PRZESTROGA NA NOWE
TYSIĄCLECIE - Łukasz Małecki
Świat się zmienia, zmieniał i zmieniać się będzie zawsze. Z punktu widzenia człowieka dzisiejszego nie można jednoznacznie stwierdzić, czy na lepsze - czy gorsze. Oczywiście wyciąga się pewne wnioski, tworzy prognozy, ale w rzeczywistości są one równie niepewne, co przepowiednie wróżbiarzy. Nauka i technika postępują zbyt szybko, by na bieżąco śledzić ich przebieg. Możemy być jedynie pewni, że ludzkość dąży do cybernetyzacji (czy nam się to podoba, czy nie). Przykładem niech posłużą specjalne nakładki na komputer, służące do... uprawiania miłości przez Internet. Słowem - technika wdziera się w każdy zakamarek człowieczeństwa, nawet tak intymny.
Nie potrafimy temu zaradzić, a często nie chcemy - cudowne wynalazki ułatwiają życie. Patrząc wstecz łatwo stwierdzić, że ostatnie dziesięciolecie należy do Internetu. Globalna sieć, obejmująca cały świat, już wycisnęła swoje piętno. Wielu z nas powie, że w chwili obecnej nie potrafiłoby się bez niej obejść. Za następne dziesięć lat może tak stwierdzić większość ziemskiej populacji. Internet daje ogromne możliwości, ale jak wszystko w życiu - nie jest pozbawione usterek. Niesie z sobą ogromne zagrożenie - zagrożenie upadku kultury, tak znamiennej dla istot wyższych, myślących, inteligentnych.
Internet to medium anonimowe. Nikt nie widzi naszej twarzy, nie słyszy głosu. W zasadzie osoba po drugiej stronie kabla wie tylko tyle, ile chcemy powiedzieć. Problem w tym, że łatwo skłamać, a dojść do prawdy nijak się nie da. Możemy być praktycznie każdym - przy odrobinie sprytu wmówimy komuś, że rozmawia z Pamelą Anderson. Czy uwierzy, czy nie - jego sprawa, ale niezależnie od decyzji, nigdy nie będzie pewien prawdy. Jeśli założymy, że, powiedzmy, w przyszłym stuleciu wszyscy zasiądziemy przed monitorami, lub w jakikolwiek inny sposób połączymy się z siecią, to wyobraźmy sobie, jak sprzyja to wszelakim zakłamaniom i oszustwom. Mało tego - nawet, jeżeli jesteśmy w stu procentach pewni pochodzenia drugiej osoby, to sprawny informatyk, lub, jak kto woli, haker, z łatwością podszyje się pod nią.
Porozumiewanie się najczęściej zachodzi przy pomocy czcionek - wysyłamy listy, piszemy, czytamy. W naszych realiach mało kto może pozwolić sobie na malutką kamerę, którą prześle obraz twarzy czy głos. Wychodzimy z założenia, że najtaniej znaczy najlepiej. Przez to umiera język, nie wspominając nawet o gwarze. Piszemy pod pseudonimami, bez jakichkolwiek zobowiązań, więc nie zwracamy uwagi na dbałość języka. Przez to w nasze wypowiedzi wkradają się obce wyrażenie, przed którymi coraz mniej zaciekle się bronimy. Sam wiem o tym najlepiej, bo popełniam owe błędy nawet nieświadomie. Ileż to razy serce krwawiło na widok zdań, typu: "Hej, sorry, że nie mailowałem, ale wysiadło mi konto na onecie, jakiś lamer zaspamował moją skrzynkę i pochrzaniły mi się wszystkie texty". Język świadczy o kulturze narodu, a polski jest naprawdę piękny. Co z tego, skoro obecne, młode pokolenie, kształtujące świat, używa częściej angielskiego?
Internet to szybkie porozumiewanie się. Listy dochodzą dosłownie w mgnieniu oka, niezależnie od odległości, jaka dzieli nadawcę i odbiorcę. My jednak, miast wykorzystać to udogodnienie, naciągamy je do granic możliwości. Piszemy niedbale, popełniamy wiele byków, wyrażamy myśli w sposób niezrozumiały. To, że nie kreślimy pieczołowicie krągłych literek, nie zwalnia nas od obowiązku starannego pisania. Odbieramy tyle wiadomości, że zapominamy, o czym była mowa w poprzednich. Na nieszczęście nie wszyscy prowadzą archiwa korespondencji, co często prowadzi do nieporozumień.
W Internecie nie ma co liczyć na stałe kontakty. Owszem, zdarzają się, ale najczęściej jedna ze stron w pewnym momencie przestaje pisać. Czujemy się bezkarni - jesteśmy nieodpowiedzialni. Problem w tym, że nikt nie zna naszych prawdziwych personaliów, a zmienić adres skrzynki nie sztuka. Jeśli w dodatku ktoś nam podpadł, to przy odrobinie wysiłku możemy zaśmiecić mu konto, albo zrobić coś o wiele gorszego. Czasem wystarczy być zwykłym palantem, którego rajcuje wkurzanie innych, wulgarne wypowiedzi...
Czas zdać sobie sprawę, że tak naprawdę nie istnieją cuda techniki. Cudem natomiast jest wykorzystanie nauki w sposób korzystny. Nawet najwspanialsze z pozoru idee nie są nic warte bez kontroli i zaangażowania w ich rozwój. Nie możemy pozwolić, by to, co tworzymy, wymknęło się spod kontroli, biegło własnym torem. Najprostszą drogą do tego jest ignorancja i zachłanność. Chcemy więcej i więcej, jeszcze lepiej, jeszcze sprawniej... Tworzymy całkowicie odmienne światy, zapominając o rzeczywistych. Choć w zasadzie wszystko będzie w porządku, jeżeli zapragniemy stać się przedstawicielami e-generacji - zgarbionych, przykutych do krzeseł tępaków, z oczami wlepionymi w świecące monitory, bijące blaskiem cybernetycznej degeneracji.
Łukasz Małecki, rednar@poczta.onet.pl
1.I.2001