Przemoc a gry

"Złe wiadomości: notoryczne zabijanie, tyle złości, miłości nie ma jeż wcale.
Są porwania na szeroką skalę, a nocą na ulicach rozlewa się krew.
Morale - pojęcie wypaczone, każdy przechodzi na wygodną stronę.
O co chodzi? Tutaj o nic nie chodzi, lecz ludzi prawdziwych jakby mniej..."

No właśnie, skąd na świecie tyle przemocy, złości i nienawiści? Co sprawia, że ludzie są tak okrutni i bezduszni? Tak naprawdę tego nie wie chyba nikt. Być może, po prostu żyjemy w takich czasach? Czasach zabijania? Być może... To, co się dzieje dzisiaj kiedyś było nie do pomyślenia. A teraz? Teraz jest tak, że nawet jak zabiją sąsiada z naprzeciwka, to wzruszamy tylko ramionami, i mówimy: trudno, takie czasy. Ale dlaczego? Gdzie jest wina? Co powoduje tyle agresji? Agresji zrodzonej w sercach, przeważnie młodych, w twoim wieku Drogi czytelniku. Niespodziewany dynamizm rozwojowy czasów współczesnych? Spadek znaczenia śmierci? Propagowanie brutalności jako środka na wszystko? Zagubienie pośród tłumu? Samotność? Stres?

Moim zdaniem wszystko ma w tym swoją winę. Młodzi ludzie są atakowani ze wszystkich stron brutalnymi obrazami, od najmłodszych lat są nimi karmieni. Stają się one treścią i sensem ich życia. I co ma zrobić takie dziecko, gdy podrośnie i wyjdzie na ulicę? Przecież nie będzie stało jak kołek, gdy jego układ nerwowy wspomagany przez różnego rodzaju "dopalacze"/dragi, alkohol/ domaga się dawki adrenaliny? Odpowiedź jest chyba zbędna. Przemoc, którą wchłaniał niczym gąbka szuka wyjścia. A to, że wyjdzie w spotkaniu z jakimś przypadkowym człowiekiem, być może nawet z Tobą, jest nieważne. W końcu chłopak musi dać upust emocjom, nie? Wokół tak zwani "specjaliści od zachowań społecznych" trąbią na prawo i lewo, że to wszystko przez brutalny świat gier komputerowych. Mnożą się wszelkiego rodzaju reportaże z kafejek, gralni itp., w których urocza pani redaktor usiłuje wmówić każdemu, kto żywy, że ludzie mający choć tymczasowy kontakt z monitorem mają wypaczoną psychikę, są świrami i najchętniej wyszliby na ulice z piłą łańcuchową siać spustoszenie. Taka nagonka na "kozła ofiarnego" trwa już od dłuższego czasu i zatacza coraz szersze kręgi. Nie myślcie sobie, że sprawa rozejdzie się po kościach! Nie, tak się nie stanie! Wystarczy kilka artykułów w tak "rzetelnych" pismach jak Pani Domu i inne, a horda zdesperowanych gospodyń rzuci się z tłuczkami do mięsa na komputery. Niedawno głośna była sprawa dzieciaka, który, bodajże w USA wpadł do szkoły z gunem i wybił uczniów oraz nauczycieli. Siedzę sobie przed TV, a tam materiał przedstawiający dziadka Dooma jako przyczynę tej masakry. Przyznam szczerze, że mnie skręciło. Ze złości i ze śmiechu. Ze złości, bo nie wyobrażam sobie jak pan redaktor, opracowujący materiał szybko połączył fakty i wyszło, że gry należy spalić na stosie jak diabła wcielonego. Ze śmiechu, bo Dooma uznano za główną przyczynę tragedii. Nie twierdzę, że nie ma w tym racji, ale, na miłość Boską nie dajmy się zwariować! Czy tylko w grach są sadystyczne sceny? Czy tylko w grach zabija się dla przyjemności? Czy tylko w grach jest to jawne i sprawia wrażenie doskonałej zabawy? N I E!!! Gdzie telewizja? Gdzie kino? Gdzie wszelkiego rodzaju pisma, gazety obfitujące w brutalność? Schowały się za plecami komputerów, które obrywają tylko dlatego, że są nowością i dla wielu stanowią czarną magię! W końcu gdzie są rodzice zabójczych pociech? Jak to gdzie? W sądzie! Wytaczają sprawy potentatom informatycznym, bo ich synuś pod wpływem tych pie*!%$ gier wyszedł na ulicę i zrobił krwawą łaźnię! A gdzie byli, kiedy nieukształtowana psychika ich dziecka bombardowana była prze sadystyczne filmy? Odpowiedź jest prosta: byli zajęci sobą, trzaskaniem szmalcu, a na potomka nie raczyli nawet spojrzeć, tym bardziej śledzić jego zainteresowania, zwracać uwagę na ulubione filmy, kształtować prawidłowy światopogląd, aby zrobić z niego człowieka odpowiedzialnego i dojrzałego. A teraz mają małego psychola, gotowego zabić za paczkę landrynek. I kogo obwiniają? Wszystkich, tylko nie siebie. Dziwią się: przecież mój syn/córka był/a/ taki grzeczny i posłuszny! Nie mieliśmy z nim absolutnie żadnych kłopotów. Fakt, nie mieli problemów z dorastającym dzieckiem, bo było ono pochłonięte swoim światem, gdzie pięść i nóż to panaceum na każdy problem. A teraz, kiedy ukazało się prawdziwe oblicze młodego człowieka, szukają winnych wszędzie. Wszędzie, za wyjątkiem swojego domu. Wszak pod latarnią najciemniej!

Niech ktoś nie myśli, że pisałem tego arta mając na myśli obronę gier. Myślałem raczej nad tym, aby zwrócić Waszą uwagę na inne aspekty tej sprawy, bawić się raczej w prokuratora szukającego współwinnych, niż obrońcę biednych gierek. Gry wcale nie są biedne i pokrzywdzone, o nie! Wprost przeciwnie! Także są winne, na równi z innymi mediami! Rodzice! Zwracajcie uwagę na to, w co gra wasza pociecha, co ogląda w telewizji, co czyta. Chyba lepiej przyłożyć się teraz, kiedy osobowość młodego człowieka dopiero się kształtuje i nie jest odporna na różne okropności! Lepiej popracować teraz, niż rozpaczać potem, gdy stanie się najgorsze! Z własnego doświadczenia wiem, jak gry w pływają na psychikę ukształtowaną i będącą dopiero w powijakach. Człowiek z ustabilizowanym systemem wartości nie wyjdzie na miasto z kałachem tylko dlatego, że zobaczył w grze czy filmie jak się zabija. Pamiętajcie! Gry i filmy takie jak "Carmageddon", "Ostry poker w małym Tokio" czy "Pies Andaluzyjski", oraz bardzo wiele innych potrafią zdrowo namieszać w umyśle dziecka. Umyśle który kiedyś będzie dorosły i będzie wzorował się na tym, czego uczono go od najmłodszych lat. Wszystko to sprawia, że przemoc jest na porządku dziennym. A jak przemoc jest na porządku dziennym, to "edukują się" nowe pokolenia. Błędne koło się zamyka. Na świecie pełno jest morderców, złodziei, gwałcicieli, a "ludzi prawdziwych jakby mniej..."

PS. Cytowany tekst pochodzi z utworu grupy Zero - "Gdy zgaśnie słońce".

Fishbone