Niniejszy tekst ma na celu ośmieszenie, upokożenie,  spreparowanie osób oraz postaci występujących w telenowelach (serialach – taśmociągach) i nie tylko, a w szczególności aktorów występujących w pewnym polsatowskim „hicie” roku 2000.
 
 
Zbuntowany zoofil 6,254
„Zemsta elektryka”
 
Duży biały dom z dwoma basenami, siłownią, jaccuzi, kortem tenisowym, dwupiętrowym garażem na 200 pojazdów oraz niewielkim hangarem na dwa Concord’y. Kamera powoli przesuwa się w kierunku wejścia, po chwili jesteśmy już w środku. Tam wielki biały gabinet (pewnie owalny, taki sam jak ten, gdzie Monica i Bill robili … hmm ten, tego, no nie ważne), szybki najazd na wazę z dynastii Ming i do pokoju wchodzi Miłygrosz (jest to dziewczyna, służąca, powszechnie znana jako chłopak, nie ma to jak być transwestytą …). Z zamyśleniem spogląda w biały sufit. Za kilka minut do tegoż samego pomieszczenia wchodzi człowiek w żelaznej masce na twarzy (Corey ze Slipknota?!), ściąga ją i oczom dziewczyny ukazuje się jej ukochany Iwan (ten z dynastii Romanowów albo jak kto woli ten z mafii Siewiernomojskiej).
-          Kochanie to ty? pyta Iwan.
-          Nie ksiądz Albert. No jasne że to ja ty kretynie! Miałeś być tu przed godziną! Nie dość, że się spóźniasz, wpadasz tu jak do burdelu, to jeszcze śmiesz zadawać głupie pytania!
-          Ale moja najmilsza ja tylko …
-          Milcz krętaczu! Jeszcze jeden taki wybryk, a powiem wszystkim o tym o czym ja jeszcze nie wiem!!!
W czasie kiedy nasza główna bohaterka w błogi sposób oddaje się słownemu linczowi, my w locie przenosimy się do wielkiego biurowca, w którym oprócz mafii i slaonu masażu możemy spotkać biuro szefa korporacji wędkarskiej – jednym słowem pana domu, czyli samego Fłedełiko DiCaprio. Wielki biały gabinet, luksusowo urządzony, meble pokryte skórą (pejczy chyba tam nie mają, chociaż kto wie …). Do pokoju wchodzi DiCaprio (z łysiną i lekko podstarzały, widać dno morskie mu nie służyło), a także jego sekretarka (w tej roli Kate Winslet – tłumy szaleeeją).
-          Mówiłem ci, że masz po cichu wchodzić do tego gabinetu, ktoś przecież mógłby nas razem usłyszeć, a to byłaby moja porażka na całym froncie – mówi DiCaprio
-          Eee tam jaka porażka, już i tak dostatecznie skompromitowałeś się w Titanicu, więc czy otrzymasz ten fotel senatora w tym zakichanym rządzie czy też nie, to i tak bez różnicy
-          Spoko ale mój romans z tobą mógłby jeszcze bardziej nadwyrężyć moją i tak już zachwianą reputację
-          Tjaa, zachwiany to ty jesteś jak wypijesz setkę …
-          Ty zawsze o jednym ale co powie na to moja żona??
-          Hehehe sama się puszcza z jakimś facetem z dzieciństwa, jakiś ułomek z Włoch, chyba Marlon Brando
Nagle do pokoju wpada ten, o którym wcześniej była mowa i z pianą na ustach rzuca się na zaskoczonego DiCaprio. Wywiązuje się walka … jednak co to? Do pokoju wbiega sędzia ringowy i rozdziela walczących! Proszę państwa co za spotkanie!! Rozlega się gong. Tak, druga runda (z niezakontraktowanych 12)! DiCaprio ma psychiczną przewagę, przed chwilą zadał przeciwnikowi cios a’la Gołota. Sędzia udaje, że nic nie widział ale co to, Brando odpowiada pięknym prawym prostym, nadziewa się na zbicie z gardy i kontratak w postaci lewego podbródkowego! Zawodnicy w ferworze walki łączą rękawice.
-          Ty i moja żona, mogłem się tego spodziewać po takim łajdaku
-          Ja ci dam łajdaka! A z kim zawarłeś umowę jak nie z łajdakiem, co?? Jesteś mi winien dostawę 200 tys haczyków, zimowe kalesony mojego pradziadka i pompkę do misia. Jak nie to zaraz pozwę cię do sądu, ty, ty, ty wykorzystałeś mnie …
Widząc jak ma się sytuacja, prezes odstępuje od zamiaru zrobienia swojemu wspólnikowi „fatality”, kamera zaś przenosi się w cichsze, ustronniejsze miejsce (nie mylić z klopem). Wielka, biała kuchnia (może przyszpitalna …), w której oprócz dwóch służących (może niewolnice? – to też fajnie brzmi), nadwornej kucharki o dziwnym imieniu Słokoro hej (z góralska), siedzi zasmucona Miłygrosz.
