W tym arcie chciałbym Wam opisać moją, krótką przygodę z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim (poeta).



Zaczęło się od tego, że nasza pani od polskiego ogłosiła, że w styczniu 2001 roku odbędzie się konkurs wiedzy o Baczyńskim. Oczywiście nie byłem zaiteresowany, bo do konkursów to ja się nie biorę. Ale, niestety moja pani zaproponowała (czyt. kazała), żebym to ja zapisał się do tego konkursu. A jej się odmówić nie da i nie można. I tak się wszystko zaczęło...



Aby uczestniczyć w konkursie i pokazać się z jakimkolwiek wynikiem trzeba było przeczytać dwie książki:

1.Wspomnienia o Krzysztofie Baczyńskim - portrety wielokrotne - "Żołnierz, poeta, czasu kurz..."

2.Kazimierz Wyka "Baczyński i Różewicz"

Pierwszą książkę przeczytałem, ale drugiej nawet na oczy nie widziałem (widać jak się ma sprawa sosnowieckich bibliotek)

Kurcze pieczone (albo gumowe:)) nawet nie wiecie jakie on miał ciekawe życie (o ile w ogóle można tak powiedzieć). Książka ta jest zbiorem osób znających lub wogóle w jakiś sposób związanych z Baczyńskim.

Książkę zaczyna wypowiedź Edmunda Semila, który najpierw opowiada co nieco o ojcu Baczyńskiego, a dopiero potem o samym Krzysztofie. A teraz napisze kilka krótkich notek, które uzbierałem sobie o K.K.B.

Krzysztof urodził się 22 stycznia 1921 roku, a zamrł 4 sierpnia 1944. Jego rodzicami byli Stanisław i Stefania Baczyńscy.

