EUTANAZJA - tak czy nie? Riposta
Ten tekst jest ripostą do wypowiedzi Grobla na temat eutanazji w
10nr AM.
>>Bowiem jeśli lekarze wykryją u Ciebie jakąś
nieuleczalną chorobę i dadzą Ci powiedzmy 3-4 miesiące życia
to czy warto żyć przez ten czas w nieustającym strachu bólu i
tylko myśleć o zbliżającej się wielkimi krokami śmierci?<<
Piszesz, Groblu, ze wedlug Ciebie, lekarz ma prawo do uśmiercania
osób nieuleczalnie chorych, oczywiście po ich uprzedniej
zgodzie. Ta sprawa ma wiele ważnych wątków, na które warto
zwrócić uwagę. Po pierwsze: kwestia określania potencjalnego
czasu życia. Nie wiem jak to się ocenia, ale lekarz też jest
człowiekiem, a jak wiadomo 'errare humanum est' - każdy sie może
pomylić. Nikt nie da sobie ręki uciąć, że zostało ci tyle właśnie
czasu.
>>Oczywiście znajdą się osoby, które powiedzą, że nie
warto lecz na 100% znajdą się i tacy, którzy powiedzą, że
warto żyć chociażby dla tych trzech miesięcy. Mogą oni np.
powiedzieć, że to Bóg dał nam życie i my nie mamy prawa żeby
je sobie odbierać. No więc jeśli Bóg jest taki wielki to
dlaczego skazał nas na uleczalną chorobę? <<
Po drugie: temat rzeka, czyli czy warto żyć dla tych kilku
miesiecy, lat itd... Tu oczywiście można usłyszeć głosy
zatwardziałych (lub i nie) katolików, lub ogólnie wierzących,
którzy to powiedzą, że Bóg dał nam życie i mamy (powinniśmy)
się nim cieszyć. Wierzę w Boga, choć nie określiłbym siebie
jako praktykującego katolika. Mimo wszystko uważam, że warto.
Dlaczego? Życie jest, jak każdy wie, nieprzewidywalne, o czym
można przekonać się na każdym kroku. Nikt nie potrafi
przewidzieć (są tacy, którzy twierdzą, że można...) co
stanie się z Tobą za pięć minut, czy powiedzmy jutro. Może
to troche nie na temat, ale na przykład cała fizyka kwantowa
(nie bójcie się, to nie wykład) opiera się na prawdopodobieństwie,
bo nie da się określić niczego dokładnie (vide zasada
nieoznaczoności), mimo wielu bardzo skomplikowanych wzorów. Ale
wracając do meritum. Mimo, że zostało ci pare miesiecy (ponoć
- to opisałem wyżej), to nie wiesz, czy w ciągu tych paru
miesięcy nie stanie się coś, co zmieni twoje życie. Wiem,
wiem - powiesz 'Co z tego, skoro mam tak mało czasu?' Ale, może
to zabrzmi troche brutalnie, lepiej jest żegnać się ze światem,
wiedząc że coś dobrego cię na nim spotkało, niż umierać
(mocne słowo?) ze świadomością, że właściwie nie wiesz, po
co się urodziłeś, chyba tylko po to, by doznać samych krzywd.
Z takim nastawieniem można zabijać dzieci(aborcja), żeby się
nie męczyły na tym najgorszym (najpiękniejszym?) ze światów.
Przepraszam, jeśli to drastycznie wyszło.
Co do odwiecznego problemu - czemu istnieje zło na swiecie,
skoro Bóg jest dobry. A nie sądzicie, że wtedy byłoby nudniej
:) Żartuje.