-          Powiesz nam co się stało, czy mamy iść do wróżki heh?
-          Wypchajcie się, nic wam nie powiem.
-          A może jednak się skusisz na zwierzenia, w końcu jesteśmy twoimi zaufanymi przyjaciółkami. To nic, że czasami wyjawiamy twoje sekrety i podrywamy twojego chłopaka ale w końcu nam możesz zaufać …
-          Ok. Pokłóciłam się z Iwanem
-          I co i co?
-          Przyszedł godzinę za późno
-          I co i co?
-          Przestańcie z tym „i co” bo jak zaraz czymś przyłożę to …
-          I co i co?
-          Nie dość, że się spóźnił to jeszcze śmiał twierdzić, że Steve Francis jest lepszym rozgrywającym od Paytona
-          Oooo … A to grzesznik, pies jeden niewierny!! Ukamienować, ukamienować!!
W okrzykach religijnej ekstazy do kuchni wchodzi nieświadomy sytuacji Iwan wraz z bukietem róż większym od siebie samego (w końcu musi kobiecie czymś zaimponować, nie każdy ma odpowiednie ekhm walory …).
-          Miłygroszu, w dowód mojej miłości przyjmij ten oto bukiet kwiatów (tandetnych ale co najważniejsze piekielnie drogich), te czekaj, jakoś nie tak miało to być …
-          Jezus Maria!
Po wypowiedzeniu tych słów wszyscy nagle padają na kolana i gorliwie zaczynają się modlić (a przynajmniej nieźle im to wychodzi, jak na tandeciarzy przystało). Po oczyszczeniu się ze wszystkich grzechów, potrójnemu odmówieniu „zdrowaśek” i ofierze na kościół powracają do rozmowy, która w zaskakujący sposób kieruje się na sprawy damsko – męskie (nowość, a łyżka na to niemożliweee).
-          I co podobają ci się róże?
-          Eeee, trochę za małe, jedna jest nawet odrobinkę żółta i zalatuje piwem z przydrożnego baru ale jak nie mogłeś kupić lepszych to nic …
-          Wiedziałem, nie podobają ci się. Ale to nic, może wyskoczymy gdzieś wieczorem, na przykład do dyskoteki albo do pubu?
-          Wiesz Iwaś, to ja już wolę do tej dyskoteki. Potańczy się, zje, popije (oczywiście wszystko … bezalkoholowe :)
-          To co? Dzisiaj o 21? Czym mam przyjechać?
-          No nie wiem, a co masz? Kupiełeś coś ostatnio fajnego, czy nadal trzymasz to stare Porsche Carrera 911?
-          Nooo, ale nie łam się. Tatuś pożyczy mi Yamahe YZF Fireblade 1000, na dwóch kółkach będzie szybciej, czyż nie?
Nastaje wieczór, kamera w zabójczym tempie przenosi nas do dyskoteki (niestety ze względu na niskobudżetowość produkcji scena przemieszczenia się z rezydencji do klubu została wycięta, nie można było wypożyczyć motorka, za dużo to kosztowało). Światła, tłumy ludzi, skąpo ubrane dziewczyny (nawet niczego sobie, w końcu czymś trzeba przyciągnąć ludzi do telewizora, „wciągająca fabuła” już nie wystarcza hehe). Kamera wiruje (nie wibruje, tylko wiruje - przyp. autora) wśród roztańczonego tłumu, a na scenie widać bandę kolesi (albo koleżanek – naprawdę transwestytyzm jest dzisiaj w modzie …), którzy w straasznie tandetny sposób próbują imitować Britney Spears, czy też tego, no jak mu tam Iglesiasa Martina oczywiście w swoim narodowym języku. W pewnym momencie podkład urywa się i gasną światła. Nastaje czas mroku, a wśród ludzi nastaje czas paniki. Niestety nie jesteśmy w stanie nic zauważyć, ponieważ jak już wcześniej wspomniałem, siadły bezpieczniki. Ale co to, proszę państwa?! Dym, kłęby dymu otaczają estradę, zapalają się reflektory, na scenę kieruje się punktak (chyba tak się nazywa, nigdy nie byłem dobry w te klocki) i oczom zdumionych uczestników imprezy ukazuje się Tom Araya i z okrzykiem na ustach:
-          Let’s destroy this fuckin’ place!!!!
zaczynają grać „Spill the Blood”. Zdziwienie na twarzach ludzi nie ma miejsca (ani czsu :). Pośród obecnych znajdujemy także naszych bohaterów, którzy nie kryją zdziwienia.
