Na poczatku chcialam przywitac cala redakcje Action Maga i pogratulowac doskonalego pomyslu na prowadzenie tegoz pisemka wirtualnego.Mam nadzieje,ze pismo bedzie sie dalej tak preznie rozwijac (bynajmniej nie jak papier toaletowy;) i odnosic coraz wieksze i na szersza skale sukcesy.To by bylo tyle z zyczen na nowe milenium. Teraz po przejrzeniu calego AM , zatrzymalam sie na rubryce(jesli moge to tak nazwac) wzglednie zakladce pt."IRC".Czytajac o netoholizmie,uzaleznieniach oraz ogolnych sprawach dotyczacych netu,jak zwykle naszly mnie mile/niemile wspomnienia sprzed prawie roku,ktore odbily swoje pietno-b.trwale swoja droga-na mojej psychice i podejsciu do netu.A mianowicie,po raz kolejny UZALEZNIENIE... Moja historia zaczyna sie niewinnie.Juz w wieku 10 lat mialam do czynienia z komputerem.Razem z bratem dostalismy od rodzicow Amige 500.Jak to dzieci zglebialismy jej tajniki(przyznam jedni gorzej-ja drudzy lepiej-my bratheros;),gralismy i gralismy.Byla to niewinna zabawa na poooozne popoludnia w domciu.Spytacie rodzice?Eh,oni jeszcze nie widzieli nic w tym zlego,ot dwojka rodzenstwa ,ktora znalazla sposob na wspolna zabawe...I tak bylo,do czasu przyjscia na swiat zmiennika naszej Amisi,groznego, wladczego i mlodziutkiego pececika.Taa,to bylo dopiero przejscie.Nowe gry i nowe mozliwosci.Przyznacie pewnie,ze bardzo bierne podejscie do tego tak wspanialego urzadzonka;)Ale wtedy ja mialam moze 13-14 lat brat ciut mniej.Czegoz mozna by od nas wymagac.To ojciec zajmowal sie strona techniczna i umyslowa strona naszego pececika.Czas mijal...Brat stawal sie coraz bardziej pograzony w swoim swiecie gier,ja z niego wyrastalam.Powoli bo powoli i od czasu szalowej gierki do nastepnej,ale jednak.Mialam coraz wiecej nauki i doroslejszych (no nie bede mowic przeintelektualizowanych;)) zajec.W wieku 16 lat odsunelam sie na tyle od kompika zeby zauwazyc ,ze z moim bratem jest cos nie tak;) Wqrzalo mnie to,ze mowil,myslal,czytal tylko o NIM,wielki Guru ponad swoja rodzina.Rzesze qmpli nawiedzalo nasz domek,nie bylo spokoju,a on gral i gral.Komputer szedl prawie non stop.Ja nie moglam sie skupic na nauce(eh,ten wspolny pokoj) ani miec chwili odpoczynku od blasku,szumu przebrzydlej juz maszyny,a jakby tego bylo malo to nawet po wylaczeniu tej piekielnej machiny mnie nie bylo dane od niej odpoczac.Bowiem moj brat skutecznie o to zadbal.Ciegle mial mi jakies nowinki do zakomunikowania ze swiata gier lub nowosci sprzetowych-choc przyznam,ze to drugie bylo juz dojrzalsze w jego podejsciu do tej pasji...Cale szczescie nauka mu szla dobrze,wiec powodow do zmartwien nie bylo,wystarczylo tylko troche ukrocic ta pasje,wyprowadzic na prosta-by moj braciszek zrozumial w czym tkwil blad i mogl do tego podejsc w sposob bardziej dojrzaly i przemyslany.Udalo sie mu, znalaz ta zlata linie pomiedzy bezmyslnym uzaleznieniem a konkretnym eksploatowaniu naszego pececika.Zaczal myslec o jego upragowaniu,pisaniu zadan z infy i nie tylko,oraz ,a jakzeby inaczej- graniu, tyle ze rozmyslnym.Tyle by bylo o moim bracie,teraz poczekajmy az minie rok i zajmijmy sie mna;)P Niewiele musialo uplynac czasu aby moj brat siedzacy w temacie "komp i ja" wyczail modem(siakies cudaczne urzadzonko pozwalajace zakopac sie w domu na dobre-myslalam wtedy) i skusil mnie do kupienia go poprzez wylozenie polowy sumy.Glupia nie bylam,chcialam tez miec w tym jakis interes by moc pozniej z niego korzystac jak przyjdzie taka poterzeba... A przyszla z calkiem niezrozumialych przyczyn 7 m-cy pozniej.Byl nia IRC.Wpadl do mojej tegiej glowy ten pomysl zupelnie przypadkowo.Pewien kolega opowiadajac o nim rozbudzil we mnie ciekawosc,oswietlajac