Uchyliłem powieki. Uciążliwy dzwonek budzika informował mnie, że pora już wstawać. Tak, to był TEN dzień.Dzień, który może okazać się wielkim. Dzisiaj nagranie "Milionerów" z moim udziałem. Oddzwonili już za trzecim razem. Podobno to szybko, do niektórych dzwonią nawet po kilkunastu telefonach. Pomysł wzięcia udziału w programie wyszedł od mamy. Szybko poderwałem się z łóżka. -Niech to diabli-pomyślałem.-Chyba wstałem lewą nogą.Po chwili byłem już pewny, gdyż pies znowu nasikał na podłogę, a mokra była jedna noga-lewa... Szybkie szczotkowanie zębów (zawsze dwie minuty), golenie brody i jestem po porannej porcji higieny. Teraz śniadanie. Mówią, żeby zjeść coś lekkiego, to wtedy ze stresu i tremy przed kamerami nie rozboli nas brzuch. A czy pomyśleli, że może rozboleć nas z głodu? Ja w każdym razie nie uważam, by takie szczegóły mogły wpłynąć na moje zachowanie przed kamerami. Po śniadaniu szybko na dworzec.Taksówką, a co, przecież dziś będę w "Milionerach" to kasa się zwróci. Wsiadam do pociągu, przede mną daleka droga na nagranie. Dlatego wyjeżdżam tak wcześnie. W przedziale zastanawiam się, jakie będą pytania, czy już na wstępie będę musiał skorzystać z kół ratunkowych. Mam nadzieję, że będę ich potrzebował dopiero tak przy 32, 64 tysiącach... Teraz czuję, że z tym śniadaniem to jednak była prawda. Pomimo tego, że siedzę "złapała" mnie kolka. Dreszcz przeszywa moje ciało. -No, ciekawe co będzie przed kamerami-myśl przebiega przeze mnie szybko, jak kolejny dreszcz. Kropelka potu pojawia się na moim czole, teraz czuję kolejne... Mrowienie obiega całe ciało... Tak, koniecznie muszę wyjść do toalety. Pociąg wreszcie dojechał do stacji na której wysiadam. Na szczęscie do studia jest kawałek, więc mogę przejść się pieszo. Po drodze nie zastanawiam się już nad pytaniami, ogarnia mnie zbyt duże podniecenie. Wreszcie wkraczam do budynku telewizji. Sprawdzam na karteczce, do którego studia mam się udać. Tak, studio nr 23 na drugim piętrze. Powoli wchodzę po schodach, na których wyprzedza mnie jakiś nieznajomy mężczyzna. To już tutaj. Naciskam klamkę, a moim oczom ukazuje się niesamowity widok. Nie tak to sobie wyobrażałem. Dookoła pełno ludzi, ze wszystkich stron światła. To wogóle nie przypomina studia które widziałem w telewizji. To jest kilka razy większe. Pełno w nim kamer, których telewidzowie nie widzą. No, ale zostaję wreszcie zauważony. Podchodzi do mnie pani, pytając o moje zaproszenie. Po okazaniu mogę już zasiąść przed monitorem komputera, na którym niedługo wyświetlone zostanie pytanie. Na razie jakiś mężczyzna o wyglądzie latynosa tłumaczy coś publiczności. Z drugiej strony studia pojawia się prowadzący. Podchodzi do nas i rozpoczyna wykład, w którym wyjaśnia, jak mamy się zachować, że jeżeli coś nie wyjdzie mamy możliwość powtórzenia. W końcu w studiu zapada cisza, słychać tylko pojedyńcze głosy, które także cichną po chwili. Zaczyna się nagranie. Do studia ponownie wchodzi prowadzący, tym razem uśmiecha się do kamer, ciepłym głosem obwieszczając telewidzom, że za moment rozpocznie się tzw. "kto pierwszy, ten lepszy". Kładę spocone dłonie na przyciskach