BAJECZKA O PIRATACH



Plywal raz sobie po morzach i oceanach stateczek, ktory swa bezczelnoscia draznil wszystkich. A to zaczepil o lotniskowiec i podwedzil dwa samolociki, a to udajac gore lodowa zatopil Titanica, a to znowoz caly transport bananow na dno puscil. Na maszcie jego dumnie powiewala czarna flaga z biala plama po srodku, do zludzenia przypominajaca trupia czaszke. Nikt nie smial wchodzic w droge temu malemu szkodnikowi, a gdy tylko w dali ujrzano powiewajacy na wietrze kawalek czarnej szmaty, czym predzej zmieniano kurs by nie doswiadczyc spotkania z malym upiorem. Jednako zdarzali sie i tacy, ktorzy koniecznie chcieli ukrucic ten proceder. Wszystkie proby powstrzymania rozbojnika, konczyly sie jednak na ostrym laniu, jakie dostawali osobnicy, ktorzy wykazali sie odwaga i stawali burta w burte z malym wampirem. Plywala wiec sobie ta pirania dalej po morzach i oceanach, z nikim sie nie liczac i na nikogo uwagi nie zwracajac.
Ale ilez mozna plywac??? Ilez mozna rum pic??? Ilez nowe statki lupic??? Moze jeszcze by i dlugo mozna, ale jaka z tego przyjemnosc skoro nikt nie ma odwagi podniesc nan reki??. Postanowiono przejsc na emeryture. Zawinal wiec maly kanibal do zacisznej przystani, a zaloga wyszla na brzeg i po raz ostatni napila sie zrabowanego rumu. Przy ognisku, w blasku gwiazd, z dzikim sentymentem, zegnala zaloga swoj dotychczasowy dom - morze. Szkielet statku lsnil w poswiacie cudownie swiecacego ksiezyca. O polnocy dokonano symbolicznego spalenia flagi i cala wielka rodzina poszla w rozsypke. Rozeszli sie na cztery strony swiata, i wszelakie strony tych stron :)), przyzekajac sobie dozgonne milczenie. Nastaly lata spokoju i ciszy. Statki juz bez obaw przemierzaly morskie przestrzenie. Strach minal.
I wszystko byloby dobrze, gdyby nie glupi zew krwi, ktory odezwal sie w wilkach morskich po kilkudziesieciu latach. Spotkali sie wiec w miejscu, w ktorym widzieli sie po raz ostatni, odkurzyli swojego malego szatana, zatkneli na maszcie nowa lsniaca flage uszyta przez zone kapitana i wyplyneli na morza i oceany. I zaczelo sie wszystko od poczatku. Niestety teraz przybralo to jeszcze wieksze rozmiary. Przez bowiem tych kilkadziesiat lat naplodzili weterani mnostwo dzieciakow, ktore przystosowane do zycia ladowego, niczym szarancza zaczely opanowywac bazary, targi itp. Ojcowie nadal na swym niezniszczalnym demonie przemierzali blekity wod, niszczac to co spotkali na swej drodze. A ze nie spotykali zbyt wiele, a raczej zbyt wiele nie byli w stanie dogonic(technika znacznie posunela sie do przodu przez te kilkadziesiat lat, a ich stateczek nie mial zbyt duzych mozliwosci), to tez i niezbyt wiele tryumfow swietowali. Jednak czyz tylko wygrana potyczka mialaby zachecac do napitku? Oczywiscie, ze nie! Pili wiec na umor to co mieli, a jak juz nie mieli to wszystko im sie pokrecilo i mysleli, ze maja. Doszlo do tego, ze zaczeli pic ocet, wode kolonska i morska wode. To musialo sie zle skonczyc. Pewnej nocy, gdy zaloga zmozona slona woda wylegiwala sie w najlepsze ich stateczek naplynal na wynurzony okret Kursk. Zderzenie to wywolalo wstrzas, ktorego nastepstwem byl wybuch w skladnicy prochu. Oba okrety poszly na dno. Coz smierc moze nie w walce, ale przynajmniej na morzu;-). Pochlonela ich morska ton, legenda odeszla w zapomnienie, ale...
...ale niestety pozostala szarancza, dla ktorej smierc ojcow stala sie przyczynkiem wzmozonej pracy. Lupili wiec z coraz wieksza finezja i z coraz wiekszym zapalem, a powoli z coraz mniejszymi obawami, bez jakiegokolwiek strachu, z poczuciem bezkarnosci, jak przed laty ich ojcowie. Jednak w tym przypadku nie chodzilo juz o robiebie tego dla samego robienia. Ojcowie nie zdolali przekazac mlodziezy swego zamilowania do fachu. Ich "pociechy" ciagnelo tylko jedno : forsa, a tego wiecznie bedzie im malo.



KONIEC


Od razu wyjasniam, ze nie jestem piratem, nie bylem, byc nie zamierzam, a i moi przodkowie zajecia tego sie nie imali :-).

Zaznaczam tez, ze nie zaopatruje sie u piratow, czego wszystkim graczom zycze (zreszta nie tylko graczom):-).

ZDEGUSTOWANY WIADOMYM PROCEDEREM PRZESTEPCZYM : DajMonJon