Larry 7 PL



Grę Larry 7 PL przeszedłem już kilka razy wię postanowiłem się z wami podzielić przeżyciami.
Zaczynasz w hotelu z fajną panienką. Wydaje ci się że to najlepsza noc w twoim życiu. A tu nagle ona zakłada ci kajdanki i wychodzi z twoją kasą. Mało tego na pościel rzuca niedopałek papierosa i kkołdra zaczyna płonąć. Wszafce po prawej jest igła, musisz ją wziąć. Jednak sama igła nie wystarczy, trzeba jeszcze ją skrzywić za pomocą obcęk, które leżą na szafce z lewej strony. Wchodząc w inwentarz klikasz lewym przyciskiem myszy na igłę > urzyj > obcęgi. Uff udało się, a już było badzo gorąco. Jednak to nie koniec, teraz musisz wydostać się z hotelu. Wtym celu na oszklonych drzwiach m,usisz użyć polecenia inne > stłucz. Na dole już czekają strażacy, zachęcając cię do skoku. Po drodze znajdujesz jeszcze bilet na tygodniowy rejs statkiem.
Teraz zaczyna się właściwa przygoda. Po wejściu na pokład dostajesz kajutę. Świetny pokój, zawsze o takim marzyłeś... czy aby na pewno? Zacząłem od naprawienia spłuczki. Najpierw wyjąłem z rury u dołu ekranu po prawej silikon. Z kajuty zabrałem jeszcze papier toaletowy (później się przyda). Następnie poszedłem na górny pokład (tam gdzie jest Jancia) i wziąłem wąż strażacki. Wróciłem do kajuty i przymocowałem go do otworu nad schodami. Wreszcie spłuczka działa. Dostałem kila punktów i poszedłem dalej.
Następnie udałem się do biblioteki. Przeczytałem kilka książek i porozmawiałem z bibliotekarką. Zapytałem ją o książkę o seksie (Inne > Seks) i gdy zaczęła sprawdzać coś w komputerze zabrałem jej klej (fajnie się nazywa - Organ w ustach). Porozmawiałem jeszcze trochę i poszedłem na basen. Dostałem fajne gatki i zacząłem rozmawiać z Gosią. Zapytałem ją o jej książkę. Na początku nie chciała mi jej pożyczyć. Zaczęliśmy rozmawiać o jednym z bohaterów książki którą przeczytałem w bibliotece. Chciała omówić ze mną wszystko w mojej kajucie, ale niestety nie miała ubrania, a walizka została w ładowni. No cóż, mówi się trudno. Pochodziłem trochę po statku i wróciłem z powrotem na basen. Tym razem Gosią już pożyczyła mi tę książkę. Przejrzałem jeszcze gazetę, która leżała na stoliku i poszedłem do biblioteki. Znów zapytałem o książkę i tym razem gdy Wiki się odwróciła zabrałem jej lekturę leżącą na jej biurku. Wszedłem w inwentarz, z książki zabranej zdjąłem obwolutę i założyłem ją na książkę pożyczoną od Gosi. Gdy bibliotekarka się odwróciła z powrotem musiałem oddać jej książkę. Zawstydzony odszedłem jednak gdy wróciłem ponownie Wiki zmieniła się w prawdziwego wampa, a to za sprawą książki którą jej podłożyłem. No w sumie nic dziwnego skoro książka nazywała się "12 erotycznych prac Herkulesa". Po krótkiej rozmowie Wiki wciągnęła mnie za biurko i... (domyślcie się). Do kajuty musiałem wrócić nago. No ale nic, przynajmniej mam więcej punktów.
Następnie spróbowałem swoich sił w Mistrzu miłości 2000. Niestety bez żadnych wyników. Poszedłem więc jeszcze raz do biblioteki bo którz inny zna się tak na miłości jak nie Wiki. Namówiłem ją aby wzięła za mnie udział w konkursie. Zgodziła się, ale nie odrazu. Zaprowadziłem ją na miejsce włożyłem kartę punktacyjną i... nabiła mi 1000 punktów bijąc dotychczasowy rekord. Pierwszą konkurencje miałem zatem zaliczoną.
