KOŚCIÓŁ – (BYĆ MOŻE) OSTATNIE STARCIE

(np. Raincarnation - "Saimaa")

 

Po przeczytaniu w AM 10 artów nt. Kościoła, kleru i ogólnie tego typu klimatów naszła mnie pewna refleksja. Otóż autorzy, którzy odnosili się do wspomnianych zjawisk krytycznie skupiali się głównie na powszechnej „komercjalizacji” Kościoła i bogactwie księży. Wszystko cacy, ale jak sami już zapewne zauważyliście, meine Herren, argumenty wasze zostały zbite przez opozycję wierzącą, mającą zresztą po części rację, ponieważ uogólniliście mocno sprawę. Dlatego też ja nie będę nawet o tych zagadnieniach wspominał, bo wszystko zostało już powiedziane (z obydwu stron). Skupie się raczej na oddziaływaniu Kościoła na ludzi. Pierwsze skojarzenie, jakie się nasuwa, jest takie, że przecież Kościół opiera się na dekalogu, zbiorze zasad moralnych, słusznych zresztą (od 4 wzwyż), a więc dobrze działa na ludzi. Ale niestety, nie ma róży bez kolców. Łatwo da się zauważyć, ze miejscowy kler stara się wywrzeć wpływ na losy naszego kraju. Zdaje się zatęsknili do dokonań średniowiecznych „sług bożych”, którzy mieli wpływy na wszystkie państwa, a władca przezeń nie popierany nie porządził za długo. Po drodze palili sobie czarownice, sprzedawali odpusty, ogólnie robili niezłe zadymy. Nie pachnie wam to sektą? Nawet jeśli teraz Kościoła tak nazwać nie można, bo takich praktyk zaprzestał, to ja otwarcie Kościół średniowieczny nazywam SEKTĄ. Miał wtedy wszystkie cechy, które pozwalają go tak nazwać: pogoń za bogactwem, manipulacja, zastraszenie. Dzisiejsi sataniści robią o wiele mniej złego niż Kościół robił wtedy. Inspirowanie krucjat, nietolerancji, wojen religijnych... To tylko część zła, jakie popełnił. Znana jest zapewne wielu to czytającym „dziecięca krucjata”. Aż dziw, że sam władca piekieł nie przyszedł wtedy na Ziemię i nie mianował pomysłodawców tego czynu swoimi zastępcami. Kościół skąpany jest w krwi wielu niewinnych istnień. Okrucieństwem niejednokrotnie dorównywał późniejszym kandydatom na antychrystów: Hitlerowi czy Stalinowi. Nie należy być z tego powodu do niego uprzedzonym, ale przyjąć to do wiadomości trzeba. W sumie ciekawi mnie, kto teraz płonąłby na stosie, gdyby odnowiła się „święta” inkwizycja? Metale, goci, kobiety dokonujące zapłodnienia in vitro albo stosujące środki antykoncepcyjne, mężczyźni używający prezerwatyw (wyobrażam to sobie – szatańska guma ;)), geje, lesbijki, autorzy opowiadań fantasy, bioenergoterapeuci... Lista jest długa. Dobrze, że to tylko takie religion-fiction i wątpię by było możliwe.

Co jednak dziś się dzieje? Skąd moje stwierdzenie, że Kościół jednak manipuluje? Xięża z ambon starają się zmieniać lub tworzyć nasze preferencje polityczne. W końcu katolikami jest ponad 90% polskiego społeczeństwa, więc to nie pozostaje bez znaczenia. Jak na człowieka wierzącego wpłynie stwierdzenie xiędza, że pewna osoba to szatański sługa i żeby trzymać się od niego z daleka? Część ludzi mu uwierzy. A jeśli będzie ich spora liczba, to i reszta nie będzie odstawała z powodu strachu przed potępieniem. Oj, chyba nie o to Jezusowi chodziło jak mówił: "idźcie i głoście Ewangelię".

