I cant get no , satisfaction
Lato , słońce świeci , robi się ciepło , człowiek nabiera
ochoty do życia , komputer odchodzi na dalszy plan , zaczynamy
się rozglądać za jakąś dziewczyną (tudzież chłopakiem).
"Life is peachy". Tak tylko się zdaję. Rzeczywistość
jest jednak mniej różowa. Po raz kolejny dostajemy od życia
porządnego kopa w siedzenie. Czemu? Postaram się to po krótce
jakoś wyjaśnić.
Cóż , piękna pogoda staje się z czasem nie do zniesienia. Człowiek
czuje się jak frytka w piekarniku. Temperatura dochodzi do 35*C
w cieniu (o ile oczywiście gdzieś jest cień). Praktycznie do
godziny 18:00 nie ma co wynurzać się z domu , bądź miejsca
zakwaterowania. Zaraz odezwą się zwolennicy spędzania czasu
nad wodą. Dobra , gdzieś nad jeziorem w cieniu drzew , ze
znajomymi jest to całkiem ciekawa propozycja , ale z drugiej
strony nie można przecież dwóch miesięcy spędzić w taki
sposób (a nawet gdyby to było realne to po dwóch tygodniach
ten rodzaj wypoczynku wychodziłby nam uszami).
No trudno , zostały przecież baseny. Śmiechu warte. Większość
z nich jest w takim stanie , że pożal się boże. Wszędzie pełno
śmieci , tłumy ludzi ścisniętych jak sardynki w puszcze ,
gromady miejscowych młodocianych żuli próbujących wyłudzić
2,50 na wino (jak nie dasz to zawsze możesz dostać po pysku).
No i najważniejsze woda. Jasne , sama przyjemność pływać w
zasyfionej cieczy do złudzenia przypominającej ściek (murowana
wizyta u dermatologa). "Sad but true".
Zostały nam jescze wakacje nad morzem. Też piękny pomysł. Upał
, rozlewająca się wszędzie tłuszcza , aleje budek z żarciem
, z których płynie tzw. muzyka , czyli najnowsze (s)hity w
postaci Venga Boys , Brytnej Spears itd. Ten wszechobecny hałas
: wydzierające się bachory i ich rodziciele. Nie ma co
wypoczynek jak się patrzy.
Dziewczyny. Tak , to jest to , albo tak się nam tylko zdaje. Całe
tabuny skąpo odzianych pań , nierzadko bardzo ładnych. I cóż
począć , trzeba albo mieć
wychodowane na sterydach ciało (zresztą z tym to nie jest tak
źle) , lub umieć odpowiednio zagadać. Teraz pewnie nie jeden
irc'owy casanova , wykrzyknie , że nie ma nic prostszego. Złudzenia.
To nie jest mIRC , gdzie każdy może opisywać swoją osobę w
jak najlepszym świetle i przez kilka minut zastanawiać się nad
następnym "tekstem". Tu cię bratku widać jak na dłoni.
Nawet jak "bajerujesz" to musisz to robić z głową.
Osobną sprawą są obiekty naszych zainteresowań. Cóż ,
przyjmijmy , że mamy tzw. gadane i całkiem nieźle wyglądamy.
Udało mam się pozyskać zainteresowanie naszą osobą , całkiem
ciekawego (zewnętrznie) przedstawiciela płci przeciwnej. I tu
następuje moment zwrotny. Mianowicie , okazuje się , iż nasza
sympatia , prócz urody niczym specjalnym się nie wyróżnia.
Praktycznie nie mamy żadnego tematu do rozmowy. Bo o czym tu
gadać z osobą , która przykładowo : słucha sezonówek (B.
Spears) , nie lubi czytać , a jej ulubionym sierialem w tv jest
np. klan , czy inna klasa na obcasach (or something) , że już o
komputerach nie wspomnę.
"It hurt's to be alone" - jak śpiewał Bob Marley ,
ale z drugiej strony lepiej być solo niż z kimś , kogo tak
naprawdę nawet nie lubimy.
Tak oto dochodzimy do jednego przekonania : i want home.
Zaczynamy tęsknić za przyjaciółmi , domem , naszym poczciwym
kompem. Po raz kolejny dostajemy od życia porządnego kopa w rzyć
:).
Jednak wszystko może ułożyć się zupełnie inaczej.
Pojedziemy w ciekawe miejsce , gdzie poznamy ciekawych ludzi. Może
nawet natrafimy na kogoś , na kim będzie naprawdę zależało.
Wtedy nie straszne upały i muzyka z list przebojów ;))))).
Chociaż trzeba mieć naprawdę duże szczęście , aby tak spędzić
lato.
I jest , w tym wszystkim jeden minus. Po powrocie do domu człowiek
czuje się bardzo zdegustowany [Jezus , znowu w domu. Dlaczego u
nas dziewczyny są tak brzydkie/puste/dziecinne (niepotrzebne
skreślić:)))?] i czuje dziwną niechęć do wszystkiego.
"Stand up , get up , stand up for your right. Stand up , get
up , dont give up the fight" (Bob Marley) , czyli nie gódźcie
z losem. Jak spędzicie wakacje zależy w głównej mierze od
was. Jak w okolicy nie ma fajnych dziewczyn , to trzeba szukać
gdzieś dalej. Nie podoba wam się okolica , wybierzcie się
gdzie indziej.
"This is the end / Beautiful friend" (The Doors). Na
tym kończę moje grafomańskie wywody.
Resident