Wstawki będą w takich nawiasach "{ }". Poprawiłem
wszystkie literówki, przecinki i inne takie...
Drogi Generale K.
Piszę sobie dla czystej przyjemności pisania - inni marnują
czas na inne sposoby, a ja właśnie tak. Nie mam na celu urazić
nikogo, a już na pewno nie Qn'ik'a, czy szanownego pana Gen.
Kindley {Kendlay jeśli łaska - a tak w ogóle to Beleg ;-)}.
Wiem też, że nikogo do niczego nie przekonam, ale ot tak
postanowiłem oddać sprawiedliwość e-tekstom i napisać o nich
parę dobrych słów - wiem, papierowe książki nie są be - są
cacy, ale ja chciałbym dorzucić, że e-texty też nie są takie
be, a potrafią być bardzo cacy, ba - nawet bardziej niż
papierowe książki. {zobaczymy, zobaczymy...}
Są zalety e-książek w Internecie, których nie należy moim
zdaniem lekceważyć. {NIGDY ich nie lekceważyłem}
Osobiście jestem mocno przeciw temu pomysłowi. Uważam, że nie
powinny być zamieszczane w internecie żadne książki. Wolę
czytać kartki papieru zamiast patrzeć na monitor. Jest to o
wiele przyjemniejsze niż niszczyć sobie oczy przed monitorem.
Dla pokazania dlaczego tak to odbieram dam tu kilka wad i zalet.
Co do niszczenia wzroku - wysoka częstotliwość odświeżania,
albo monitor ciekłokrystaliczny mogą zredukować problem
zniszczenia sobie wzroku do minimum. (Szczegół, że to trudne
do zrealizowania w naszych realiach... sigh) {właśnie, taki mały,
lecz istotny szczegół}
Po pierwsze jak powiedziałem to trzeba siedzieć przed monitorem
i jeśli ktoś się zdecyduje coś takiego przeczytać to będzie
długimi godzinami siedzieć przed kompem. Choć może być na to
rada - trzeba dać sobie dużą czcionkę jednak i tak to nie
rozwiązuje do końca problemu. Dobra, ktoś może powiedzieć,
że jeśli się siedzi w necie lub gra to i tak się oczy psują.
Co do gier - dzisiejsze gry mają dobrą grafikę i nie trzeba
(zazwyczaj) mocno przeciążać oczu. Co do siedzenia w necie -
tu nie mogę zaprzeczyć, że i tak człowiek dużo czyta... No
ale i tak człowiek nad tym siedzi... Nie jestem pewien, ale są
chyba za darmo i to byłby plus (jeśli się mylę proszę mnie
poprawić - bo jak nie są to oznacza że nie będzie plusa ani
minusa bo obie rzeczy kosztują).
I tak, i nie. :) Są książki, należące do klasyki, które można
ściągnąć za darmo. Jednak dotyczy to tylko tych nie objętych
już prawami autorskimi (Np. Trylogię Sienkiewicza może teraz
wydać każdy - za to Pentologię Sapkowskiego już nie).
I jest to naprawdę wielka szkoda - wiem, wiem - autor ma prawo
zarabiać na swoim dziele itd itp.
Poza tym inaczej się czyta książkę z papieru, a inaczej na
monitorze kompa. Na komputerze można powiedzieć, że traci swój
klimat i nie czyta się jej tak przyjemnie (z mojego punktu
widzenia). Nie wiem jak inny, ale ja wole trzymać "Coś"
w ręku, a tym czymś jest książka. Ja codziennie (też na
wakacjach chyba że wyjadę na jakiś obóz lub kolonię)
wieczorem czytam jakąś książkę. A tak nie mogę zrobić z
textem który mam zapisany w kompie (because moi rodzice nie
pozwalają mi użytkować komputer niż do 23:OO. A ja wtedy
zwykle czytam). Są osoby które oczywiście mają rodziców którzy
pozwalają im robić co chcą w tym siedzieć przed kompem do
nieokreślonej godziny . Według mnie o wiele atrakcyjniejsze
jest czytanie "klasycznej" książki od
"komputerowej". Możliwe iż wiele osób się ze mną
nie zgodzi. Jednak JA jestem święcie przekonany iż te książki
w necie nie dorastają do pięt książkom "papierowym"
chociaż byłby ten sam text.