Gdy trochę ochłonąłem poszedłem do restauracji. Porozmawiałem z kucharzem i zamówiłem Świnię 2000, po chwili kolejną, a następnie jeszcze jedną. Okazało się, że skończyły się zapasy i kucharz musiał iść do kuchni po więcej. Korzystając z okazji podprowadziłem mu nóż, a z lampki wykręciłem żarówkę. Odszedłem zadowolony i na stole obok zauważyłem sos fasolowy. Mniam to mój ulubiony. Najadłem się tego bardzo dużo, aż zacząłem wypuszczać gazy. No należałoby przestać więc poszedłem do kasyna. Bezskutecznie próbowałem przyłączyć się do gry. Przez przypadek kliknąłem na siebie i zauwżyłem nawą opcję > wypuść gazy. Po fakcie w kasynie nie było już nikogo. Zabrałem się zatem do gry. Niestety tu także nie szło mi najlepiej. Zrezygnowałem i poszedłem do pomieszczenia gdzie znajdowały się dwie rzeźby, po lewej chyba Dawid Michała Anioła, a po prawej Wenus z Milo. Kliknąłem na Wenus i wybrałem patrz. Ta rzeźba zbudowana jest z kości do gry. Wziąłem sobie dwie kostki, przecież nikt nie zauważy. Niestety po moim wyczynie rzeźba zawaliła się. Czymprędzej z tamtąd uciekłem. Wróciłem po kilku chwilach, wszedłem po drabinie na górę zawalonej rzeźby i ze skrzynki ukradłem śrubokręt.
Potem poszedłem do kasyna. zacząłem grać pytając najpierw czy mogę grać własnymi kośćmi. Gość powiedział, że moje kości się kleją. No to ja wchodzę do inwentarza i na kośćiach używam szorstkiego papieru do... eee znaczy toaletowego. W wyniku tego otrzymałem kości oszlifowane. Zacząłem grać na nowo i gdy od faceta dostałem kostki kliknąłem na stół i użyłem własnych kości. Zaczęły się wygrane, jedna za drugą. Po chwili do stołu podeszła elegancka pani i zaproponowała mi grę w kości rozbierane. Zgodziłem się chociaż o grze nie miałem zielonego pojęcia. W jej kajucie usiedliśmy do stolu i zaczęliśmy grać. Nie szło mi najlepiej. Nie wiedziałem o co chodzi. Po chwili zorientowałem się na tyle, że zacząłem wygrywać (na ekranie widzisz dwa kubeczki jeden twój, a drugi jej. W twoim kości są widoczne. Po każdym rzucie ona obstawia liczby na przykład cztery piątki, widać to na dole ekranu. No to ty patrzysz czy masz jakieś piątki u siebie, możesz mieć też kropki, które zastępują każdą cyfrę. Jeśli masz jakąś piątkę to podbijaj o jedna lub dwie piątki więcej. Jeżeli nie masz to też podbijaj, może ci się poszczęści. Jeśli natomiast ona obstawi np. cztery szóstki, a ty u siebie widzisz co najmniej trzy i jeszcze do tego powiedzmy jedną kropę to sprawdzaj ją. Sprawdzamy klikając "czelendż", a po podbiciu stawki "bet". Można posunąć się do małego oszustwa. Po każdej wygranej partii zapisuj grę i po ewentualnym niepowodzeniu wznawiaj) Po wygranej grze podała mi coś do picia. Tylko, że z domieszką jakiegoś proszku. Zresztą nie ważne bo efekt był czadowy. Zostałem zwycięzcą w konkursie na najlepszego hazardzistę.
Kolejnym moim celem był konkurs na najlepiej ubranego faceta. Poszedłem do projektantki, która nie miała żadnego pomysłu. Nasunąłem jej na myśl poliestrowe garnitury. Tylko nie miałem materiału. Poszedłem więc na mostek i za pomocą śrubokrętu rozkręciłem skrzynkę. Potem zszedłem do pokoju tylko dla personelu. Był pilnie strzeżony, ale drzwi były nie domknięte więc wystarczyło wybrać inne i popchnij (lub pchnij). Obok mikrofalówki leżał kabel. Wziąłem go. Zabrałem również żel, który znajdował się na lewo od kabla. Wróciłem na mostek i zamocowałem w skrzyncę kabel. Teraz poczekałem aż spiker ogłosi pierwszy komunikat (trochę długo to trwało) i poszedłem z powrotem na mostek. Wszedłem na żagiel i za pomocą noża wyciąłem kawałek żagla. Żagiel się zwinął i musiałem przeczekać zawinięty przez dwie doby. Z kawałkiem materiału udałem się do projektantki i użyłem na niej poliester. Znów do kajuty musiałem wracać nago. Następnie już w garniturze poszedłem jeszcze raz do projektantki, ale tym razem drzwi były zamknięte. Wisiała jednak na nich kartka. Przeczytałem ją, miałem spotkać się z partnerką na zapleczu. Wszedłem w tylnie drzwi i okazało się, że jestem na wybiego dla modeli i właśnie prezentuje najnowszy krzyk mody - poliestrowe garnitury. Po skończonym przedstawieniu do kajuty znów musiałem dojść goły. Przebrałem się i poszedłem do pomieszczenia, w którym odbywał się konkurs na najlepiej ubranego faceta. Odpiąłem robotowi rozporek (ach ci programiści i animatorzy... to ma być śmieszne?) aby sprawdzić swoją kartę punktacyjną. Tym razem okazało się, że jestem najlepszy.
