Witam ponownie! Na początek odpowiedź na pytanie Qn'ika o to, dlaczego mimo tego, że nie wierzę w piekło, nie kradnę, nie zabijam, nie gwałcę itd. Otóż Qn'ik, ja po prostu nie potrzebuję straszenia mnie piekłem, żeby powstrzymywać się przed czynieniem takich okropności. Żyję w imię pewnych ideałów, które znaczą dla mnie o wiele więcej niż katolicka indoktrynacja, choćby dlatego, że sam je sobie postawiłem. Człowiek, jak słusznie Qn'iu zauważyłeś, musi umieć myśleć samodzielnie. Nie neguję tu całkowicie wartości chrześcijańskich. Są one przydatne, bo w końcu duża ich część jest słuszna. Jednak należy też umieć czerpać najlepsze wzorce ze wszystkich religii, nie tylko z chrześcijaństwa. Ograniczenie się tylko do niego, jeśli nie występuje w parze z fanatyzmem, do niczego złego na pewno nie doprowadzi, ale nie jest też najlepszym rozwiązaniem. Co do poruszanej ostatnio tematyki kary śmierci... Wpadł mi do głowy taki jeden pomysł. Czy nie mogłoby być tak: 1. za morderstwo I - ego stopnia z niezbitymi dowodami winy - od razu krzesełko elektryczne, 2. j.w. ale nie ma 100% pewności - dożywocie, gdyby przestępstwo się powtórzyło - śmierć, 3. pedofilia - dożywocie, gdyby przestępstwo się powtórzyło - śmierć, 4. gwałt - 25 lat, powtórzenie przestępstwa - śmierć... ... a nad resztą niech się głowią prawnicy... w końcu od tego są. Aha, każde przestępstwo, które nie powodowałoby zagrożenia życia - max. 10 lat, a jak recydywa - max.15. A oprócz tego oczywiście musi być nieuchronność kary i surowe, aczkolwiek humanitarne, warunki w więzieniach. No, fachowiec nie jestem, ale to takie małe propozycje. Ew. komentarze proszę wysyłać na podany na końcu adres. Ogólnie jestem za karą śmierci, ale bez przesady. Nie musi być powszechnie stosowana, ale niech będzie dostępna jako możliwość wyroku. To tyle o KS. A teraz z innej beczki. Byłem niedawno w MediaMarkcie w częsci z muzyką i zaciekawiła mnie jedna rzecz. Jest tam półka "19,90" czy coś w tym stylu. Jest tam, krótko mówiąc, to co "nie idzie". I zaobserwowałem coś, co mnie ucieszyło i zmartiło zarazem. Otóż nie było tam ani jednej płyty z metalem, a i porządnego rocka czy jazzu tam nie widziałem. A więc ucieszyłem się, że ambitniejsza muzyka jest w miarę popularna. Natomiast zmartwiłęm się, bo owa ambitna muzyka ma średnią cen wynoszącą ok. 43 PLN. To prawie całe moje kieszonkowe! Nie będę bluzgał na producentów za to, że nie zuważają spowszednienia "płaskokrążków luminosferycznych" i sprzedają je po takich cenach, jak sprzedają. Szkoda na to słów. Pewnie kilku osobom podniosłem ciśnienie pisząc o mojej definicji muzyki ambitniejszej (podkreślam - ambitniejszej, bo naprawdę ambitnej muzyki jest mało). Cóż, w życiu słuchałem wielu rzeczy. Jako bachorek słuchałem domyślcie się czego (ale wstyd...), potem techno, hip-hopu, aż w końcu usłyszałem ambitnego rocka i metal. Tego ostatniego słucham już od 4 lat (mam prawie 17). Początki były takie, że słuchałem metalu, a równocześnie hip-hopu i techno. Niestety, odkrywając coraz to nowsze zespoły grające metal i rocka, gdy potem puściłem na wieży Cypress Hill, Beatie Boys albo Mellow Trax, po prostu nudziłem się słuchając. Nudziła zapętlona melodia i mówione wokale w hip-hopie oraz "ymc, ymc" w techno... Wtedy do odtwarzacza wpadał "Bloody Kisses" Type O Negative, "Obsolete" Fear Factory albo "Mob Rules" Black Sabbath i nuda kopa w rzyć basami dostawała. Teraz siedzę w doom i gothic metalu głównie. Ostatnio kumpel zademonstrował mi jazz. I tradycyjny i nowoczesny. Chyba polubiłem. A co ze starymi kasetami i płytami z hip-hopem, techno albo tym... czymś, co było na początku? Leżą gdzieś pod warstwą kurzu i pajęczyn. Niech spoczywają w pokoju. No, to chyba czas kończyć. Jeżeli ktoś chce coś skomentować niech pisze na steele@poczta.onet.pl Żegnam i pozdrawiam Deistikk