Nie chcę powtarzać argumentów, więc będzie w miarę krótko.

Po pierwsze bzdurą jest, że kara śmierci będzie działać odstraszająco. Wyniki badań psychologicznych wskazują na to, że odstraszająco działa wykrywalność przestępstw, a nie wysokość kary!
Po drugie, ktoś kto decyduje się na przestępstwo liczy się z ryzykiem, że może zostać złapany i raczej nie boi się śmierci.
Jak dla mnie kara śmierci nie jest żadną karą, to nawet może być formą wybawienia. Zastrzyk, krzesło trwa tylko chwilkę i tak naprawdę bardziej działa na "widownię" niż skazanego. Czy więc te parę minutek strachu jest współmierne np. z bestialsko zabitym dzieckiem? Dla mnie taki sukinkot powinien cierpieć długo, bardzo długo, a nie kilka sekundy i koniec... dlatego właśnie nie jestem za karą śmierci. Sprawców osadziłabym w więzieniach, ale na innych, sroższych zasadach, żadnych wygód i ciężka praca na rzecz np. pokrzywdzonych przez niego i jeszcze na swoje utrzymanie, bo niby dlaczego ja mam płacić na niego?
Srogie kary bez możliwości przedterminowych zwolnień oraz wysoka wykrywalność plus resocjalizacja z prawdziwego zdarzenia - myślę, że to mogłoby być dobrym rozwiązaniem.

I na koniec może nasunąć się pytanie: Dlaczego więc tyle osób opowiada się za karą śmierci, skoro jest tak naprawdę nieskuteczna?
Odpowiedź jest prosta spełnia ona jedną (choć bardzo istotną) funkcję, a mianowicie zaspokaja społeczne poczucie sprawiedliwości. W myśl zasady ząb za ząb, życie za życie. Ta zasada jest tak silnie zakorzeniona w ludziach, że zawsze większość osób opowiadać się będzie, za tym rodzajem kary i uważać ją za lek na wszystko. Szkoda tylko, że on nie działa...

Jolka