-          Iwaś, słyszałeś kiedyś taką muzykę, bo ja jakoś nigdy …
-          Wiesz ja też nie. I słowa jakieś dziwne … Nigdy nie słyszałem takiego języka, może to w jakimś lokalnym narzeczu Wenezuelskim (Argentyńskim, Ruskim, Haitańskim …). Miłygrosz, a może to jest Ufo. Kiedyś w jednym czasopiśmie, chyba Bravo, czytałem, że kosmici to …
-          Kosmici, jacy kosmici, tylko nie kosmici, aaaaaa – głosy innych ludzi dobiegające z sali
-          Właśnie, tylko nie kosmici!!! Oni mnie kiedyś porwali i wykorzystali … - jakiś desperat
-          To widać – uszczypliwy głos człowieka w pelerynie sprzątającego ulicę (teraz się bawi(ł))
Wszyscy w panicznej agonii wybiegają z dyskoteki, łamiąc przy okazji okoliczne drzewka, tratując bramkarza na śmierć, który tuż przed swoim zgonem jako jedyny człowiek znający tutaj j. angielski zacytował J. Hetfielda „So fuckin’ what?”. Wśród tego tłumu kamera z trudem wyłapuje naszą parę.
-          I co my teraz poczniemy?! Nasza cywilizacja stoi na pograniczu zagłady, a ty ze stoickim spokojem palisz sobie hawańskie cygaro (najlepsze, bo najdroższe, no nie)?!
-          Spokojnie Miłygrosz, kochanie moje, zaraz to wszystko załatwię
Iwan wyciąga swój nowy, błyszczący telefon komórkowy (pewnie jeszcze nie używany, bo widać na nim cenę), wykonuje kilka dryngnięć i po chwili nad zdziwionym tłumem gapiów przelatuje eskadra bombowców typu Stelth zrzucając po bombce na zaalienowaną dyskotekę. Oczom naszym ukazuje się piękny, radioaktywny grzebek, z polotem prezentujący potęgę wenezuelskiego rządu (i krótka przerwa, w czasie której prezydent ukazuje krótki rys sytuacji gospodarczej kraju).
-          O #$%&#$, ale świetne efekty specjalne – wyrwało się Miłygroszowi
-          Nie powinnaś tak mówić, wiesz, to jest tak bardzo pospolite …
-          I co z tego, wracajmy lepiej do domu, napijemy się po kieliszku zimnego wina i może …
Na horyzoncie widać kompleks domków jednorodzinnych, z wyraźnym zaznaczeniem domu państwa DiCaprio. Kamera zbliża się do tegoż obiektu, wchodzi dośrodka, podąża po schodach i kieruje się w stronę sypialni/pokoju (niepotrzebne skreślić). Iwan i Miłygrosz siedzą i rozmawiając piją wino (najdroższe z możliwych, przecież jabola nie będą pili …).
-          I co moja najdroższa, smakuje?
-          Że co proszę?
-          Pytałem się, czy smakuje?
-          A tak, tak. Przepraszam cię, zamyśliłam się …
-          Hmm, a o czym …?
-          Wiesz, mam ochotę się kochać …
-          Noo, ja też – stwierdza rozochocony Iwan. To ja może pójdę pod prysznic, a ty się przygotuj.
Na wieść o możliwym zbiżeniu obojga partnerów, na plan filmowy na wyraźne polecenie reżysera został sprowadzony Zakon Jezuitów z Sau Paulo oraz … dwóch egzorcystów (tak na wszelki wypadek). Mają oni za zadanie czwać nad zdrowiem psychicznym oraz wewnętrznoduchowym głównych aktorów. Jednak nagle stała się rzecz najmniej oczekiwana. Spod prysznica dobiega głośny krzyk rozpaczy:
-          Aaaaaaa, niech to szlag trafi!!!!
-          Misiu, co się stało, mój najdroższy??
-          Zapomniałem!!!!
-          O czym?
-          Że jestem impotentem!!!
 
 
Czy dojdzie do zbliżenia Miłygrosza z Iwanem, czy Viagra jeszcze działa, gdzie podziali się kosmici, jakim wynikiem zakończył się pojedynek DiCaprio vs Brando, czy pies Łajka przeżył lądowanie w oceanie? Tego i wielu innych ciekawych rzeczy dowiecie się już za 24 godziny w następnym pasjonującym (hrr.... hr......) odcinku telenoweli hej (z góralska) Zbuntowany zoofil 6,254!!