Krytyka Kościoła - polemika
Kierując się zaproszeniem Qn`ika i uczuciami jakie wywołał we
mnie tekst osoby o xywie Chosen 1 na temat Kościoła, postanowiłem
ustosunkować się do wyżej wymienionego tekstu. Nie należę do
ludzi, którzy jeszcze kilkaset lat temu żądaliby spalenia
autora tego arta na stosie, ale nie mogę się z nim zgodzić w
niektórych sprawach.
Żeby nie wyjść od razu na człowieka, który potrafi tylko się
czepiać, to muszę przyznać, że w kilku aspektach Chosen 1 miał
rację. Wiem, że wśród księży znajdą się tacy, którzy nie
powinni być w służbie bożej. Wiem, że część z nich liczy
tylko na wypełnienie swojego portfela albo kupno nowego
samochodu. Znałem również dwóch, którzy utrzymywali kontakty
(raczej nie religijne) z parafiankami. Wiem, że czasem
przedstawiciele kleru każą płacić za wiele rzeczy, ale jednak
sądzę (a przynajmniej mam nadzieję), że większość z nich
to ludzie przyzwoici, mający na celu dobro innych, chcący zrobić
coś, żeby na Ziemi ludziom działo się lepiej (exemplum
wszyscy misjonarze niosący nie tylko ewangelię, ale i pomoc
materialną, medyczną, wsparcie duchowe itp.) Ja również miałem
w rodzinie samobójcę i również były problemy z pochówkiem,
ale w końcu udało się wszystko załatwić. Ja też nie
rozumiem tej sytuacji, bo przecież Jezus uczył, że wszyscy są
równi i że „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci we
mnie kamieniem” (nie wiem, czy cytuję dokładnie), a nawet
jest taki uczynek miłosierny względem ciała, ustalony przez Kościół,
a mówiący o obowiązku każdego chrześcijanina do grzebania
umarłych. Prawdą jest też, że (i tu zgodzi się ze mną chyba
każdy znający obecne, jak i historyczne realia) Kościół od
dawna mieszał się do polityki (vide XI-wieczny Dictatus Papae)
i nadal to robi.
Tu kończy się moje chrześcijańskie miłosierdzie w stosunku
do Chosena 1. Teraz przejdę do jego argumentów, z którymi się
nie zgadzam. Po pierwsze – nie jestem w stanie wyobrazić
sobie, jak wyglądałby obecny świat, gdyby nie chrześcijaństwo.
Nie mówię tu tylko o takich „drobiazgach” jak cała kultura
cywilizacji zachodniej, która przecież opiera się na Biblii i
czerpie z niej pełnymi garściami. Nie mówię o tym, że nie
powstałyby takie cudowne rzeźby jak chociażby „Pieta”, nie
zbudowanoby tylu wspaniałych budowli jak Bazylika św. Piotra,
kolońska katedra czy – żeby nie szukać daleko – Kościół
Mariacki w Krakowie. Nie wspomnę nawet o arcydziełach
malarstwa, ani literatury. Chodzi mi tu głównie o zwykłą
ludzką moralność. Już teraz, gdy coraz więcej ludzi jest
ateistami, można zaobserwować rozprzężenie moralne na skalę
światową, jakiego nie można było sobie jeszcze kilkaset lat
temu wyobrazić! Wiem, że samo bycie katolikiem czy protestantem
nie gwarantuje czyjegoś poprawnego zachowania, ale jednak trzeba
przyznać, że Dekalog zrobił dla ludzkości bardzo wiele. Nie
można odmawiać użyteczności czemuś, co sprawia, że ludzie
nie zabijają się na każdym kroku (wiem, że Kościół był
nie raz powodem niewinnego rozlewu krwi, czego przykładem mogą
być krucjaty, bądź „polowania na czarownice” i choć jest
to ciemna karta w historii Kościoła, to jednak i tak uczynił
on nieporównywalnie więcej dobra niż zła)
Chosen 1 pisze: „księża to darmozjady, pijawki żerujące na
łatwowierności wiernych”. Nie wiem jak jemu, ale mi nie
