ZAKAZANY OWOC SMAKUJE NAJLEPIEJ, CZYLI
CAŁA PRAWDA O LOBO
Hen daleko w galaktyce istniała sobie kiedyś planeta zwana Czarnią - taka mdląca swoim
pacyfizmem kosmiczna Utopia - którą zamieszkiwała rasa doskonała - i jak się w późniejszym
okresie okazało zbyt doskonała, żeby móc egzystować - ponad wszystko miłująca pokój
i harmonię, opływająca w szczęściu i dostatku, nie znająca wojen, szpetoty, biedy i
zła we wszelakiej postaci. Pewnego dnia jednak oazę doskonałości przysłonił cień
rychło nadchodzących zmian zwiastując początek końca Czarni, jakkolwiek nie tylko jej
jednej - albowiem nadeszło Zło. Właściwie to nie Zło, a Zły i nie nadeszło, a ot po
prostu narodziło się jak każda żywa istota. Na imię mu Lobo, czyli "Ten, Który
Pożera Wnętrzności i Co Mu Sprawia Przyjemność" ( w dialekcie Khund ). Zaczęło
się od zwykłych utarczek - akuszerka odbierająca narodziny antychrysta straciła cztery
palce i zapadła na ciężką chorobę psychiczną, szkoła, do której uczęszczał Lobo
trzęsła się w posadach pod despotycznymi rządami jego twardych pięści, a dyrektor
placówki na kilka minut przed swoją tragiczną śmiercią ( kto był jej sprawcą chyba
nietrudno się domyślić? ) wydał dekret o powołaniu do życia służb porządkowych,
więzień, policji i innych takich dziwadeł, które nigdy wcześniej ( czyt. przed
narodzinami Lobo ) nawet w najczarniejszych koszmarach nie śniły się czarnijskim
psychologom. Ten świat schodził już na psy, a Lobo trzymał za smycz. No i nie tylko.
Za kark przede wszystkim i to każdego jak leci. Wielu sądzi, że nieopanowana agresja Ważniaka
( tak o sobie mówi ) wzięła się od słuchania muzyki rockowej ( tak naprawdę agresja
istniała w nim od zawsze - od dnia narodzin, a może i jeszcze wcześniej ) - Lobo ma w mózgu
wszczepiony odbiornik radiowy nastawiony na częstotliwość kanału Cosmic Rock Zombie
Radio, który non stop nadaje jedną piosenkę ( ponieważ tak zarządził Ważniak, a co
zarządził Ważniak jest święte i nie podlega dyskusji, no chyba, że masz odwagę zwrócić
mu uwagę, co oczywiście nie jest wskazane ze względów zdrowotnych, tfu, żywotnych. DJ
Wolfman Wilf nie chciał ryzykować ), wielki przebój (krytycy oczywiście uważają
inaczej ) Oedipusa Wrecksa zatytułowany "I killed My Folks (No Accident)",
czyli w wolnym tłumaczeniu "Zabiłem Swoich Rodziców (Nie Przypadkowo)".
Piosnka ma zagrzewać naszego bohatera ( ekhem... ) do walki, mordowania, kasowania
reflektorów, grzebanka w lędźwiach, miotania kończynami, wypasu ząbków i tym
podobnych czynności. No i do posuwania się o krok dalej. Następnym krokiem Ważniaka,
po dostatecznym obrzydzeniu życia Czarnianom oczywiście, miało być definitywne
rozprawienie się z całą pięciobilionową populacją. 'Bo choć prymusem nigdy nie był,
szczególnie upodobał sobie zajęcia z chemii i biologii i wkrótce cała Czarnia
miała poznać tego przyczynę.
Śmierć nadeszła powoli i miała 117 mikronów długości. A oprócz tego szczyciła się
aparycją skorpionów, latała i boleśnie wnikała w ciało powodując u ofiar nieludzko
długie konanie w męczarniach. Czarnię nawiedziła plaga insektów-zabójców i Ważniak
umierał z radości ( plotka głosi, że oglądając dzieło zniszczenia sączył najsłodsze
drinki, przygrywając do wtóru na swej elektrycznej gitarze ). Nic dziwnego, w końcu to
on powołał do życia śmiercionośny gatunek ( maturka z biolii nie poszła na marne ) i
zbierając gorzkie żniwo miał prawo do odrobiny dumy. Potem nastała ciemność, którą
Lobo zwyczajnie opuścił. Przez pewien czas parał się zawodem łowcy nagród/płatnego
mordercy, lecz jego prawdziwa kariera zaczęła się w momencie spotkania Vril Doxa lidera
spec-grupy L.E.G.I.O.N. Do spotkania nie doszło przypadkowo - Lobo ścigał jednego z członków
L.E.G.I.O.N.-u, Garryn'a Beka, który całkiem zresztą przypadkowo skrzywdził jednego z
ulubionych zwierzaków rzeźnika z Czarnii - kosmicznego delfina. Efektem finalnym była
interwencja Doxa, który, o dziwo, dokonał czegoś co nie udało się nikomu wcześniej.
