Recenzja Hitman- Codename 47.
"Wake up, wake up my friend...". Nie wiadomo skąd dochodzący głos z dziwnym akcentem obudził mnie. Łeżałem na łóżku a pasy którymi zwykle byłem przywiązny, tym razem nie krępowały moich rąk. Wstałem i zgodnie z poleceniem zmieniłem ubranie na czarny garnitur. Nie wiedziałem o co chodzi, ale coś pchało mnie do wykonywania tych wszystkich poleceń. Otaczające mnie ściany "zrobione" były z materacy. To dla mojego zdrowia i bezpieczeństwa. Taki byłem- wyprany z uczuć, zamknięty w odosobnieniu gdzie nie stwarzałem zagrożenia dla społeczeństwa.
Jednak teraz nadchodzi mój czas, będę mógł robić to, co potrafię najlepiej. Dla mnie żadna misja nie będzie niewykonalna, nikt i nic nie stanie mi na przeszkodzie...
Tak moim zdaniem po krótce przedstawia się fabuła jednej z lepszych gier w jakie ostatnio grałem- Hitman Codename 47. Jest to historia płatnego zabójcy, lecz nie wygląda to jak Quake III. W tej grze naszymi sprzymierzeńcami są bystrość umysłu, dobry pomysł i przede wszystkim umiejętność niepozostawienia śladów po "mokrej" robocie. Pracę rozpoczynamy rok po ucieczce ze szpitala, o którym wspomniałem wcześniej, w Hong Kongu w Chinach . Póżniej przyjdzie nam pracować jeszcze w dżungli kolumbijskiej- w Valle del Cauca, na Węgrzech- w Budapeszcie, i jeszcze w holenderskim Rotterdamie.
W Chinach naszym nadrzędnym zadaniem jest zabicie Lee Honga, szefa gangu Czerwonego Smoka. Ma nam w tym pomóc próba wywołania wojny pomiędzy Red Dragon i Blue Lotos, gangami w sumie chyba zaprzyjażninymi, lub przynajmniej żyjącymi w zgodzie. Jednak nie jest to tak proste, bo jak widzimy na filmikach, na swoim laptopie, gdzie dostajemy wszystkie informacje potrzebne do wykonania zadania, oraz gdzie dokonujemy zakupu broni, nawet policja trzyma z naszym wrogiem. Wrogiem? A może raczej celem...
Po pokonaniu Lee Honga przenosimy się do lasu deszczowego w Kolumbii. Tam musimy powstrzymać narkotykowego króla. Nie będzie to zadanie łatwe, gdyż przebywa on w dobrze strzeżonym obozie, w tymże lesie. Do obozu na pewno nie możemy się dostać żadnym oficjalnym wejściem, ze względu na straże. Czy to się nam powiedzie? Zależy już tylko od sprytu gracza ijego inwencji.
Zadanie przygotowane na Budapeszt jest bardzo ważne dla świata, który jednak nie wie o niczym. W węgierskim hotelu spotykają się liderzy najważniejszych państw na konferencji pokojowej. Jednak to by było zbyt piękne, więc na horyzoncie pojawia się kolejny cel naszych działań- austriacki terrorysta Franz Fuchs. Konstruuje on bombę z bardzo grożnej substancji chemicznej. My musimy nie dopuścić do jej detonacji, która bez problemów zniszczy cały budynek.
I (niestety) ostatnie miasto. Holenderski Rotterdam. Tu musimy stawić czoła niejakiemu Arkadijovi Jegorovi, Rosjaninowi z pochodzenia. Z pewnego żródła ma on plany broni i głowic nuklearnych. Chce te plany odsprzedać jakiemuś dyktatorowi, pozbawionemu skrupułów. Umowa ma zostać zawarta w przyszłym tygodniu. W tym czasie Arkadij uzbraja na swe potrzeby lokalne gangi. Agencja, dla której pracujemy, wie, że policja szuka Jegorova, lecz ten jest w dobrze strzeżonym porcie. Znalezienie go i odzyskanie planów może nawet uratować świat.
Gra ma świetną grafikę, jest dopracowana w każdym najdrobniejszym szczególe. Ogólne wrażenie może popsuć jedynie przenikanie obiektów przez tekstury. Jednak gdy idziemy ulicą, a większość straży i cywilów spogląda na nas podejrzliwie, to już nie mamy zbyt wielu powodów do marzekań. W trakcie wykonywania zadania najważniejszą sprawą jest unikanie podejrzliwych spojrzeń, gdyż cywile, zaalarmowani podejrzanym zachowaniem, natychmiast zwracają na ciebie uwagę pobliskich strażników. Tak więc naszym sprzymierzeńcem jest tylko nasz cień i cisza. Poza grafiką sporym plusem gry jest klimat, który przyciąga do komputera na długie godziny. Doskonała muzyka pogłębia już i tak wielką tajemniczość... Więc gorąco polecam tę grę miłośnikom myślenia i nie tylko. Kolejnym z plusów, o którym zapomniałem jest ogromna dbałość o szczegóły. W ogólnym podsumowaniu gra wypada u mnie na 9+. Nie znalałem większych minusów w grze, lecz nie mogę tego stwierdzić obiektywnie, gdyż gra zafascynowała mnie od samego początku.

Błaniu