No dobrze, ale z drugiej strony plusem książek w necie jest to,
że te można przenieść na papier - jeśli nasz szacowny Generał
Kendlay ma drukarkę - to po godzinie powinien mieć papierową
wersję każdej książki z netu i to znacznie tańszą niż taka
kupiona. Wiem, wiem i tak to nie to samo - bibliofilowi to nie
wystarczy - liczy się też okładka, rodzaj papieru,
wydawnictwo, rok wydania, ilustracje itd. (np. niektórzy dobrze
się czują, gdy mają w domu całą serię książek). No ale,
to zależy od tego, czy jest się kolekcjonerem, czy też chce się
po prostu zapoznać z książką.
Tjaaa... Nie mam drukarki :-). Zresztą nie szkoda by Ci było
papieru i tuszu, które bądź co bądź kosztują? A tak poza
tym: zamiast drukować jakąś książkę to mógłbyś pójść
do biblioteki. Nie dość, że masz ją wtedy za darmo, to
jeszcze trochę rozruszasz swoje kości, które potrzebują nieco
ruchu od siedzenia przy tym necie.
W każdym razie myślę, że książki w necie mają tą przewagę,
że można je szybko i tanio przerobić na papierowe i mieć z
tego przynajmniej niektóre korzyści związane z posiadaniem
papierowej wersjii, natomiast papierową książkę już nie tak
łatwo przerobić na elektroniczną - tym samym nie można mieć
korzyści z używania wersji elektronicznej. Jakich korzyści? O
tym za chwilę.
Ale nie zapominajmy, że to ze zwykłych książek wzięły się
elektroniczne.
Uważam że wyobraźnia bardziej jest skora do pracy przy
tradycyjnej książce niż tej w internecie. Nie wyobrażam sobie
abym kiedykolwiek przeczytał taką książki. Zresztą siedząc
przed kompjuterem (jak to powiedziała dziś moja wychowawczyni)
nie chciałoby mi się czytać książeczki. Texty tak, jakieś
kilku stronnicowe wypociny też lecz czytać np. 200 stron przed
monitorem to stanowczo nie dla mnie.
O gustach się nie dyskutuje. {No właśnie}
Zalety, zalety, zalety takich książek. Właściwie żadne mi
nie przychodzą do głowy (oprócz wcześniej wymienionej) a więc
nie ma żadnych istotnych (może oprócz tego że są ogólno
dostępne chociaż "tradycyjne" książki też są ogólno
dostępne).
Zalety?
1) Wspomniana łatwość dostępu. Tzn. potrzebuję "Sen
nocy letniej" Shakespear'a w języku oryginalnym. (No dobra,
wiem, że trzeba być kimś dziwnym, żeby spontanicznie i z nagła
potrzebować coś takiego, no ale to tylko przykład.) Nie latam
po księgarniach, ani po bibliotekach (trudno dostępne, niewiele
jest takich bibliotek) i wyszukanie tekstu nie zajmuje mi pół
dnia biegania, albo dzwonienia. Po prostu włażę na stronę
projektu Gutenberg i szukam. Jeśli nie tam, to linkami stamtąd
do innych zbiorów. I po góra 3 godzinkach w domku, przy kawce
mam, to co mi potrzebne włącznie z opracowaniami na temat tej
publikacji, słownikiem trudniejszych wyrażeń, bibliografią
autora, kontekstem historycznym, ilustracjami z pierwszego
wydania. No dobra, poniosło mnie - nie wszystkie publikacje są
tak dobrze opracowane w sieci i tak ogólnie dostępne jak dzieła
naszego nieocenionego pana Williama S., ale i tak myślę, że
dostępność i szybkość dostępu, to zaleta e-tekstów, której
nie należy tak pokrótce wymieniać na marginesie. Dla mnie
osobiście to mocny argument za.