Ostatnio ujawnia się tez problem tzw. „czarnej cenzury”. Kościół katolicki, popierany przez zdewociałe i zakłamane rzesze, dąży do cenzurowania czegokolwiek krytykującego go, lub mu przeciwnego. Przykład muzeum z Zachęcie, ”Dogmy” albo koncertu Marylin Manson, który nieźle nadawał się na zrobienie nagonki na „satanistów” (znowu). Do skinheadów albo kiboli to się raz przyczepili, a teraz jest już cicho, choć przecież codziennie ktoś zostaje przez te „zagubione owieczki” zaczepiony. Za to „sataniści” ciągle obecni, choć ostatni raz o jakimś przestępstwie przez nich popełnionym słyszałem kawał czasu temu. Poza tym gdy widziałem reportaż nt. czarnej mszy w Rudzie Śląskiej, odniosłem wrażenie, że osoby w tym uczestniczące były chore psychicznie. Już w poprzednim arcie wspominałem, że prawdziwy satanista pozostaje w ukryciu, nie ujawnia się, ani nie robi ekscesów. Ale wracając do tematu... Pozytywnie zaskoczyła mnie ostatnio polska VIVA, gdzie wywiad z Peterem z death-metalowego zespołu Vader (dla niewtajemniczonych – znanego i popularnego również daleko za granicą) stał się okazją do przedstawienia środowiska metali jako zdrowych psychicznie, spokojnych, lubiących swoją muzykę ludzi. Oby fakty częściej wychodziły na jaw.

Nieciekawie ostatnimi czasy wygląda też religia w szkołach, a dokładniej wiedza i zdrowe myślenie katechetów.Z mojego własnego przykładu: będąc w 5 klasie podstawówki na religii katechetka powiedziała, że „pacyfka” to zakamuflowany symbol satanistyczny – odwrócony krzyż ze złamanymi ramionami. Taka brednia, a ja wówczas autentycznie się wystraszyłem, bo często z kumplami bazgraliśmy „pacyfki”. Dobrze, że po krótkim czasie zostało mi to wyjaśnione prawidłowo. A co ona mogłaby mi powiedzieć, gdyby np. była antysemitką? A przecież są i tacy. Dobrze, że na razie skończyło się tylko na wmawianiu dzieciakom, że Pink Floyd czy Aerosmith to zespoły satanistyczne. Katechetka, która te „duby smalone bredziła”, ulotki nt. owych „diabelskich pomiotów” dostała z Radia Maryja (BTW: powinni skreślić "M", bardziej by wtedy to pasowało do tej stacji i w końcu przestało obrażać matkę Jezusa) . Co było do przewidzenia, tak odmóżdżone pomysły mogą się brać tylko ze stacji xiędza rYDZYKA. A cudownego mam też teraz xiędza katechetę. Raz na religii ktoś jako argument w dyskusji podał artykuł w „Gazecie Wyborczej”. A xiądz na to: „w Gazecie Wyborczej” to sobie może pisać, w końcu wiadomo, kto nią rządzi”. Pięknie. Lewica to same sługi Beliala, więc ktokolwiek z nich coś napisze – kłamie! Ręce opadają.

Na koniec powiem jedną, optymistyczną rzecz – Kościół staje się jednak coraz lepszy. Chodzi mi o ruch ekumeniczny i całą jego ideę, przeciwną rasizmowi czy jakiejkolwiek nietolerancji. To jest dobre. Znam kilku ludzi należących do ruchu i wiem, że są to osoby tolerancyjne i otwarte, pozostawiające innym taką samą wolność, jakiej sami pragną. Ale Kościół w jego obecnej formie, te wszystkie zapędy manipulacyjne... To śmierdzi. Mam tylko nadzieję, że młodzi chrześcijanie ekumeniczni nie zatracą z czasem swych ideałów i nie zamienią się w tych kombinatorów, którzy spowodowali, że do Kościoła czuję to, co czuję. Nie nienawiść, nie złość. Obrzydzenie.

 

Anthagoth vel Deistikk