"...Chłopiec wątły, o niezwykle pięknych, delikatnych i niemal dziewczęcych rysach, wzrostu raczej niepokażnego. Ciemnoblond włosy i zadumane niebieskie oczy, które od czasu do czasu kryły się pod długimi, czarnymi rzęsami lub rozjaśniały figlarnym błyskiem..."- charakterystyka zewnętrzna z roku 1933. Przez pewien czas zamieszkiwał wraz z rodzicami na ul. Wiktorskiej w mieszkaniu nad Edmundem Semilem. "...Krzysztof choć wątły i zapadający od czasu do czasu na grypę i anginę, nie chorował poważnie, uczył się nieżle i zachowywał się, jak przystało na wychowanka bardzo troskliwej pani Stefanii, która dbała, aby lekcje były odrabiane starannie...". Krzyś był pedantem - nie lubił brudu, ani jakiś tam kleksów itp."...Matka wywierała na nim bardzo duży wpływ swą troską; stąd niektóre wiersz Krzysztofa były dedykowane matce...". Pani Stefania wyjaśniła mu co to są metafory. Uczęszczał do Gimnazjum im. Stefana Batorego - jednego z najlepszych w owych czasach. Dyrektorem tej szkoły był Wiktor Ambroziewicz. "...Nadszedł rok szkolny 1937/1938, niezwykle trudny dla Baczyńskich. Stanisław przestał otrzymywać prace zlecone..." Krzysztof zaczął chodzić wtedy po zdaniu "małej matury" do dwuletniego liceum. "...Jednym z pociągnięć pedagogicznych tej szkoły było angażowanie rodziców do współpracy z zespołem wychowawczym. W tym celu posłużono się "Kołem Matek", które brało udział w utrzymywaniu porządku i spokoju w szkole. Pani Stefania również do nich należała..." Od najwcześniejszych klas buntował się. Pisał wiersze satyrystyczne, w których ośmieszał nauczycieli, ojca i zwierzęta, "...przytaczając w złośliwych kontekstach ich własne słowa lub uwypuklając śmieszne dla niego szczegóły ich rysów, postaci lub ubioru, mimiką, oddawał ich chód i gesty - pod tym względem był doprawdy artystą. Jego wiersze satyrystyczne krążyły po całej szkole, wliczając pokój nauczycielski. Wkrótce klasa zaczęła wydawać własne PISEMKO. REDAKTOREM działu satyrystycznego był Krzysztof..." wypowiedż plastyka - "... w tym chłopcu coś drzemie, ma śmiałą linię i subtelne poczucie koloru, ale kpi sobie z perspektywy...". Poszedł na humanistykę: po maturze pragnął wstąpić do Akademii Sztuk Pięknych. Jeździł też do Bukowiny Tatrzańskiej do wujostwa Kmitów (podczas pobytu tam chłonął folklor góralski). "... Syn musiał wracać do domu przed zapadnięciem zmroku. Pierwszy raz padły wtedy słowa: uczulenie i astma..." Był chory na astmę uczuleniową. Edmund Semil (j.francuski)- "... Miał dobry SŁUCH i umiał oddać dźwięk i intonację obcej mowy..." "...Dzienniczek lektur Krzysia zawierał częstokroć, zamiast streszczenia czy omówienia słownego, jakiś rysunek świadczący , że z daną lekturą dobrze się zapoznał..." "... W formowaniu reguł gramatycznych nie należał do celujących..." Jednym z jego pierwszych przyjaciół był Jerzy Ryszard Bychowski. Wróżba andrzejkowa: "...Krzysztof milczał. Wyglądał mizernie, był blady i jakby zdenerwowany całą rozmową. Na dnie wazy, w którą lano wosk, szukał dla siebie wróżby. Widział się jadącego na koniu, wznoszącego lancę i zadającego cios płomieniom wydobywającym się z okna..." "...W tym czasie Krzysztof MAŁO JESZCZE ROZUMIAŁ swego OJCA. Stawiał sobie na biurku jego portret w mundurze rotmistrza, bawił się czasem jego szablą lub wycinał z czasopism jego artykuły, uznawał autorytet jego umysłu, z onieśmieleniem czuwał, czy nie padnie jakaś uwaga, której nie zrozumie..." W okresie tym bał się ojca, nie szukał u niego opieki, ani nie zwierzał mu się. "...Czy chciał się do niego upodobnić? Być może, gdyż jeszcze w cztery lata po śmierci Stanisława, w rocznicę jego śmierci, 30 lipca 1943..." "...Stanisław był dumny z syna. Krzyszto okazywał wdzięczność ojcu, ale lgnął do matki..." "... W mieszkaniu na Wiktorskiej przeczuwano niebezpieczeństwo faszyzmu i hitleryzmu. Stanisław zdawał sobie oczywiście sprawę z tej groźby..." "...Stanisław wiedział, że Krzysztof bierze udział w życiu politycznym młodzieży, że należy do tajnej socjalistycznej organizacji uczniowskiej <SPARTAKUS>..." "...Kiedyś Krzyś wrócił do domu po godzinie jedenastej. Toteż gdy Stanisław dowiedział się, że Krzyś należy do organizacji, w której współpracowały rozmaite odłamy postępowej młodzieży, w tym także komunistycznej uspokoił się..." Baczyńscy później przeprowadzili się na ulicę Hołówki 3. Po pewnym okresie czasu ojciec Krzysztofa zaczął coraz częściej chorować, co raz więcej dni spędzał w łóżku. "... W czerwcu 1935 apel wzywał wszystkich postępowych pisarzy świata, aby w swych krajach tworzyli ośrodki antyfaszystowskie...". "... W okolicach roku 1937 lub 1938 Stanisław przestał wykładać w Wilnie i sytuacja finansowa Baczyńskich pogorszyła się. Pogorszył się również stan zdrowia Stanisława, a z kolei i Krzysztofa; ASTMA UCZULENIOWA dawała mu się coraz bardziej we znaki. Pani Stefania musiała usunąć z domu wszystjie kwiaty doniczkowe, słała Krzysztofowi łóżko w specjalny sposób. Trzba się było zdobyć na wyjazd nad Adriatyk na okres wakacji. Pani Stefania też zachorowała, ale Krzysztof był bardzo zaradny. Pewnie przez harcerskie przygotowanie...".

Okolice studniówki- "...Krzysztof narzekał wówczas przede mną na brak ideałów, na wyświechtane slogany, jakimi niektórzy jego koledzy, biorąc wzór ze starszych, osłaniali swą bezmyślność i bezideowość. Ich <rycerskość> jest tylko BUTĄ I POZĄ...". "...co musiał cierpieć uczeń gimnazjalny tego nieszczęśliwego pokolenia wchodzącego w świat w 1939 roku jako <dojrzali> ludzie..."