Ale nie zapomnijmy o najważniejszym! Ja powiedziałem o ogólno
- dostępczości jednak trza pamiętać, że DUŻA część społeczności
polskiej nie ma netu! Te książki są dostępne, ale dla tych co
go posiadają! Przez to te poniższe zalety podane przez Ciebie są
trafne jednak należy im ująć co nieco ze swoich "zaletności".
Bo nie każdy ma do nich dostęp! - wiem, wiem perfidne zagranie
:-).
2) Łatwość obróbki tekstu. Jaaaaaki fajny cytat! - ryczysz
rozentuzjazmowany - to trzeba zapamiętać! Przepisać! Zaznaczyć!
No tak, ale papierowa książka jest z biblioteki, a cytat ma pół
strony. No to przepisujesz! Przy jednym takim cytacie, to się
jeszcze jakoś da zrobić. Ale przy 10? Żmudna, pochłaniająca
czas praca. Albo zakładką go przekładasz i markerem smarujesz,
bo książka Twoja! A wiemy jak wygląda książka z 10 zakładkami?
Jest nieporęczna. I szybko robni się brzydka, gdy się po niej
maluje. Przepisywanie zaśjesst znacznie trudniejsze niż
zaznaczenie tekstu myszą, wciśnięcie ctrl+c, otwarcie nowego
dokumentu w edytorze tekstu, wciśnięcie ctrl+v, a potem
wydrukowanie tego, co potrzebne do wypracowania, referatu czy
listu do tej jedynej (cioci oczywiście). Albo wstawienie zakładki
w edytorze html'a i wstawienie do tej zakładki linka na osobnej
stronie z ulubionymi miejscami w książce. Albo podzielenie się
z kumplami fajnymi rzeczami. (Ostatnio np. dopadłem ulubioną
książkę Bjork z czasów młodości. - W elektronicznej formie
to żaden problem, żeby ją wysłać zainteresowanym znajomym.)
3) Łatwość analizy. Generał pisał co nie co o Tolkienie i
chociażby Wielkim Łuku. Załóżmy, że nasz generał chciałby
dokładniej przyjrzeć się tej postaci i wyciągnąć wszystko
co się da o tej postaci z tekstów Tolkiena. W przypadku książek
papierowych (i to tylko u Tolkiena) pozostaje mało dokładny
indeks i przedzieranie się przez dziesiątki stron. W przypadku
tekstu elektronicznego wystarczy przeszukać tekst wpisując np.:
"Wielki Łuk" i już ma się o kliknięcie myszą
wszystkie miejsca, gdzie wspomniana osoba się pojawia. Wiem, że
mało kto ma takie potrzeby... ale jak już ktoś je ma - to
naprawdę nie raz dziękuje Siłom Wyższym (znaczy naszym
nieocenionym programistom:) za funkcję ctrl+f.
To samo dotyczy przypadku: "No a pamiętasz jak Bilbo
Gollumowi zagadki zadawał?" No dobra, ale co to za zagadki?
I gdzie to właściwie było?" Odpowiedź jest pod ręką -
wystarczy umiejętnie posłużyć się kompem a będzie się ją
miało 3 razy szybciej niż w przypadku papierowej książki.
Zagadki przeto łatwo znaleźć! A co do Belega. Sam przyznam, że
za dawnych czasów dość, długo odnajdywałem jego temat
wszelkich informacji. Ale za to jaka jest radość jak się coś
znajdzie! A nie jak znajdzie to jakiś komp. Wiem, że to
znacznie bardziej przydatne i funkcjonalne, lecz ja już się
przyzwyczaiłem do tego, aby po wielu przekleństwach [lub nie]
znaleźć wreszcie ten kawałek. Niemniej bardzo miła funkcja.
A słyszeliście o programach indeksujących tekst, a nawet robiących
streszczenia? Żaden z nich nie streści papierowej książki -
tylko elektroniczne.
Niesłyszałem ;-). Ale pofilozofujmy trochę... Przeto niezależnie
czy to papierkowe czy bajtkowe książki to zawierają one ten
sam text. Streszczenie??? Hm... Jak ja chcę sobie przypomnieć
jakowąś fajną książkę to czytam sobie ją jeszcze raz. Nie
używam streszczeń. To odbiera całą przyjemność! A po cóż
innego by się je czytało? Streszczenia do lektur? Zawsze ją
przeczytam nie używając w/w środków.