i czekam. Chwila wydaje się wiecznością. Wreszcie słyszę pytanie: "Uszereguj chronologicznie następujące wydarzenia historyczne...". Nerwowo przyciskam, co miało teraz być A czy B. No, skończyłem. Po chwili prowadzący ogłasza, że zostałem zwycięzcą etapu eliminacji i wezmę udział w dalszej grze. Trema pozwala tylko na uśmiech i wyciągniecie ręki na przywitanie. Po chwili siedzimy już przy "stoliku", i słyszę pierwsze pytanie, które okazuje się być bardzo prostym. Pierwsze kłopoty mam przy tysiącu, ale radzę sobie bez koła ratunkowego. Po chwili słyszę, że mam gwarantowany tysiąc. "Jak nazywał się mityczny heros, którego słabym punktem była stopa?" A-Herkules, B-Atlas, C-Achilles, D-Conan. Obawiałem się pytania z mitologii. Z tej dziedziny nigdy nie byłem dobry, ale... To chyba wiem. To dość oklepane powiedzenie o tej pięcie... no, czyjej?! Nerwowo powtarzam to sobie w myślach. -I co, masz już jakiś pomysł- dzięki temu pytaniu tracę wątek i na powrót w mojej głowie pojawia się pustka. Prowadzący nieświadomie zbija mnie z tropu. Jego uśmiech sugeruje chęć pomocy, której jednak udzielić nie może. -Może pora skorzystać z koła ratunkowego - pada kolejne pytanie. -Nie, chyba znam odpowiedź- odpowiadam, uświadamiając sobie, że to takie proste pytanie. -Myślę, że był to Achilles. Chwila ciszy. -Czy jesteś pewien?-na twarzy prowadzącego pojawia się uśmiech, który wydaje się być szelmowski, ale to uczucie znika. Lekko uniesiona powieka nad prawym okiem może wiele znaczyć. Czy próbuje mi coś przekazać? Na przykład to, że nie mam racji? -Czy chcesz, bym zaznaczył tą odpowiedź?-prowadzący upewnia się jeszcze. Gdzieś we mnie pojawia się zwątpienie. Czy na pewno mam rację, przecież dobrze wiem, że mitologia to mój słaby punkt, tak jak stopa u jednego z tych herosów. -Proszę o jeszcze chwilkę na zastanowienie. -mówię, próbując usprawiedliwić swoje milczenie. -Ależ proszę, czas jest nieograniczony. Tysiące myśli przebiega przez moją głowę, jak te tysiące mrówek po moich plecach. -Zastanawiam się nad wyborem między Herkulesem i Achillesem. -A którą z tych odpowiedzi wybierasz?-słyszę zamiast jakiejkolwiek pomocy. Przecież nie mogę teraz zmarnować koła ratunkowego. -Niech będzie odpowiedź A. -Czyli Herkules? Głos prowadzącego niczego nie wskazuje. Z jego oczu nie potrafię wyczytać czy mam rację. -Tak, nie będę marnował czasu. A koła ratunkowe zostawię na wyższe stawki. -Dobrze, niech tak będzie. -Zaznaczam odpowiedź A.Herkules. -Czy jest to poprawna odpowiedź, dowiedzą się państwo po reklamie. Zostańcie z nami. Chwila przerwy pozwala mi na głębszy oddech, chociaż przydałby się inny głębszy... -Witamy znów po przerwie. Z zamyślenia wyrywa mnie głos prowadzącego, który przypomina sytuację sprzed przerwy. A teraz zwraca się do mnie. Ton jego głosu raczej nie pozwala mi przypuszczać, że ma dobre wieści. -No niestety, prawidłowa odpowiedź to C.Achilles.A teraz podpiszę dla ciebie czek na gwarantowany tysiąc. Jęk zawodu wśród publiczności upewnia mnie, że to już koniec. Wychodzę ze studia, wkładając czek do kieszeni i powtarzając jedno pytanie: "Czy było warto?".... Błaniu