"Jakie szczęście, że nie można tego dożyć,

kiedy pomnik ci wystawią, BOHATERZE,

i MORDERCA na nagrobkach kwiaty złoży"



(Pożegnanie żałosnego strzelca - fragment) [podkreślenie mojej pani]



"...W pierwszym okresie 1938/1939 roku szkolnego po powrocie z Dalmacji... jednak zły stopień z matematyki mógł wpłynąć na niedopuszczenie do egzaminu maturalnego. Za wstawiennictwem kilku nauczycieli nie zapisano mu złego stopnia, lecz zobowiązano mnie, jako przyjaciela Stanisława, abym przestrzegł rodziców i postarał się dla Krzysia o pomoc w tym przedmiocie... pani Stefania leżała chora już od kilku tygodni, w domu gospodarował Stach, który sam kwękał... Drugą mógł być udział Krzysztofa w życiu lewicowym organizacji młodzieżowej. Stanisław godził się z faktem jego zaangażowania w prace <Spartakusa>..." Ustalenie korepetycji z matmy: "...Stach oświadczył, że przypuszcza, iż właściwą przycznym zaniedbania Krzysztofa może być jego twórczość poetycka. Stanisław BAŁ się przede wszystkim, że Krzysztof zacznie się uważać za <apostoła>. Zbyt dużo, mówił, jest w jego wierszach apostrof. Stanisław- w poezji Krzysztof filozofuje wierszem. Wyszedł od abstrakci i zmierza do konkretu; Pierwsze poczynania poetyckie Krzysztofa były wspólną tajemnicą syna i matki...". "...Jednak jeśli kiedykolwiek Krzyś bał się ojca, to w tym okresie, mimo krytycznych uwag Stacha, nie przejawiał już tego uczucia. Przeciwnie, coraz częściej przychodził do niego po radę, coraz częściej zwierzał mu się ze swoich przeżyć, coraz bardziej szukał u niego potwierdzenia słuszności swoich poglądów..." "...Zdawał sobie sprawę, że Krzysztof nie będzie <bluszczem>, że nie będzie wchodził w układy..." "...Pozostały mi w pamięci strzępy opowiadania, w którym wyrażała [chodzi tu o matkę Krzysia] swoje niepokoje, że wyborem imienia <Krzysztof> dla swego jedynaka zbyt chyba ciężkim brzemieniem obarczała jego życie... torturach jakie św. Krzysztof przeżył zanim został ścięty mieczem, czy też jak inni opowiadają, został spalony na stosie..." "...niemal z wyrzutem patrzył na ojca i na mnie, że my, starsze pokolenie, mogliśmy do tego dopuścić. Czuło się wymus za jego bezbronność wobec tych spraw...""...w tym czasie, zdaje się nie palił jeszcze papierosów..." "... Dzisiaj inaczej odczytuję te wiersze, pisane przeważnie w drugiej połowie 1941 i pierwszej 1942 roku, te, które opublikowane zostały w pierwszym arkusiku poetyckim Jana Bugaja. Są one zapisem owego krzyku przerażenia i tego, zastygłego gestu rozpaczy, którym człowiek przesłania oczy, by nie patrzeć na straszne dziejowisko. Oddają one powszechną dla owego czasu postawę, a nie tylko odzwieciedlają ucieczkę poety w świat marzeń, ballad, magii, legend, snów. Refleksja intelektualna czasem ironiczna, kryje się za prostą symboliczną, której nie należy rozumieć dosłownie: Pan, Bóg - to poetycka parafraza bytu, natury, sił (twórczych czy niczczycielskich?), losu; anioły, niebo, chmury - to sny, marzenia, naiwna wiara, dziecięctwo; krzyż - nie jest już tym, na którym zawisnął; bojownicy - spartakusowcy, ale słowem zamykającym w sobie wszelkie cierpienia człowieka...". Krzysztof wydał dwa "tomiki" swoich wierszy za pośrednictwem Wydawnictwa Sublokatorów Przyszłośc
nr 11 - "Zamknięty echem" i 13 - "Dwie miłości", które zawierały po siedem wierszy. Dnia 3 czerwca 1942 roku ożenił się z Barbarą Drapczyńską. Do niej kierował większość swoich erotyków [ dla niewtajemniczonych: są to wiersze o tematyce miłosnej]."...W jego wierszach uderzało mnie przede wszystkim przeczucie rychłej śmierci, zmarnowania się, niemożności pełnego rozkwinięcia skrzydeł...". "...Jego wyjście ze szkoły po maturze zbiegło się z niemal z wybuchem wojny. Cztery tygodnie września 1939 roku stanowiły nie lada wstrząs. Dla Krzysztofa, jak i dla nas wszystkich wychowywanych w gorącej ideowości i patriotyźmie, nie przegrana militarna, lecz uczucie klęski było czymś najgorszym. Runął świat pojęć wykuwanych w jasnych klasach Batorego, jedyną rzeczywistością stała się więć poezja. Była ucieczką od życia i ratunkiem w tych ciężkich czasach...". Jego pierwsze wiersze z lat wojny Kazimierz Wyka nazwał w "Liście do Jana Bugaja" PRAWEM TYCH okupacyjnych PRZEŻYĆ. "...Z katastrofiamu wyłoniło się męskie zrozumienie historii, jej przebiegów i praw. Z pesymizmu pozostał jedynie nurt czystości i religijnościi. Pan już jest po stronie nadziei...". Baczyński czerpł z poezji Słowackiego. "...Styl poety kształtował się pod wpływem mistycznych wierszy Słowackiego, Apokalipsy i długich ciemnych poematów naszych katastrofistów, od Miłosza poczynając...". Baczyński pisał wiersze katastroficzne. Jerzy Andrzejewski - przyjaciel. Należał do Szarych Szeregów, batalionu Zośka, następnie batalionu Parasol. Studiował w tajnej podchorążóce "Agricola". Zginął w Pałacu Blanca przy Placu Teatralnym przez postrzał w głowę.