2) A może strasznie ciekawi Was co jest dalej, a tu trzeba
spodnie wyprasować, albo wyczyścić buty? Odpalacie kompa,
odpowiedni programik - i już Wam czyta na głos elektroniczną
książkę. (Dobra, wiem, ze trudno o program, co po polsku
czyta.) A może w ogóle nie ma się wzroku? Czy trzeba starać
się o wersję alfabetem Braille'a pisaną? Nie - wystarczy
odpalić wspomniany programik.
Jak sam powiedziałeś trudno o takowy program. Poza tym nie mogę
się powstrzymać - nie ma się wzroku? Wystarczy, że to
zaznaczyłem, bo nie wymaga to dalszego komentarzu - czysta złośliwość.
Aha, "jak nie ma się wzroku" to jak można znależć
w/w program? Dobra wiem, że są pewne programiki dzięki którym
niewidomi mogą korzystać z kompów.
Sam też wolę papier z powodów czysto sentymentalnych. I
papierowe pisma są fajne - czuć farbę drukarską, śliski
papier, żywe kolory, ostrość druku. Ale takie są już czasy,
że elektroniczne teksty są po prostu przy niektórych celach
wygodniejsze - np myślicie, że kiedykolwiek zabrałbym się do
odpowiadania na list Generała, gdybym go przeczytał w
papierowym piśmie? I czy mógłbym tak wyraźnie oznaczyć do której
części jego listu się właśnie ustosunkowuję? I czy mógłbym
tak łatwo wyciąć te fragmenty jego listu, które są dla mnie
niewygodne?;-)
Te, te. A muszę odpowiadać na wszystkie twoje argumenty... To
mi się podoba! :-).
3) Fizyczne rozmiary. Papier zajmuje duuuużo miejsca. Mój pokój
jest zawalony papierami i książkami. Gdybym nie miał kompa byłoby
tego 3 razy więcej i nie mógłbym teraz nic napisać, bo od
dawna byłbym pokryty tonową warstwą papieru. A tak naprawdę
to pewnie zawartość tych wszystkich papierzysk, które leżą u
mnie w szafach to na wyrost licząc najwięcej 10 dyskietek - no
najmaksymalniej 1 CD z miejscem jeszcze na dobrą gierkę.
Wyobrazić sobie proszę wagę i po lewo górę papieru i ciężkich
książek (które i tak kupuje się za ciężkie pieniądze - w
wypadku powieści czyta raz i odstawia na zawsze lub prawie na
zawsze - naprawdę niewiele powieści czytuje się częściej niż
raz) a po prawo jednego malutkiego cd albo pudełko dyskietek i
wybrać to co jest wygodniejsze i z czym ma się mniej kłopotu.
Bez przesady... Książki na pewno tyle miejsca nie zajmują...
Wyolbrzymiasz.
Ja właściwie muszę tylko stwierdzić, że w pełni zgadzam się
z autorem. Ba! Posunę się dalej. Dla mnie czytanie książki
przy komputerze jest po prostu głupotą. No, chyba, że ktoś może
się położyć na kanapie, postawić obok jakieś pićko, położyć
sobie monitor na klatce piersiowej... Tak jest - czy jest
przyjemnosć (kwestie zdrowotne tu pominę, gdyż są oczywiste)
czytać książkę siedząc na krześle, przed biurkiem?... -
Qn`ik
Tutaj autor polemiki ma coś do Qn'ika. Więc niech on odpowiada
na ten krótki fragment...
Qn'ik - jeżeli ktoś naprawdę próbował czytać leżąc i pijąc
wysokokaloryczny napój to sam potwierdzi, że a) obudził się
następnego poranka wyspany, ale za to nieco nieświeży po nocy
przespanej w ubraniu po tym jak zasnął po pół godzinnnym
czytaniu, bo miał zbyt wygodną pozycję do pracy umysłowej,
{Dobre, w sumie masz rację... Za wygodnie być nie może - ale bez przesady, nikt nie czyta książek siedząc sztywno przed biurkiem! Pozycja półleżąca rulz!:)}
b) że sklął wydawnictwo na czym świat stoi, bo 80% książek jest klejonych lub szytych tak, że chociażbyś się wstąpił z wściekłości, to i tak ona się zawsze perfidnie zamknie ci przed nosem, jeśli nie będziesz jej trzymał obiema rękami,
{Oj, to już kwestia techniki. Mnie tam się książki w ręku nie zamykają...}
c) że Cola (ew. Sprite) + książka = kłopoty w bibliotece, lub nieodwracalne uszkodzenia własnej publikacji, stroju i podłoża, na którym się właśnie leży.