Trochę później poszedłem porozmawiać z Dzbanuszkami, gwiazdami disco z pola. Dowiedziałem się, że będą występować podczas rejsu. No to poszedłem do sali ze sceną. Na jej końcu było zejście. Poznałem tam gościa sprzedającego drinki. Poprosiłem o ulubiony napój Gosi - zajebiście wielką erekcję. Gdy Johnny poszedł mieszać drinka odszedłem na chwilę i zajrzałem do pokoju obok. Na toaletce obok lustra leżał dezodorant w takim opakowaniu jak silikon z mojej kajuty. No to użyłem na dezodorancie silikon podmieniając w ten sposób oba przedmioty. Później wcisnąłem guzik na półce z płytami. Wyszedłem i wypiłem drinka. Zamówiłem to samo jeszcze raz i tym razem wszedłem na górę po schodkach. Znajdowała się tam lampa. No to ja ją otworzyłem (zbiłem) i wkręciłem tam swoją żarówkę. Zszedłem na dół, wypiłem drugiego drinka i poszedłem pospacerować się po statku. Po jakimś czasie poszedłem jeszcze raz na scenę i właśnie odbywał się koncert Dzbanuszków. Poprosiły mnie na scene i zaczął się pokaz. Żarówka, którą umieściłem w reflektorze dawała więcej ciepła niż światła więc dzbanuszki zaczęły się rozbierać :) dalej już chyba wiecie (powrót do kajuty w znanych okolicznościach). Wróiłem na miejsce występu. Scena była już pusta więc wziąłem lampki i pilota, który leżał na stoliku po przejściu na lewą stronę sceny. Następnie udałem się w miejsce skąd zabrałem kostki i śrubokręt, czyli pod zburzoną przeze mnie rzeźbę. Wszedłem na górę i na kolcu wystającym z sufitu zamocowałem lampki. Poszedłem spróbować swoich sił w konkursie rzucania podkową. Wszedłem w inwentarz i włączyłem pilota. Wziąłem podkowy i rzuciłem. Jedna po drugiej wpadły na pręt. Wygrałem!
Poszedłem do Janci i zapytałem się jej o chłopca okrętowego. Wskazała mi pokój tylko dla personelu. Udałem się tam i otworzyłem szufladę (druga od dołu po lewej stronie) po kod musiałem jeszcze raz iść do Janci. Po rozmowie z Extwzs... coś tam kupiłem od niego zdjęcia. Później jeszcze raz do Janci, powiedziała mi ona że Xqwasty... chciałby mieć paszport żeby uciec do USA. W inwentarzu za pomocą kleju połączyłem karte identyfikacyjną ze zdjęciem i poszedłem do recepcjonisty. Zapytałem o paszport i użyłem na nim karty sklejonej ze zdjęciem. Dostałem paszport, z którym z kolei wróciłem do Xzqwzs... i uzyłem na nim paszportu. Ten po obejrzeniu paszportu uciekł zostawiając klucz uniwersalny. Wziąłem klucz ze sobą. Rozejrzałem się jeszcze po pokoiku i na kratce wentylacyjnej urzyłem śrubokrętu. Po chwili wdrapałem się do szybu i zacząłem się czołgać do przodu. Przeniosłem się do ciemnego pomieszczenia z ktorego dochodziły miłe dla mnie dźwięki. Czym prędzej rozebrałem się i ruszyłem do akcji. Jednak w tym momencie ktoś zapalił światło i okazało się, że jestem na degustacji jakiegoś tortu. Wywalili mnie za drzwi i znów do kajuty musiałem wracać w stroju Adama. W kajucie czekała na mnie dama w czerni. Po krótkiej rozmowie uszczęśliwiła mnie i poszła wycierając usta chusteczką. Zabrałem chusteczkę i poszedłem do restauracji. Na końcu sali były drzwi, których wcześniej nie można było otworzyć. Po wejściu tam okazało się, że to właśnie to pomieszczenie , z którego przed kilkoma chwilami wyleciałem. Zajrzałem pod drugie krzesło od lewej i wziąłem polisę ubezpieczeniową. W inwentarzu przeczytałem ją dowiadując się o spadkobierczyni fortuny właściciela statku.
