SZKLANKA KRWI (polemika)




Nie mogę powiedzieć, żebym się z tekstem tow. Bieruta nie zgadzał w całej rozciągłości. Owszem, wyczyny 'szalonych psychologów', jak to zgrabnie określił mój bądź co bądź adwersarz, są mi znane z autopsji, z uwagi na smutny fakt, iż jednego takiego to mam w domu (mama ;>). Ujmując to ściślej - zgadzam się z tylko jednym postulatem Bieruta: ludzie szukają prostych wymówek dla skomplikowanych zagadnień. Żydzi, masoni, kolarze - zawsze znajdzie się kozioł ofiarny. W przypadku brutalizacji życia i przestępczości wśród młodzieży rzeczonym kozłem stały się gry (oraz oczywiście telewizja). To jest IMHO całkiem błędne założenie... ale nie do końca...

Osobiście musiałem stoczyć wiele bitew i potyczek ze swoim domowym okazem 'szalonego psychologa' (co nie znaczy, że pochwalam takie nazewnictwo!) właśnie na tematy typu 'gry a przemoc'. Zapewne domyślacie się, po której stronie barykady stawałem (hint: po stronie gier). Jednak czytając art Bieruta, z lekka poczerwieniałem. Ze złości. Cytuję:

Przychodzi jakaś pani profesor doktor habilitowany psycholog do studia radiowego czy telewizyjnego i wygłasza swoje wywody na temat o którym nie ma zielonego pojęcia, robiąc przy tym jak najpoważniejszą minę.

Przepraszam, ten psycholog, IYO (sic!), nie ma pojęcia o grach, a wypowiada się na ich temat. Ty natomiast nie masz pojęcia jaki wpływ wywierają gry na ludzką psychikę, a mimo to piszesz o tym artykuły. Ktoś zauważa jakieś analogie? Tak? Więc remis? Obawiam się, że nie. Śmiem twierdzić, że ów 'profesor doktor habilitowany psycholog' (znowu ładne określenie, mogłeś dodać jeszcze: "wyfiokowana") bardziej zna się na grach, niż Ty na psychologii. Ponieważ znajomość ludzkiej psychiki jest o wiele trudniejszą dziedziną wiedzy, niż gry komputerowe. Z dżojstikiem w dłoni siedzą dziesięciolatkowie, natomiast nieliczni dziesięciolatkowie słyszeli o Frommie.

Cytując dalej:

"Zły wpływ gier"- śmieszne. Ja mam styczność z grami od dobrych kilku lat i jakoś do tej pory nie zauważyłem u siebie żadnych skłonności do myśli samobójczych, nie zdarzyło mi się również, żebym kogoś zabił, ani nawet żebym o tym pomyślał. Powiem więcej znam osobiście przypadki osób, które mają od dziesięciu, jedenastu lat styk z tego typu rozrywką i co dziwne jeszcze chodzą po tym świecie i to wbrew pozorom nie w kaftanach jakby sugerowały prognozy naszych kochanych psychologów i psychiatrów.

Mhm. Na podstawie przykładu własnej osoby snujesz przypuszczenia dotyczące całego społeczeństwa. Jasne. Rozumiem. Ja nienawidzę papierosów. Pytanie retoryczne: czy większość ludzi w moim wieku nie cierpi papierosów? Faaakt, ci psychologowie, którzy przebadali setki ludzi i przeprowadzili wiele testów i badań to "szaleńcy", debile, kretyni wykrzykujący bzdury. Ja nie mam takich objawów - jak więc ktokolwiek może je mieć?! Megalomania? :> Abstrahuję już od faktu, że człowiek nie może wyjść poza siebie, więc również nie może autorytatywnie stwierdzić, co dzieje się z jego psychiką. Niestety.

Znasz wiele osób, którzy od kilkunastu lat mają do czynienia z kompami, a jakoś nikt z nich nie zabija. No i? Pozwól, że Ci coś uświadomię (nie, nie TO! ;)). My, jako pokolenie, ludzie urodzeni w latach osiemdziesiątych i później, jesteśmy poniekąd królikami doświadczalnymi. Jesteśmy pierwszymi, którzy mają styczność z komputerem od bardzo wczesnej młodości. To przykre, i aż dreszcz przechodzi po plecach, ale dopiero w momencie kiedy dorośniemy jasne stanie się, jaki wpływ miały na nas kompy. Nie od rzeczy twierdzi Lec: "Ludzie mają spóźniony refleks. Pojmują dopiero w drugim pokoleniu." Ponadto, uświadamiam następną rzecz: gry dzisiejsze i te sprzed lat różnią się w sposób znaczący. Kiedyś na dwukolorowym monitorku wielkości znaczka pocztowego latało parę pikselków - i należało mieć niezwykle rozwiniętą wyobraźnię, aby cokolwiek tam dostrzec. Dzisiaj natomiast, w dobie oszałamiającej techniki, obraz na ekranie stał się o wiele bardziej prawdziwy, bijący po oczach swoją autentycznością. W momencie, kiedy rozpruwasz swojemu przeciwnikowi brzuch, widzisz tryskającą krew, a nie tryskające czerwone kwadraciki. Grając w Unreala, odnosiłem nieodparte wrażenie, że niebo w grze jest realniejsze (paradoksalnie), niż to, które mam nad głową idąc do sklepu.