{Na wpół leży - to różnica. A jak ktoś jest, przepraszam za wyrażenie, świnka, to i tak pobrudzi książkę, nawet bez napojów. :)}
Piszę to na podstawie własnych długoletnich doświadczeń. Zaś co do głupoty - czy Ty może wszystko, co piszesz, piszesz odręcznie a potem jakaś sekretarka Ci to skanuje, albo przepisuje do kompa? Pewnie nie, bo Her Majesty Devi ma swój ogródek do pielenia (to przenośnia Devi:) a poza tym, jako kobieta wyzwolona nie da się exploatować (przynajmniej w ten sposób;) <no co, mówię o prasowaniu i obiadach!>. A takie pisanie to przecież dłuuuugie godziny męczenia sobie wzroku! Naprawdę - pisanie odręcznie, albo na maszynie jest po 100-kroć mądrzejsze i zdrowsze i ma formę i jest wygodniejsze - bo używasz jednej ręki (do długopisu) a nie dwóch (do klawiatury). Poza tym jest rozsądniejsze z tych samych powodów, co czytanie z papieru a nie z monitora. Naprawdę - pisanie dłuuugich artykułów (a nawet pewnie niejeden tom by się tych Twoich artów uzbierał, no nie Qn'ik?) przy kompie, to z pewnego punktu widzenia głupota równa głupocie tego, kto czyta przy kompie dłuuuugie e-książki. Nieprawdaż Gen. Kendlay? A jednak Qn'ik musi przyznać się, że siedzi przy kompie i pisze, choćby nawet miał w piórniku parkera za 1500 zł a papeterię z papieru czerpanego w różowe słoniki.
{Ale nie jestem wariatem. Nikt po mnie by niczego nie przepisał, choćby z tego względu, że mój charakter pisma charakteryzuje się tym, że wygląda jakby literki stawiał paralityk z wtórnym analfabetyzmem. A pisanie przy kompie jest przyjemne - ja tam zwykle nawet na ekran nie patrzę. A zdolność pisania ręcznego zatraciłem już dawno... Tak czy inaczej - pisanie to nie to samo, co czytanie. Tylko niektórzy ekstrawaganccy pisarze używają jeszcze gęsich piór przy lampie naftowej, zwykle komputer jest stabilniejszy i bezpieczniejszy.}
Nie piszę tego, żeby napadać, albo kogokolwiek urazić, czy też wyżywać się ironizując sobie - choć wiem, że tak to może zostać odebrane. Chodzi mi tylko o to, że tak naprawdę nasze zachowania przeważnie są kształtowane przez rzeczywiste potrzeby, a nie sentymenty, czy wygórowane, nieżyciowe, zanadto estetyczne wymagania. I z tego punktu widzenia wolę sobie jednak e-texty i e-książki. A kto i tak mówi, że woli jednak papier, ten niech poda jakieś solidniejsze powody, niż czysty sentyment, albo zdrówko, które i tak rujnujemy sobie dobrowolnie chociażby samą zgodą na oddychanie TEGO powietrza i picie TAKIEJ wody i rozmawianie przez TAKIE komórki i życie w TAKIM cywilizowanym (tfu) świecie. Niech ktoś spróbuje uniknąć jednej z tych rzeczy i jednocześnie nie zostać mnichem w klasztorze w Nepalu a zobaczymy jak na tym wyjdzie.