moj ciemny do potegi ,umysl w tej dziedzinie. (Dzieki More:-)) Od tej pory tajemniczy Mirc nie dawal mi spokoju.Postanowilam spytac brata dokladniej co to takiego oraz sklonic go do sciagniecia tego programiku.Jak sie pewnie domyslacie nie musialam go dlugo prosic.Jeden dzien i juz mielismy programik oraz przynajmniej podstawowa wiedze na temat tajemniczego owego czegos;)Pilnie zaczelismy nauke,na dobry poczatek od godzinki dziennie(oczywiscie po 22.00) do pol az w koncu,po wyczerpaniu funduszy zero.I tu moj braciszek wiedziony przeczuciem i doswiadczeniem sie ztrzymal,ja natomiast wiedziona fascynacja brnelam dalej.Cpraz bardziej podobala mi sie ta zabawa.Gdy w ciagu tygodnia stopnialy moje oszczednosci i do portfela rodzicow przestaly naplywac pieniazki za net,sadzilam,ze to koniec... Jednakze nie ugielam sie zakazom rodzicow po pierwszym rachunku z tepsy i zaczelam robic tak zeby nie wiedzieli,ze ja korzystam z netu a oni za to placa(nie pytajcie jak,bo te czasy sa dla mnie tak owioniete wspomnieniem grozy,jak bezksiezycowa noc mgla i rzesistym deszczem).Zaczely sie moje libacje ircowe juz na calego.Caly dzien w szkole siedzialam planujac i mazac o tym jak to po 23 kiedy rodzice bede spac przed telewizorem slodziutko i nieczego nie podejrzewac,ja wezme magiczny kabelek i sie NARESZCIE podlacze do tej globalnej wioski.Wkrocze jako aga188 na ukochane # i pogadam z przyjaciolmi.Bo to sa przyjaciele,a nie ci z reala ,co oni wiedza o mnie tak naprawde,co wiedza o IRCu-o moim prawdziwym swiecie! Tam to jest zycie,tam jest moj swiat,moja grupa...I tak wlasnie zatapialam sie coraz bardziej,przesiadywalam bez jedzenia,picia i snu po 4-5 h nocnych.Potrafilam do 3.30 siedziec na IRCu by juz przed 5.00 wstawac na pociag do szkolki.Zaczelam byc zmeczona i rozstrojona psychicznie.Nie potrafilam sie na niczym skupic,a co za tym idzie opuscilam sie w nauce.Przestalam rozumiec o czym mowia moi szkolni przyjaciele,jak moga zyc tak spokojnie tu kiedy ja milam raj TAM( co z tego,ze utopie?),jak oni mogli w ogole kupowac cokolwiek,czyz nie szkoda im bylo pieniedzy na glupie paluszki,jesli za te 1.50 mogli miec pol h po 22.00 na IRCu???Jak oni mogli w ogole normalnie zyc? Pamietam,ze zameczalam ich opowiesciami o moich przygodach na IRCu,przezywac wynurzenia zupelnie obcych ludzi,a zapominac o tym co jest tu i teraz.Coraz czesciej slyszalam,ze powinnam sie opanowac,przestac,ze jestem uzalezniona.Zgadzalam sie znimi,kiwalam glowa ,ale w glebi ducha myslalam swoje i efekt byl taki,ze zaczelam wagarowac by moc w spokoju chodzic po kawiarenkach internetowych(tu tez dziekuje jedenemu koledze i pozdrawiam:)).Przestalam o tym opowiedzac przyjaciolom.Stworzylam swoja wlasna iluzje"ze wszystko jest w porzadku".Pamietam pierwszy dzien w kafei,kiedy przyszla chwila rozliczenia sie z pobytu tam.Okazalo sie,ze przesiedzialm za jednym zamachem prawie jedno moje kieszonkowe,bodajze 5h.Dla mnie to byla normalka,lecz dla innych po uslyszeniu tej nowiny-5h-lekka reka,bylo nie do przyjecia.Taka niepozorna dziewczyna...Bylo coraz gorzej i to bez lepszych rokowan na przyszlosc,zapasy pieniezne topnialy,szkolne problemy zaczynaly sie nawarstwiac a ja tracilam kontakt z rzeczywistoscia...Spytacie co dalej? Potzrebna byla tylko ocena jednej osoby na ktorej zaczynalo mi zalezec,by poczuc smak lodowatej wody na tym glupim czubie! I tak zastanawiejac sie nad tym glebiej,tak sobie mysle,ze kazdy dokads ucieka,nie zawsze majac czas aby zatrzymac sie w tym pedzie i spytac samego siebie o co chodzi.Nie zawsze chcemy sie zgadzac na ta szara ,pelna wytezonej pracy rzeczywistosci,ale tylko wtedy kiedy