Co za tym idzie, wpływ, jaki ma obraz generowany w monitorze na psychikę przykładowego dziecka, jest stokroć silniejszy. Twoi znajomi, którzy grają od -nastu lat, dzisiaj pewnie mają już dostatecznie ukształtowaną osobowość i wydaje mi się, że współczesne gry niewiele mogą im zaszkodzić. Ale ludziom/dzieciom [;>], które się na nich (grach, nie Twoich znajomych) wychowują...?

Dalej:

Uważa się, że rzeź, która jakiś czas temu dokonała się w Amerykańskiej szkole (przypomnę: Rok temu uczniowie chcący się sprawdzić w roli zabójców, oddali strzały do swoich kolegów, zginęło trzynaście osób), jest na tyle wymowna, że może posłużyć jako dowód na szkodliwość gier. Niesety to rozumowanie jest błędne, bo jeżeli ktoś ma wypaczony umysł to każdy powód mu wystarczy do posiekania młodszego kolegi tasakiem.

Moja nauczycielka fizyki, gdyby była psychologiem, powiedziałaby w tym momencie: "a świstak siedzi i zawija je w te sreberka" tudzież: "Nobel czeka na ciebie". Widzisz: jakbyś trochę zapoznał się z literaturą dotyczącą ludzkiej psychiki albo kogoś zapytał, nie pisałbyś takich głupstw. Jedna z prostszych prawd psychologii głosi, że na osobowość człowieka wpływ wywiera zarówno genotyp, cechy wrodzone - jak i środowisko, czyli cechy nabyte. Może nie jest to aksjomat, bo bodaj nie ma ich w psychologii, ale... Równie dobrze można powiedzieć, że dorastanie w środowisku gangów ulicznych i handlarzy narkotyków nie szkodzi nikomu, bo jak ma wypaczony umysł, to i tak zacznie kraść, mordować i ćpać. A tak nawiasem mówiąc, to nie dziwota, że takie rzeczy dzieją się w tym najbardziej leseferystycznym z krajów. Tego akurat nie zwalałbym na gry, tylko właśnie na środowisko...

Takie sytuacje zdarzały się zawsze.

Skąd wiesz? Skoro nie było mediów, aby daną sprawę nagłośnić? ;) Wiekowość...? ;> A może właśnie mylisz się, może rzezie dokonywane przez nastolatków to specyfika naszych czasów, może gry, którym już niewiele brakuje do idealnych imitacji świata realnego są sugestywniejsze niż elokwentne opowiastki podpitych rycerzy? Czasy przeszłe zwykle charakteryzowały się większą brutalnością, począwszy od miażdżonych maczugą głów po odrąbane oburęcznym mieczem członki (polecam film Braveheart). Tyle, że tzw. życie tego wymagało. Dziś już nie polujemy na mamuty, ani (wiem Qn'ik, że mam się od Ani... ;>>>) nie toczymy bitew o niepodległość, po prostu komfort życia się podniósł.

I niech nikt nie mówi, że jakiś pieprzony gwałciciel zgwałcił kobietę, ponieważ była skąpo ubrana, bo gdyby nawet wszystkie napotkane przez niego panie były godnie ubrane to i tak by wybrał sobie jakąś za ofiarę, gdyż taki człowiek wychodzi z domu z takim założeniem.

A więc dalej jesteśmy w lesie. Dalej uważasz, że jak mus, to mus. I owszem. Jak mus, to mus, pytanie tylko: kto stworzył ten mus? Oczywiście, że jak osobnik jest erotycznie skrzywiony, to czy kobieta odziana, czy nieodziana, on i tak zgwałci (a jednak w sądownictwie istnieje takie pojęcie jak "prowokacja"). Ale: dlaczego jest skrzywiony? Czy taki się urodził? A może w dzieciństwie naoglądał się pornoli i mu odbiło? [Tu muszę zaznaczyć, że absolutnie nie jestem za zakazem rozpowszechniania pornografii. Jak ktoś lubi - jego sprawa. Jestem przeciwko pornografii dostępnej dla dzieci. Ja osobiście nie chciał bym, aby moje dziecko oglądało kupę silikoniastych panienek w blond perukach, "kochających się" z jakimiś ulizanymi kulturystami. Fuj!]