Jak już pisałem, nie jestem fanatykiem, więc nie będę
wypisywał tych wszystkich teorii, które można przeczytać np.
w katechizmach. Dla mnie Bóg nie jest jakąś wyimaginowaną
istotą mieszkającą w jakimś określonym punkcie na niebie (myślenie
ala babcia słuchająca Radia M.), ale to co nas otacza. Wszechświat
składa się z takich, a nie innych części i działa na takich
zasadach, że się to wszystko po prostu trzyma kupy (znaczy
razem :). Nie sądzicie, że to jest piękne? Mimo wszystko, żeby
to wszystko działało muszą istnieć rzeczy przeciwne - dla równowagi
(materia - antymateria). Być może dlatego istnieje zło. Nie
twierdzę, że to co tu napisałem jest tą Jedyną Prawdą, to
tylko moja opinia. Człowiek uczy się całe życie, więc może
znajdzie się ktoś, kto poprze moje twierdzenia, albo ktoś kto
je obali.
Ale miało być o eutanazji. Osobiście jestem zwolennikiem
teorii stoickiej - wszystko należy przyjmować ze spokojem i
rozwagą. Rozumiem oczywiście, że takiej wiadomości (zostało
panu ... życia) nie można przyjąc ze spokojem, bo to nie jest
w końcu informacja o filmie w TV. Ale chodzi mi o przemyślenie
decyzji o eutanazji. Bądź co bądź to decyzja na śmierć.
Powiesz, że to nie ty o niej zdecydowałeś tylko ślepy los/Bóg/pech.
Ale po co ją przyśpieszać?
Tak, oczywiście pozostaje kwestia bólu, czy też np. niemożliwości
poruszania się (częściowo, jak też w ogóle). To 'trochę'
przeszkadza w zastanawianiu się nad decyzją, w końcu ból nie
jest rzeczą przyjemną, ani tym bardziej ból, który ma trwać
nieznośnie długo. Nie wiem, co na to odpowiedzieć. Nie było
mi dane poczuć takiej udręki, o której myślałbym dzień i
noc, choć już trochę wiosen przeżyłem (19). Tak więc nie
wypowiadam się na temat bólu, bo nie chcę napisać czegoś głupiego.
>> Myślę, że eutanazja pod warunkiem jeśli jest
"usprawiedliwiona" powinna być zalegalizowana tak jak
ma to miejsce np. w Holandii. <<
Nie wiem, czy zgodzić się z twierdzeniem, że jest
usprawiedliwiona (jakkolwiek w cudzysłowiu). W sumie to na razie
zająłem się problemem, czy warto.
>>Jednak w polskim prawie jest nadal wiele niejasności, które
i tak w najbliższym czasie pewnie nie zostaną rozwiązane.<<
Ale z tego właśnie powodu (m.in.) nie chciałbym, aby w Polsce
eutanazja była zalegalizowana. U nas są takie problemy natury
prawnej, że nie dałoby się dokładnie określić, czy
eutanazja, w jakimś konkretnym przypadku, była
usprawiedliwiona. Nie da się przecież napisać listy typu
'1.Rak, 2.Stwardnienie rozsiane 3...' według której klasyfikowałoby
się eutanazję jako 'konieczną' czy też 'niekonieczną'.
Reasumując. Moje zdanie nie jest jednoznaczne. Uważam, że człowiek
jest kowalem własnego losu, więc powinien sam o sobie decydować,
ale z drugiej strony nie uważam, że warto eutanacji dokonywać.
Jak na razie działa sposób 'na wszelki wypadek tego nie róbmy',
ale jak widać niezbyt dobrze się sprawuje, skoro takie dysputy
się toczą. Sposób przeciwny 'niech sobie robią, co chcą' też
chyba nie jest dobrym rozwiązaniem, zbyt dobrze sprawdza się z
nadużyciami.
Nie znam złotego środka na rozwiązanie tego problemu, choć
zdecydowanie skłaniam się do nieuznawania eutanazji za legalną.
Jeśli jest ktoś kto ma inne zdanie od mojego, chętnie je
poznam.
Raistlin aka hera
PS. Jeśli kogoś uraziłem tym tekstem, to przepraszam - nie
taki był mój cel. Wyraziłem tylko swoje zdanie.
PS2. Dzieki dla Grobla za zachętę do sięgnięcia po klawiaturę.
PS3. Jest to mój pierwszy txt (art?) do AM (zresztą w ogóle),
więc ewentualne bluzgi kierować tylko po uwzględnieniu tego
PSa :).