są ludzie lepiej obeznani w twórczości Lema (ja dopiero niedawno znalazłem bibliotekę z dużą ilością książek Mistrza - a ta wstrętna baba bibliotekarka pozwoliła mi wynieść na raz tylko 3 książki! Wrrr!) oraz ci, którzy potrafiliby swoje refleksje umiejętniej przelać na papier, tj. ekran (5 z polaka?! Och, gdzie te czasy!... Ja ostatnio to miewałem 3 jak dobrze poszło... a z matury ustnej -4... bo ta pieprzona kamera mnie dekoncentrowała... później się zorientowałem, że była wyłączona... ale co ja się będę uzewnętrzniał...). A poza tym to ja mat-fiz, a nie polonista jestem, nie? Nie musze ładnie pisać! Na swoje usprawiedliwienie, marne bo marne, powiem, że przygotowałbym się lepiej do tego artu (np. znowu przeczytał Solaris), gdyby nie fakt, że gdzieś na za 2 tygodnie czeka na mnie 1000 stron tekstu do przeczytania... a najlepiej 2500... Ech!

I tym optysemistycznym (*) akcentem zakończę na razie. Reszta w następnym odcinku.
Jeśli chcielibyście się czegoś dowiedzieć albo coś pozostaje niejasne, piszcie na ijon@go2.pl.
Oczywiście nie jestem najbardziej kompetentnym źródłem pośród całego mankajndu. Choć
dla całkiem zielonych może wystarczę. Naturalnie możecie też pisać w każdej innej sprawie
(bez przesady, ofc. ;))
ALE...
Wszystkich zainteresowanych korespondencją ze mną zaznajamiam z warunkiem, którego spełnienie ją umożliwia - otóż należy odpowiedzieć na poniższe pytanie:
Co to jest LEM?
a) akronim nazwy: Lunar Excursion Module; moduł księżycowy używany w misjach Apollo do lądowania na satelicie;
b) Lem Stanisław (ur. 1921), pisarz pol., gł. tematyka s-f;
c) planetoida krążąca między Marsem a Jowiszem, odkryta 22 września 1979 r. przez N.
Chernykh

(*) - (c) by zgadnijcie kto? ;)

Pa pa ;)
I.Tichy (e.g. Apocalyptica "Kaamos" / Cult)

PS. Naturalnie nie należy brać tego pytania NADMIERNIE serio. ;) Jest to aluzja do pewnego arta, a raczej polemiki, zamieszczonej w AM...

PPS. Przy tworzeniu tego artykułu korzystałem z wiedzy zawartej w mojej głowie (z tym było najciężej), na obwolutach książek [;)] i w iNTERNECIE.

--
WRESZCIE koniec
Ech, ale mi elaborat wyszedl. ;) Qn'ik jakbys mogl, to zrob tekst w nawiasach kwadratowych jako kursywe. A jesli nie to daj chociaz cudzyslow. A jesli jestes zawalony robota, to powiedz, sam pozmieniam i wysle jeszcze raz. No. :) Bywaj. :)

{Nie napisałeś, żebym wyciął powyższe 5 wypowiedzi (no bo "No. :)" raczej zdaniem nie jest), więc nie wycinam. Zapamiętaj sobie, Ijonku, żeby nigdy nie liczyć na inteligencję naczelnego... ;)}