Pseudonimy:



Emil - Spartakus 1935-39

Jan Żelazny - Czerwone Tarcze 1938

Jan Bugaj - pseud. literacki 1942-44

Krzysztof i Krzysztof Zieliński - Szare Szeregi 1943-44

Jan Krzyski - artykuł dla "Drogi" 1944



I to by było tyle. A tak wogóle to polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią książki filozoficzne jak i tym, którzy ich nie lubią (ja na przykład takowych nie czytam, ale ta mi się bardzo podobała:)).

Pewien czas po przeczytaniu książki naszła mnie nawet ogromna wena twórcza więć skrobnąłem sobie nawet wierszyk o Baczyńskim. Oto on:



KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI



Z zatęchłej mgły któs się wyłania,

To żołnierz-poeta, uczestnik powstania.

Ziemia ojczysta krew jego wchłania,

Bo to był żołnierz-poeta, uczestnik powstania.

Śmierć jego wszystkimi wstrząsnęła,

Jak ta kula co głowy jego nie minęła,

Lecz tam, na górze, w niebie

Przyjęli go do siebie.

Bez świateł reflektorów i szumnego powitania

Żołnierza-poetę, uczestnika powstania.



I z takim przygotowaniem (no i jeszcze przeczytaniem jednej książki:)) wybrałem się na konkurs...



W dniu konkursu mogłem sobie pospać 1,5 godziny dłużej z czego oczywiście skorzystałem:). Byłem umówiony z jedną z nauczycielek polskiego (bez skojarzeń:) ja się z nauczycielkami nie umawiam:)) przed naszym kochanym Gimnazjum nr 6 w Sosnowcu (pozdrawiam) o godzinie 9:00. O godzinie 8:59 przyszła ww nauczycielka i poszliśmy wraz z czwórką pierwszaków (ja to już 2:)) na przystanek tramwajowy. Chwila czekania na przyjazd tramwaju i 3 przystaneczki na gapę:).