Zgodzę się, że jeżeli ktoś jest psychopatą, to czy gra w Quake'a, czy nie, i tak będzie podrzynał gardła. Ale jeśli ktoś nie jest, istnieje prawdopodobieństwo, minimalne, bo minimalne, że się nim stanie...

A jeżeli gry mają taki nieodpowiedni wpływ na graczy, to czy przynajmniej 1% z osób czytających CDA nie powinien być zabójcami. Byłoby to ok. 2 tys. Czytelników, a ja jakoś nie słyszałem nawet o jednym takim przypadku, dziwne.

ROTFL!!! Pomińmy już pytanie, czy czytelnicy CD-Action mają to wypisane na czole, a jeśli banda nastolatków morduje staruszkę, to czy w Wiadomościach podają: "to byli czytelnicy CDA". Niech będzie, że o tym litościwie nie wspomnę. ;>> Pomińmy również podany 1% (Bierut, pewnie znowu dysponujesz jakimiś tajnymi badaniami statystycznymi, hę?). Więcej już nie pominiemy, bo nie miałbym co pisać. Otóż: czy "nieodpowiedni wpływ" to dla Ciebie li tylko przetransformowanie kogoś w zabójcę? To by było dobre: komputerek, Quake III i mamy Leona Zawodowca. Ale "efekty uboczne" to nie tylko to. Radzę poczytać w którymś z ostatnich AR list kogoś, kto widać zna się na rzeczy [;)] i podaje konkretne przykłady. Gracze, i to nie tylko ci najmłodsi, nabierają mylnego (tak sądzę ;P) przekonania, że są nieśmiertelni. NAPRAWDĘ, to nie głupie wymysły. Wprowadziłbym tu jakąś nazwę - choć pewnie to się już jakoś nazywa - np. "syndrom opcji LOAD" ;P. Podobnie jak młodzi ludzie, którzy rozbijają się (w sensie: szaleją) drogimi samochodami podczas wypadów po piwo z Warszawy do Zakopanego. I ci pierwsi, i ci drudzy, myślą, że nic nie może im się stać, a to niestety nieprawda.

Inny aspekt: gry komputerowe zabijają wrażliwość. A tak! Chociaż może w mniejszym stopniu niż telewizja. Pomyśl: zbrodnia, oglądana i popełniana - mimo, że wirtualnie - w kółko, powszednieje. Staje się czymś zwyczajnym, nawet rutynowym - ot, urwali mu głowę, hy, hy. Rzecz się ma tu podobnie jak z pornografią (znowu), która buduje w człowieku "nieco inne spojrzenie na seks"...

Może świadczy to o tym, że oprócz gry w brutalnego Quake'a coś jeszcze musi wpłynąć na takie, a nie inne zachowanie gracza?

A i owszem!!! Brawo!!! Zgadzam się!!!
Z tym, że Quake może być przysłowiową kroplą, która przelała czarę...

Jeszcze raz mówię: zgadzam się z czymś, co nazwałbym z kolei syndromem Lebieziatnikowa (*): czyli że, powiedzmy, chwytliwe hasło, rzucone na podatny grunt, kiełkuje mrowiem bzdur, powstałych przez ewolucję tegoż hasła, zniekształcającą pierwotne założenia. Ale nie można twierdzić, że ci psychologowie to same idiotyzmy wygadują; co najwyżej ich naśladowcy, np. "babcie z kółka różańcowego". ;P Rozumiem również, że takie przypadki, jak ostatnio (np. zabójstwo chłopaka przez kolegę podczas gry na komputerze) są od razu nagłaśniane przez rozhisteryzowanych dziennikarzy. Podobnie jak w przypadku katastrof lotniczych, choć wiadomo, że jazda samochodem jest sto razy niebezpieczniejsza. Ale problem narastającej przemocy jest w swej istocie bardzo złożony, i zarówno zwalanie go na gry komputerowe, jak i twierdzenie, że nie mają one z nim żadnego związku jest IMHO błędne...

Końec.

(*) - "Zbrodnia i kara" rządzi! ;)

--
El Virka aka IjonT
ijon@go2.pl

"To jest teoretycznie niemożliwe, ale praktycznie możliwe" - MNK (Mój Nieoceniony Kolega)