I don't like the drugs, but the drugs like me...
"Narkotyki" - na to hasło matki wołają dzieci do
domu i zabijają okna deskami. I bardzo dobrze! Dragi, tak jak
pornografia i alkohol (swoja drogą też narkotyk, ale o tym później)
nie są dla dzieci. Nie podlega to dyskusji. Ale nie to mi
chodzi. Więc "o co chodzi?" jak to mawia Dj Polak.
Chodzi mi o stosunek większości ludzi do narkotyków. Nie mam
zamiaru przekonywać nikogo, że prochy to super sprawa, że nie
szkodzą i w ogóle "chodźmy ćpać". Moim celem jest
wypowiedzenie się na temat narkotyków, prawa, legalizacji i
opinii społeczeństwa na ten temat.
Zacznę, więc od początku. Od czasów na napływu plemion
barbarzyńskich na teren dzisiejszej Europy (wtedy ziemie należące
do cesarstwa rzymskiego). Już tamte ludy znały bardzo popularną
dzisiaj "trawkę". Np. starszyzna Scytów zbierała się
w namiotach, w których palono w ognisku konopie. Wszystko miało
charakter religijny, w tym właśnie celu (osiągniecie kontaktu
z duchami przodków i takie tam:) ludzie od wieków używali różnego
rodzaju środków wywołujących halucynacjie i poczucie innego
stanu świadomości - pejotl, opiaty, grzyby halucynogenne itd.
Narkotyki zrobiły do dziś duża kariere, używano i używa się
ich jako lekarstwa, afrodyzjaku czy po prostu dla frajdy. Nie będę
tu opisywał dokładnie, czym są narkotyki - takie informacje
nietrudno znaleźć choćby w książkach medycznych.
Chcę zwrócić uwagę na to, że ludzie prowadzący krucjatę z
narkotykami nie zaliczają do narkotyków ALKOHOLU I PAPIEROSOW.
Tak! Alkohol i fajeczki to też narkotyki. O ile papierosy to
szkodliwe nie powodujące żadnych "efektów" oprócz
raka płuc gówno, to alkohol niewątpliwie środek zmieniający
percepcje, tok myślenia, powodujący zmianę zachowania i UZALEŻNIAJĄCY.
To po prostu narkotyk, tyle, że legalny. Już słyszę, że od
alkoholu się nie umiera - a ja mówię, że umrzeć można nawet
od marchewki, wystarczy że zje się jej za dużo (naprawdę dużo)
i jesteś "gotowy" (chyba, że jakiś Bugs z ciebie:).
Gdy wypijesz za dużo etanolu to umrzesz - gdy wypalisz kilogram
opium też zgon. Oczywiście granica w przypadku narkotyków bywa
różna, żeby umrzeć od marihuany trzeba wypalić kilka
kilogramów za jednym razem (i śmiać mi się chce jak starsze
panie w autobusie opowiadają jak to 'tamten z długimi włosami
umarł bo się tyj majohumany spróbował"). Ale w przypadku
ciężkich narkotyków to nie żarty, jedna "działka"
może być śmiertelna. Ludzie walczący z narkotykami nie
przyjmują do wiadomości, że alkohol i papierosy to narkotyki,
które szkodzą najbardziej - a to dlatego, że są ogólnie dostępne.
Nie okłamujmy się, każdy 10-latek może sobie załatwić
"ramkę fajek i jabola". Taki "ich bin dobry
catollico" ojciec rodziny stwierdzi, że pełno tych dilerów,
co śmierć sprzedają i pójdzie do baru narąbać się do
nieprzytomności (a jak wróci to pobije żonę bo zupa była za
słona). No dobra przesadzam, ale to tylko przykład mający za
zadanie podkreślić ignorancje ludzi. I nie chodzi mi tu o obronę
narkotyków, ale o hipokryzje społeczeństwa. Alkohol to też
narkotyk i tyle, lecz nie usłyszycie, ani nie przeczytacie o tym
w żadnych mediach. I tego nie rozumiem, może za wszystkim stoją
wielkie koncerny produkujące alkohol albo papierosy, pojęcia
nie mam.
Kolejna sprawa to tzw. narkotyki lekkie (miękkie) i mocne
(twarde). Do narkotyków miękkich zwykło się zaliczać
marihuanę (a więc i haszysz), amfetaminę, lsd itd. Oznacza to,
że uzależnienie przychodzi po dosyć długim okresie zażywania,
te używki mają też słabsze działanie. Z racji tego są
popularne i stosunkowo łato dostępne. Natomiast heroina,
kokaina, opium itd. To naprawdę niebezpieczne sprawy. Uzależnienie
przychodzi szybko (ale to dosyć indywidualna sprawa) i mają
silne efekty działania. Szczerze mówiąc to moje zdanie o
twardych dragach brzmi: TRZYMAJCIE SIĘ OD TEGO Z DALEKA. Powinny
być całkowicie zakazane.
Z wypowiedzi przeciwników miękkich narkotyków wynika, że głównym
zarzutem przeciwko nim jest to, że "od nich się
zaczyna", natomiast z argumentami potępiającymi je same w
sobie się nie spotkałem. Wszystko zależy od ludzi. Można pić
piwo z kumplami i to nie znaczy, że skończysz jako alkoholik
popijający "wódkę jagodówkę" (denaturat) i śpiący
na ulicy. I jeszcze jedna sprawa: często się słyszy, że
narkotyki powodują agresje - pod ich wpływem popełnia się
morderstwa itd. Otóż miękkie narkotyki NIE WYWOŁUJĄ AGRESJI
- NIGDY NIKT NIKOGO NIE ZABIŁ POD ICH WPŁYWEM. A o ilu
przypadkach zabójstwa pod wpływem alkoholu słyszeliście? Człowiek,
który "ściągnął dyma" grassu nie jest w stanie
skrzywdzić muchy - wtedy po prostu jest do wszystkiego super
przyjaźnie nastawiony.