Dobra. Idziemy do Gimnazjum nr 2, w którym to konkurs jest organizowany. Ale oczywiście my, nie widząc GŁÓWNEGO wejścia (które znajdowało się o dziwo z tyłu szkoły) weszliśmy przez szatnie... Kurcze, poraz pierwszy doceniłem budynek, w którym znajduje się nasze gimnazjum... Nie dość, że tu (Gim.2) nie ma osobnych boksów, tylko na wszystkich ścianach wiszą wieszaki, to jeszcze warunki panują tu jak w piwnicy... Nie to co u nas... U nas są boksiki (ciasne ale własne), a warunki są w porównaniu do tego tutaj bardzo dobre. A co to dopiero było w podstawówce, do której chodziłem (mowa tu o S.P. nr46 w Sosnowcu {pozdrówka})... Tam to były luksusy, jak w pięcio-gwiazdkowym hotelu... Ale mniejsza z tym:). Idziemy dalej po schodach na górę. Schody mogą pomieścić tylko jedną osobę! Jak oni się tu jeszcze nie nabawili klaustrofobii!!! [Kolejny + dla naszej szkoły, a tak wogóle to ja nie chcę myśleć jakie mieli do wyboru inne szkoły skoro wybrali takiego potwora!( Bo u nas {w S-cu}, to pod jedno gimnazjum podlegają trzy podstawówki)].

Z początku (tj. czekanie na rozpoczęcie) byłem trochę (no dobra, nie będę ściemniał - BARDZO:)) stremowany, co zaowocowało godzinnym siedzeniem w ławce i gapieniem się w ścianę. W końcu nadszedł czas konkursu. Weszliśmy na salę gimnastyczną, gdzie kazano nam usiąść na starannie ułożonych krzesełkach. Najpierw urządzili nam (tj. około 25 uczestnikom) jakieś denne przedtawienie/apel. Dopiero teraz można było powiedzieć, że się rozluźniłem i nabrałem pewności siebie. Później losowanie numerków od uroczej pani metodyk (to jest taka pani co nadzoruje przebieg konkursu)

Po zajęciu ławek ze swoim numerkiem (ja miałem 11) rozdali nam testy.[Ale fajnie, dali nam nawet po soczku Cappi i małym Prince Polo (nie, nie ten Polo:))]. No więć zabieramy się do rozwiązywania testów: czas trwania konkursu 60 min.

Tymczasem czytam pierwsze pytanie i już leżę:

1.Jak nazywało się pokolenie Baczyńskiego?

No i co ja tu napiszę? O już wiem!

- Jest to pokolenie nie wiem jakie.

Inne pytanie:

7.Jak nazywała się nienarodzona siostra Baczńskiego?

Co?! Jaka siostra?! Dobra, i tak coś napiszę (postanowiłem sobie, że odpowiem na wszystkie możliwe pytania).

- Nie mam pojęcia, a poza tym to pierwszy raz słyszę.

I znów inne:

16. Kto opowiadał w wierszu "Elegia o...[chłopcu polskim]"?

- Przypuszczam, iż jest to chłopiec polski.

17. Komu baczyński zadedykował erotyk "Zapomniałemjakmutambyło"?

- Tak naprawdę to nie wiem, ale strzelę, żę dedykował go żonie Barbarze.

18. Baczyński brał kiedyś udział w akcji wysadzenia pociągu pod jakąśtammiejscowością. Jaki nosiła kryptonim?

- Czytałem o tym, ale zapomniałem.



No i w końcu wyszło mi z 30 pytań, że pewny byłem odpowiedzi na 15 pytań, 7 nie byłem całkiem pewien, a pozostałe 8 to odpowiedzi w stylu: Nie mam pojęcia lub tak jak to wyżej było opisane.

Dwa tygodnie później dowiedziałem się, żę zająłem 3 miejsce! Nie wiem jak to możliwe, ale mniejsza z tym:). Możliwe, że dużo zdziałał mój ponad przeciętny i błyskotliwy humor (skromny jestem:) no nie?:)). Nie wiem tylko jeszcze co za to 3 miejsce dostanę (bo mówili, że za pierwsze trzy miejsca są nagrody rzeczowe), ale mam nadzieję, że nie będzie to jakaś książka o Baczyńskim:)


MetFan


PS. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że idąc przed szkołę spotkałem kolegę z klasy, który powiedział, że ja to jestem w ogóle taki dobry i na pewno zdobędę jakieś 3 miejsce lub coś w tym stylu... (dzięki Goryl:))