Poszedłem do recepcji i zamówiłem rozmoę z pokojem właścicieli. Odebrał jakiś źle zakonserwowany staruszek i mnie spławił. Poprosiłem recepcjonistę, aby sprawdził stan mojego konta. Gdy odszedł spojrzałem na telefon po czy wcisnąłem przycisk na jego obudowie. Wywołał się ostatnio wykręcany numer. Dowiedziałem się wjakim pokoju mieszkają państwo Boning. Przeszedłem przez pierwsze drzwi, poprawiłem fryzurę i wszedłem w drugie drzwi. Znalazłem się w pomieszczeniu z łóżkiem w którm leżało jakieś zgrabne ciało (na pierwszy rzut oka). Wspiąłem się na łóżko i szybko załatwiłem sprawę. Jednak przerwał mi ktoś wchodząc do pokoju i zapalając światło. Okazało się, że ciałem które właśnie wykorzystałem był starszy pan Boning. Z nadmiaru emocji chyba wykitował. A pani Boning wywaliła moje rzeczy przez okno. Po przebraniu się w kajucie wróciłem do rezydencji państwa Boning. Tym razem nie poskutkowało zwykłe otworzenie drzwi. Musiałem zadzwonić. Otworzyła mi dama w czerni. Chciała mnie szybko spławić więc wybrałem inne i wpisałem ubezpieczenie. To zmieniło postać rzeczy i od razu zaczęł być dla mnie miła. Już myślałem, że za chwilę zaprosi mnie do środka celem kopulacji, gdy zostawiła mnie z workiem pełnym pieniędzy.
Teraz Mistrz kuchni. Najpierw do kuchni po garnek, sól i rybę zawiniętą w gazetę. Ryba okazała się nieświeża więc ją wyrzuciłem zostawiając sobie gazetę, na której zapisany był przepis. Poszedłem na górny pokład tam gdzie Jancia i przeszedłem do ekranu najbardziej na lewo (tam gdzie facet bawiący się balonikami). Z "odbytu" roślinki wyjąłem dwa owoce - kumkłaty. Poszedłem jeszcze do Johnnego i zamówiłem sok cytrynowy. Nie chciał mi dać tłumacząc, że nie ma go w menu. No to ja wziąłem drinka, tylko że bez alkoholu i wszystkich dodatków co dało mi sok cytrynowy. Następnie zszedłem do dolnej ładowni, otworzyłem drzwi za pomocą uniwersalnego klucza i na klatce z bobrami urzyłem kotła. Po chwili miałem garnek pełen bobrzego mleka. Do przepisu brakowało mi tylko śluzu. No to poszedłem do tylnej ładowni (drzwi - klucz uniwersalny) i znalazłem walizkę Gosi. Na basenie użyłem na niej walizkę i po chwili była u mnie w kajucie. Chciała się tylko wykąpać. Jednak trwało to bardzo długo więc spuściłem wodę. Gosia wściekła wybiegła spod prysznica i więcej jej nie widziałem. Za to po jakimś czasie koło prysznica pojawił się śluz. Zabrałem go ze sobą do kuchni i wymieszałem wszystkie składniki w mikserze (bobrze mleko, sok cytrynowy, śluz i sól). Następnie pokroiłem kumkłaty i połączyłem z powstałym serem. Poszedłem do jury. Nie smakował im jednak mój przysmak. Poszedłem do kajuty tam gdzie grałem w kości i ze stolika wziąłem proszek orgazmiczny. Połączyłem ciasto z proszkiem i teraz poczęstowałem jurorów. Skutku można się chyba domyślić?
Kręgle. Zszedłem do ładowni gdzi podawarki ustawiały kręgle. Za plecami miałem małe drzwi. Otworzyłem je i w środku rozpyliłem dezodorant. Następnie w inwentarzu na chusteczce użyłem żelu KY. poszedłem pograć w kręgle. Chusteczką chwyciłem kulę, a dalej poszło jak z płatka.
Wszystkie konkursy miałem już wykonane. Udałem się więc do kajuty pani kapitan. Właśnie wynoszono zwycięzce z zeszłego tygodnia. Przez chwilę nie wiedziałem czy dobrze robie, ale wszedłem do środka. Pani Kasia zaczęła mnie zbywać jakimiś tekstami, że to niby jakaś pomyłka, że nie mogłem wygrać konkursu na Mistrza Miłości 2000 i wogóle. No to ja biorę inne i piszę ubezpieczenie. Znów poskutkowało. Teraz jeszcze tylko używam certyfikatu na ciele pani kapitan i mogę rozkoszować się odgłosami dochodzącymi z muszli pani kapitan. Tylko, że ja te odgłosy już gdziś słyszałem, hej i znów na rękach mam kajdanki! To już koniec gry, możemy dać jeszcze się nabrać na mały dowcip od twórców gier (że niby format c:) i automatycznie wychodzimy do Windowsa.

olek-olek

Aha i bym zapomniał to co tutaj opisałem pozwala szybko przejść grę, a tak naprawdę to jest w niej ukrytych tyle ciekawych smaczków, że trzeba by co najmniej miesiąca by wszystkie je odkryć, no i zebtać wszystkie ogóry :). Jeśli ktoś ma jakiekolwiek pytania czy sugestie dotyczące tej świetnej gry to niech pisze na adres olek15@box.ids.pl