KOŚCIÓŁ-CZYM JEST?

Po przeczytaniu arta popełnionego, przez Chosen 1 w świątecznym AR pomyślałem, że koleś ma sporo odwagi. W tak katolickim kraju, jakim bez wątpienia jest Polska trudno zdobyć się na wytykanie kościołowi jego krętactw i to przed tysiącami czytelników. On jednak poruszył temat tabu, więc ja postanowiłem nie być gorszy i też trochę się wyżyć na kościółku i całej jego zakłamanej otoczce.

Zacznę od przekonania większości ludzi o ubóstwie a może raczej skromności księży. Stwierdzę krótko ha, ha, ha. Prosty przykład z mojego najbliższego otoczenia. Pewien księżulek (nie wiem jak się mówi na tego ich przełożonego, ale z kolesiami nazwaliśmy go „Szefu”) jeździł dość wysłużonym „Poldkiem”, więc uznał, że budowa kościoła (mamy tylko kaplicę) rozpoczęta i tak chyba za czasów Arki Noego (nie tej od „A gu gu”:)) może się „trochę” opóźnić i kupił sobie nowiutkiego, błyszczącego „Lanosa”. Ich bogactwo nie gryzłoby mnie tak gdyby nie skąpstwo i lenistwo panów w czarnym uniformie. Otóż pewnego pięknego dnia idę sobie ulicą Kiepury, spoglądam na dom, a w zasadzie willę, w której mieszkają księża i moje piękne oczęta widzą kobietę około siedemdziesiątki zasuwającą z kosiarą wielkości kombajnu po bezmiarze trawnika wokół plebani. Szefu natomiast stał przy kaplicy i łypał chciwym oczkiem na staruszkę. Nielicho mnie to wkurzyło, bo ten spaślak zamiast za bardzo małą część majątku kościoła zatrudnić jakiś facetów albo po prostu samemu zakasać rękawy i wziąć się do roboty wykorzystuje babcię wierzącą, że to, co robi pomoże jej dostać się do Królestwa Niebieskiego. I jeszcze jeden (tym razem ostatni, obiecuję:)) przykład „ubóstwa” księży. Mam kolegę ministranta (pozdrowienia dla Romana). Jako doświadczony pomocnik Roman wybrał się z księdzem po kolędzie. Uzbierał około 100zł sporo jak na jeden wieczór. Nic to jednak w porównaniu do... 4000Zł wyzyskanych przez klechę. Pomyślcie 4000zł. Moi rodzice nie zarobią tyle wspólnie przez cały miesiąc a on dostał tyle za jeden wieczór swojej pożal się Boże pracy.

Temat nr 2 to udzielanie się kościoła w polityce. Moim zdaniem kościół w ogóle nie powinien wtrącać się w żadną formę polityki, ale żeby ksiądz na kazaniu wmawiał ludziom żeby nie głosowali na Kwaśniewskiego, bo to bezbożnik. Starsi ludzie, dla których ksiądz jest niedoścignionym autorytetem na pewno go posłuchali i oddali głos na pięknego Maryjana. Poza tym kościołowi podobają się różne formy polityki prorodzinnej np. potępianie aborcji i nieprzychylne odnoszenie się do antykoncepcji. Niby nic, ale jak się nad tym głębiej zastanowić to najwięcej korzyści z dużej populacji mają... Kto? No... Zastanówcie się... Tak oczywiście księża i kościół. Całe życie katolika to kasa dla tej instytucji. Pierwszy zysk to chrzciny, potem komunia i różne rekolekcje. Jeżeli dziecko jest mocno wierzące to chodzi do kościoła, co niedzielę i zawsze daje 2zł to: 2zł * 53 niedziele w roku = 106zł

106zł / 12miesięcy = 8,8(3)zł miesięcznej podwyżki dla księdza.

Potem jest jeszcze bierzmowanie w dalszej przyszłości ślub a mamona z tych imprezek spływa do kieszeni wielebnego. Podobnie sprawa się ma w przypadku walki o wolne niedziele. Przecież, jeżeli ludzie pracują w niedziele to nie mogą przyjść do świątyni i o zgrozo nie dają na tacę.

Na zakończenie tego arcika chciałem poruszyć temat idola i autorytetu wielu czytelników, jakim niewątpliwie jest Papież Jan Paweł 2. Czy wiecie, że pieniądze wydane na jego osobę były jednym z największych wydatków w historii tego kraju a można było przecież wydać je na poprawę jakości życia w Polsce lub np. na pomoc biednym?

Oj, rozpędziłem się a to już czas na podsumowanie. W tym nienormalnym kraju wierzyć jest coraz trudniej, bo skoro wzory do naśladowania, księża patrzą tylko na własną d*** i portfel... Jak powiedział Józef Glemp „Najcięższą chorobą naszych czasów jest choroba duszy” (pewnie dla tego, że jest to jedyna choroba, jaka go w życiu dotknęła).

Brytek

Zapraszam do korespondencji brytek@wp.pl

{Słówko komentarza. Argumenty przytaczane wyżej są łatwo odbijane w innych artach, broniących Kościół, więc o tym pisać nie będę. Ale jeśli chodzi o osobę Papieża i pieniędzy na Jego przyjazd wydanych... Pomyśl ilu ludzi się cieszyło na spotkanie się z Ojcem Świętym, ilu starszych ludzi mogło go zobaczyć po raz ostatni w życiu, ile było wzruszeń, ile dobra dzięki temu przyjazdowi? Warto było płacić. Ale ja odbiję piłeczkę (gdyż argument, mimo iż idiotyczny, powtarza się nader często) - spójrz ile kasy politycy wydają na kampanie! Wiesz, ile dobrego możnaby za tę kasę uczynić? Więc uczep się innego tyłka, Ojca Świętego zostaw w spokoju... - Qn`ik}