STAROŚĆ - Łukasz Małecki
Starzy ludzie umierają - tak samo zresztą jak my wszyscy. W ich żyłach przestaje płynąć krew, bicie serca milknie. Jeśli jednak pod względem biologicznym umieramy tak samo, to proces śmierci starca jest całkowicie odmienny. Starzy ludzie umierają powoli - mają czas, co też jest pewnego rodzaju paradoksem, bo przecież nie wiedzą, czy odejdą za rok, za miesiąc czy może nawet za chwilę. W końcu kto z nas to wie? Chyba trafniej zabrzmi, jeśli powiemy, że starzy ludzie umierają bez przerwy.
W odróżnieniu od większości z nas oni mają przynajmniej chwilę, w której mogą zastanowić się co było, co jest i co będzie. Zdążą przeprosić, wybaczyć, pomodlić się - nieraz robią to miesiącami. Siedzą w oknach starych, zniszczonych kamienic i patrzą na ruchliwą ulicę. To miejsce dla nich niedostępne - nie potrafią chodzić, więc utykają w swoich mieszkaniach podtrzymując się mebli i dziękują Bogu, że stać ich choć na to. Zdarza się, że nie potrafią nawet tego. Leżą wtedy w łóżkach, do złudzenia przypominających trumny i modlą się do świętych obrazków, błagając o śmierć. Czy taką bezczynną, bierną egzystencję można nazwać życiem? A może tak właśnie wygląda czyściec?
Najśmieszniejsze jest jednak to, że przecież my znamy ich wszystkich, a jednak błądzimy gdzieś w kotle życia, nie mamy dla nich czasu, ani nawet chęci. Wyzbywamy się starych przyjaciół, negujemy ich istnienie - kolejny dowód na to, że nie istnieją, a przecież w tych marnych ciałach tli się jeszcze życie. Idziemy później na ich pogrzeby, ale wszystko zdaje się tak obojętne - zapomnieliśmy, kim naprawdę byli, znamy jedynie charakterystycznie brzmiące nazwiska. Chyba nawet nie wiemy, jak niewiele im trzeba.
Wystarczy, że poświęcimy im cząstkę tak cennego czasu. Może zamiast siedzieć w kościele i przysypiać z nudów, lepiej odwiedzić właśnie ich? Bo gdzie znajdziemy Boga, jeśli nie tam? Wysłuchajmy, co mówią, czego pragną, nawet jeśli marudzą, wciąż płaczą... Bądźmy cierpliwi, tak jak ktoś w przyszłości będzie dla nas. Tak jak sami będziemy tego chcieli. Wtedy na pogrzebie uronimy niejedną łzę, wtedy też będziemy mogli powiedzieć: to był mój prawdziwy przyjaciel. A przecież
"Nie
masz piękniejszej ozdoby dla trumny,
Jak łza żałośna brata kochanego."
Łukasz Małecki, rednar@poczta.onet.pl
21.XII 2000