podoba się szufladkowanie vel generalizowanie. Wiem, że wśród
młodych ludzi znajdą się pijacy i chuligani, ale nie lubię
jak starsi ludzie mówią: „Cała dzisiejsza młodzież, tylko
jedno ma w głowie! Żeby się tylko napić albo zapalić tę
<heroinę>” . Tak samo zdaję sobie sprawę (o czym już
pisałem), że wśród księży znajdą się ludzie źli, ale nie
znaczy to, że wszyscy tacy są. W arcie, o którym ciągle
zanudzam znajdują się też słowa: „Księża zajmujący się
cmentarzami często usuwają stare groby i sprzedają w ten sposób
uzyskane kwatery. Ostatnio głośno było o takim przepadku w byłym
woj. siedleckim. Całą sprawę szybko zatuszowano (...)” Autor
podaje jeden (sic!) przypadek na caaaałą Polskę, jak ona długa
i szeroka, i twierdzi, że to jest „często”. Wydaje mi się,
że duża część argumentów Chosena 1, opiera się na takim właśnie
„często”. Powtórzę jeszcze raz, żebyśmy mieli jasność
– to, że zdarzył się jeden taki ksiądz, to nie znaczy, że
wszyscy tacy są. Podobnie jest chyba ze sprawą kazań i związanymi
z nimi „dejavu”. Nie wiem, czy jest tak u Chosena 1 we wsi,
ale u mnie kazania są wymyślane przez księży i choć tyczą
tych samych – co jakiś czas – tematów, to jednak za każdym
razem mowa jest o czym innym. A już na pewno nie ma powtarzania
tych samych kazań.
A co do płacenia na tacę i za usługi typu chrzest czy
bierzmowanie, to chyba zrozumiałe jest, że rachunki za światło
i ogrzewanie tak wielkich budynków same się nie zapłacą. A do
tego dochodzą remonty, wystrój kościoła na jakąś ważną
okazję itp. A co jest złego w tym, że księża głaskają małe
dzieci jeśli te rzucą na tacę? Muszę chyba uświadomić
Chosena 1, że nie każdy ksiądz głaszcze dzieci i że nie
przechodzą specjalnego treningu w seminarium w tej niezwykle
trudnej, a zarazem przydatnej na pozyskiwanie pieniędzy sztuce.
A może te ich niecne postępki są powodem zubożenia polskich
rodzin o zastraszające sumy dochodzące nawet do dwóch złotych
tygodniowo? A ja sądzę, że tak naprawdę to wszyscy (podkreślam
– wszyscy) księża to pedofile i w ten sposób próbują dać
ujście swym nieczystym żądzom. I dlatego należy spalić
wszystkich w sutannach na stosie, a razem z nimi tych ich
Hitlerjugend zwanych ministrantami!!!
Uffff… Dałem ujście emocjom, które kłębiły się we mnie
po przeczytaniu textu Chosena 1 i teraz – zgodnie z tym czego
uczyła mnie moja pani od j. polskiego – po punkcie
kulminacyjnym, powinno nastąpić rozwiązanie akcji. Reasumując:
uważam, że w kilku sprawach miał autor rację, ale większość
pozbawiona była dowodów albo chociaż logiki (tak jak w sprawie
rzekomej komercjalizacji Kościoła. Nie potrzeba chyba być
Holmesem, żeby wydedukować, że msze transmitowane w TV są po
to, aby chorzy lub starsi ludzie, nie musieli pędzić kilka
kilosów do najbliższego kościółka w każdą niedzielę). I
jeszcze jeden fakt. Chosen 1 pisze, że jest ateistą, a zarazem
był też nie dawno ojcem chrzestnym. O ile mi wiadomo, to
rodzice chrzestni przysięgają, że będą pomagali w obowiązku
„wychowania dzieci w wierze, aby zachowując Boże przykazania,
miłowały Boga”. Dziwne, że taki wojujący ateista zgodził
się z czystym sumieniem wypowiedzieć takie słowa. Chociaż jeśli
neguje istnienie Boga, to może nie uznaje też czegoś takiego
jak sumienie?
Phnom Penh ( stefan3@polbox.com )