Jak wiecie, niedawno weszła w życie ustawa zabraniająca
posiadania jakiejkolwiek ilości narkotyku. Wcześniej obowiązywał
przepis zezwalający na posiadanie małej ilości lekkich
narkotyków do użytku własnego. Przepis zmieniono i zrobiono
wielki błąd. Jest to próba walki z dealerami, jednak ustawa
uderza przede wszystkim w młodych ludzi, którzy nie są jakimiś
ćpunami, a chcieli tylko spróbować "jak to jest".
Taki człowiek załatwi sobie przez kumpli grama marihuany albo pół
i chce się dowiedzieć, spróbować. I kiedy wpadnie ma być za
to wsadzany do więzienia, całe jego życie ma zostać przekreślone,
bo chciał zapalić jointa? A może ktoś mu to podrzucił? Ale
policji to nie obchodzi do paki i już! A co do dealerów to nie
tu trzeba uderzyć, jeżeli chce się rozprawić z narkotykami,
dealerem może być każdy i na miejsce jednego przyjdzie dwóch
następnych. Naprawdę liczą się tylko hurtownicy, dostawcy, którzy
obsługują zwykle całe miasto (wyjątek to duże miasta wojewódzkie
- tam zwykle działa kilka takich "firm", ale i tak
wszystko zależy od układów w półświatku przestępczym). Goście
hodujący konopie w doniczkach to płotki, zwykle działającą
na skale podwórka. Poważnymi interesami zajmuje się mafia.
I tu powiem, że najlepszym wyjściem byłaby LEGALIZACJA miękkich
narkotyków. Jak powszechnie wiadomo nabyć lekkie narkotyki
legalnie można w Holandii. Tam legalizacja weszła w życie
kilka lat temu i wcale nie widać żeby kraj ten różnił się
czymś od reszty europejskiej czołówki. Liczba narkomanów nie
wzrosła gwałtownie, ludzie nie muszą płacić jakimś dilerom
i nie nabijają kabzy bossom świata przestępczego. W Polsce
takie rozwiązanie byłoby bardzo dobre, ale na razie niemożliwe
- trzeba by było wprowadzać legalizację stopniowo. Ale w końcu
ukręciłoby to łby narkotykowemu półświatkowi. Miękkie to główne
źródło zysków tych "firm" - handel twardymi się
nie opłaca (ale przemyt na zachód tak) - mało jest na to chętnych
(i dobrze).
Mój stosunek do wszelkich użytków zawiera się w haśle
"wszystko jest dla ludzi". Jak ktoś chce to proszę
bardzo za to nie możne karać, ale postępuje na własne ryzyko,
musi zdawać sobie sprawę ze skutków. Nikogo nie zachęcam to
prywatna sprawa.
Chciałbym zaznaczyć, że nie jestem jakimś ćpunem, który to
wszystkiego próbował. Oświadczam, że ja NIE BIORĘ ŻADNYCH
NARKOTYKÓW, nie dlatego że uważam je za zło wcielone czy coś
- po prostu nie mam na to ochoty, nudzi mnie to. Nie mam jakiegoś
olbrzymiego doświadczenia w tej sprawie. Od czasu do czasu, na
imprezie "or something" fajnie jest "przypalić",
ale na dłuższą metę to męczące i niezdrowe (jak wszystkie używki).
I jeszcze jedna sprawa: nigdy NIE PRÓBOWAŁEM TWARDYCH NARKOTYKÓW
i nie mam zamiaru.
Komentarze, polemiki mile widziane. Jeżeli ktoś się nie zgadza
z moją opinią na ten temat - niech przytoczy kilka sensownych
argumentów, z chęcią wezmę je pod uwagę. Zainteresowanym
polecam serwis Hyperreal (hyperreal.pl).
rage vel Paul Atryda
Można mnie znaleźć na ircu na #Ostrowiec
Do Qn'ika:
To dość trudny temat, ale to mój pierwszy i chciałem mieć
efektowne wejście:). Mam nadzieję, że nie będzie żadnej
cenzury. Z napisaniem do AM nosiłem się od bardzo dawna (tiaa
od czasów, w których AM był tylko Twoim listem do CDA
zamieszczonym na kompakcie:).
Cenzury brak, napiszę tylko od
siebie dwa słowa. 1 - alkohol to nie narkotyk, nie wszystko, co
uzależnia jest narkotykiem (co nie oznacza, że nie wiem, że
alkohol może być groźniejszy od miękkich narkotyków). 2 - ja
jestem przeciw legalizacji (ale to już byłby dłuższy wywód)
i popieram nową ustawę, bo wbrew temu, co mówisz, tych
"drobnych" może ona tylko zniechęcić do sięgania po
jakiekolwiek narkotyki - tak naprawdę policja, poza
przestraszeniem, nie stosuje większych sankcji (gadka o
wsadzeniu do więzienia i zniszczeniu komuś życia jest więc...
niezbyt mądra:).
Qn`ik