sami podlegamy jakiemus niewidzialnemu prawu.I zgodze sie ,ze nie kazdy nalog ma az takie glebokie podloze,ale na pewno kazdy je poglebia pod nami, nie budujac rownoczesnie mostu ktorym moznaby sie wydostac z powrotem. Dla mnie byla to dluga i bolesna przeprawa wsparta na ramieniu przyjaciol i wlasnej pracy nad soba.Potrzebowalam sporo czasu zeby naprawic szkody i wrocic do normalnosci,jednakze oslodzona ta mysla,ze jest ktos dzieki komu poczulam chec normalnego zycia,ktos kto pokazal,ze tak zyc sie da i jak wiele moge stracic wbrew pozorom.Znowu uwierzylam w szczescie,milosc i przyjazn.Dlatego pragne podziekowac tym ktorzy mi pomogli i ostrzec po raz enty tych ktorzy byc moze slepo daza do tego.Lecz wlasnie pytanie co znajda na koncu tej drogi?Ja moglam jeszcze zlapac pomocna dlon.Radze tym wszystkim ktorzy mysla ,ze zlapali Pana Boga za nogi popracowali nad soba i rozejrzeli sie dookola.Swiat jest taki piekny w realu a ludzie jeszcze lepsi,przeciez ta umiejetnosc rozmowy i poznawania nowych ludzi tu,jest nie mniej prostsze niz tam,a moze nawet prostsze bo czyz oddamy nasz wspanialy usmiech od ucha do ucha taka bezplciowa minka :)-taka minke maja tam setki osob,a nasz usmiech jest przeciez tak niepowtarzalny i nie mowie tu wcale o rezygnowaniu z netu czy biciu sie w piersi "ja juuz nigdyyy".Nie,nie chce tylko zeby nikt tak bardzo jak ja nie zapomnial w zyciu o umiarze.Zycze,wiec szczescia wszystkim tym ktorzy borykaja sie z tym problemem-znaleziena zlotego srodka...w nowym milenium. aga188 Jesli chcielibyscie polemizowac piszcie aga188@go2.pl lub do AM. (swoja droga to tez sa moje inicaly?!!:)) ps Jednakze wszystkim tym ,ktorzy by spytali o ta age188,po rocznej walce z nalogiem,jak sobie teraz radzi,powiem jedno,zgodze sie ,ze nalogowcem zostane juz do konca istnienia IRCa,ale wykorzystuje go w sposob rozsadny(jesli mozna cos wykorzystywac rozsadnie) tj w ramach rozrywki w chwilach kiedy nie mam co robic(ale to jak juz zupelnie wykoncze wszelkie mozliwosci) lub brakuje mi nowych twarzy,ale nigdy po to by zabijac samotnosc-wtedy wole chwycic sluchawke telefonu i jesli sie nie spotkac to przynajmniej pogadac z jakims przyjacielem.Nauczylam sie bowiem doceniac to co mamy dookola siebie (takze kompiki od strony technicznej i nie tylko-TX Cd-Action!!!Tak trzymac!!!!!!!!!) i modle sie teraz tylko o jedno...zeby mimo wszystko rodzicki sie nie zgodzili na stalke(stale lacze) bo wiem ,ze moje wszystkie zapewnienia i postanowienia moga wziasc w leb.A wtedy biada mi i calemu temu powyrzszemu textowi,hehe.No dobrze,niech bedzie,ze ta magiczna bariera 18 lat zrobila swoje;))PP a ja zmadrzalam na tyle by nie powtarzac tych samych bledow... ps do ps Przyznam,ze niekiedy mnie cignie do poluzowania sobie i ircowania na calego,ale nad "niekiedy" moge jeszcze zapanowac,a co powiecie drodzy Czytelnicy jesli kogos "ciagle" ciagnie?To jest tak samo jak z alkohololem , w odpowiedniej proporcji moze porawic samopoczucie (oczywiscie abstrachuje tu od picia_na_dzien_dobry=dobra_zabawa) ale przy jego naduzyciu mozemy wszystko zniszczyc?Poza tym ja bym nie chciala,zeby nademna panowal jakis glupi alkohol czy zamiennie do mojej sytuacji IRC,bo wszystko jest dla ludzi,jednakze w odpowiednich proporcjach,harmoni, dawkach,bo czy jak by nie bylo czarnego tla lub zamiennego kolorku to czy widzielibysmy biel...? Nie wiem co mnie podkusilo zeby napisac ten caly elaboracik lub pean na czesc "deuzaleznienia",ale napisalam co tez mi na sercu lezalo,bo moze imho w ten sposob komus oczy otworze,chociac na mm,ale to zawsze cos niz siedzenie po cichu,a czemu by niby nie dzielic sie swoim doswiadzczeniem?