{Zaraz, chwila. Ja nie krytykuję ludzi czytających elektroniczne książki. Jeśli im się to podoba - niech robią, co chcą! :) Ja jednak na czytanie książki przed monitorem się namówić nie dam. To po prostu nie ten nastrój, nie ta przyjemność. Ale, de gustibus not disputantum est.} [... non est disputandum. Ale na inteligencje naczelnego nie nalezy liczyc - IT ;>>>]
Dobra, przyznaje, że sam sentyment nie wystarcza. Jednak jak
dla mnie to już poważny argument, ale dobra nie za przestajmy
na tym. Po pierwsze: ZNACZNIE większa ogólnodostępność. Bo
przeto nie każdy ma necior. Po drugie: książki czyta się dla
przyjemność (przemilczmy tu fakt istnienia lektur). A wg mnie
taka przyjemność jest znacznie mniejsza przy czytaniu książek
elktronicznych. One tracą wówczas zały swój KLIMAT. A on jest
podstawą. Wyszukiwanie nazw? Hm... Poważniejsze książki
posiadają coś takiego jak INDEKS. Uważam także, że fizyczne
rozmiary nie mają żadnego znaczenia. Ot takie coś na siłę.
Poza tym jak mówiłem nie zawsze nie wszędzie możesz czytać
książki elektroniczne a papierowe są znacznie bardziej
funkcjonalne.
Podsumowując po raz ostatni: czytuję e-książki, gdy są łatwo
dostępne i nie staram się o wersję papierową, gdy mam pod ręką
e-text. Kiedy mam do wyboru na stole papier i e-ksiązkę, to
wybieram obydwie: papier do lektury po raz pierwszy i e-książkę
do analizy, notatek, i zabawy z tekstem. Kiedy potrzebuję
klasyka, szukam go najpierw w sieci a potem dopiero w bibliotece.
Kiedy mam samą e-książkę, to się cieszę, bo pewnie gdyby
jej nie było, to nigdy nie dotarłbym do jej papierowej wersji
(tak jak z tą e-książką ulubioną Bjork z czasów młodości).
I proszę mi tu nie wybrzydzać na e-książki, bo to tak, jakby
jeżdżąc konno marudzić na samochody: może to jest słuszne,
bo samochody faktycznie są be, ale czy kto próbuje w tych
czasach konno z Warszawy do Berlina przejechać?
{Masz rację. :)}
{Hm... Przypominam o tym, że nie każdy ma net w domu. Poza tym
ja nie wybrzydzam elektronicznych książek! Także nigdzie nie
napisałem, że są one głupie itp. Ja stwierdziłem, że nie
uważam za dobry pomysł W OGÓLE umieszczania książek w necie.
Wiem, że to nieuniknione przez rozwój technologiczny, lecz
papierowe książki są wg mnie ZNACZNIE bardziej cacy od
elektronicznych. I jeszcze raz, na koniec poddam się filozofii.
Niezależnie czy książka jest na papierze, czy w bajtach, to
pozostaje ona tą samą książka tylko w innej oprawie. A nie ważna
jest oprawa, a zawartość. }
Beleg zwany przez niektórych Belegiem, Generałem oraz Dunadanem
- uprasza się o stosowanie TYLKO tej pierwszej xywy.
[Od Ijona: Uwazam, ze nadejscie ksiazek elektronicznych jest nieuniknione. Po prostu utylitaryzm musi zwyciężyć nad sentymentem, przynajmniej w naszej cywilizacji. Jednak IMHO komputer nie bedzie potrzebny, by z nich korzystac. Tak to sobie wyobrazam: male urzadzonko, z dwiema okladkami - w stylu notesa elektronicznego. Wystarczy nabyc jedno, a same ksiazki beda dostepne w ksiegarniach elektronicznych w postaci, powiedzmy, cartridge'ow. Podczepiamy taki cartridge do e-booka i voila. Po nacisnieciu odpowiednich przyciskow na okladkach e-booka pojawiaja sie zadane strony. Mozna tez bedzie podpiac e-booka do kompa i w ten sposob sciagnac ksiazke z Sieci. W tej sytuacji jedyna przewaga, jaka by mialy tradycyjne ksiazki, bylby specyficzny zapach {ale pewnie i to daloby sie imitowac ;)}. Oj, zdaje sie ze cos takiego juz istnieje i znow nie wymyslilem nic oryginalnego. ;( ]