Pokonał Ważniaka! No tak, ale nie znaczy to, że Lobo to ciemięga, po prostu w czasie
walki był nie w sosie, ponieważ radio Cosmic Rock Zombie na skutek nieprzewidzianego
wypadku przestało nadawać. A bez solidnej dawki dobrej ( według 'Bo, ale nie tylko ;) )
muzyki nie można wygrywać bitew. Więc przegrał, po czym obiecał solenne posłuszeństwo
Dox'owi, który przyjął go w szeregi L.E.G.I.O.N.-u. Jako agent spec-grupy mógł
dokonywać największych masakr ludzkości zwalając winę za nie na "nieprzewidziane
okoliczności zawodowe". Dox kipiał ze złości, ale musiał to przeboleć, dopóki
ten wywiązywał się ze złożonych obietnic ( dla Ważniaka dane słowo jest święte i
jeśli obiecał ukręcić komuś łeb, robił to z zacięciem perfekcjonisty ).
Przynajmniej miał go po swojej stronie. Gdy dowództwo nad L.E.G.I.O.N.-em przejął syn
Dox'a, Lyrl, Lobo dołączył do nowej grupy Vrila - the R.E.B.E.L.S. Nie na długo
jednak, w końcu i Dox'owi przestało się uśmiechać krycie rzeźnika i wywalił go z
organizacji na zbity pysk. Ważniak powrócił do tego co potrafił najlepiej ( ze słuchaniem
rozkazów jakoś mu nie szło ) - do zawodu łowcy nagród. Takim znamy go do dziś. Myliłby
się jednak ten kto sądzi, że Lobo zabija dla pieniędzy. Nie On! Main Man to po prostu
istota stworzona do zabijania i niczego poza tym. Przykład? Proszę bardzo: w oryginalnym
22. numerze komiksu "Lobo", Ważniak zaprzedał swoją duszę Neronowi, by
odzyskać utracony odbiornik radiowy i przy okazji skopać tyłek ( definitywnie, hie, hie
) nowemu disc-jokey'owi, Tony'emu LePoni, który miast kontynuowania tradycji muzycznych
poprzednika przechrzcił stację Cosmic na nadającą mdły dla ucha soul. To by
usprawiedliwiało doszczętne spłonięcie całej stacji nadawczej. ;)
Wbrew pozorom Lobo to naprawdę miły gościu i mamy to cholerne szczęście, że jego
przygody od czasu do czasu ujawniają się także w naszym kraju ( olbrzymie
thnxy dla wydawcy tych komiksów - TM-semic ). Szkoda, że nie jako regularna
seria, ale dobre i te trzy zeszyty rocznie. Lobo po raz pierwszy objawił się ludzkości
w trzecim zeszycie serii Omega Men datowanym na czerwiec roku pańskiego 1983, twórcy
tegoż komiksu to: Roger Slifer ( scenarzysta ), Keith Giffen ( rysownik ), Mike De Carlo
( inker ), John Costanza ( liternik ), Anthony Tollin ( kolorysta ), Marv Wolfman ( edytor
). Tak naprawdę postać 'Bo wymyślił pewien zgrany duecik artystyczny - Roger Slifer (
odpowiedzialny za ogólny koncept bohatera ) oraz Keith Giffen ( dzięki niemu Ważniak
wygląda tak jak wygląda ). Od samego początku miał to być czarny charakter działający
na granicy prawa, a nawet często wykraczający i poza nią. Taki drań z klasą, który
zrzucając Cię z dachu potrafi recytować Szekspira, a wypychając Twoją dwunastnicę
odchodami kłapać radośnie jadaczką. Ma siłę ze stu chłopa ( albo i więcej, w końcu
dołożył nawet samemu Supermanowi ), wysoki współczynnik odporności na rany ( z
panzerfaustem to nie na niego ;) ) i spory potencjał rzeźniczy ( tak wymiatać podręcznym
hakiem jak On, to nie potrafi chyba nikt we wszechświecie ), a, i najważniejsze, nie można
go zabić. To znaczy teoretycznie można, ale po utarczkach, które miało z nim Niebo i
Piekło ( w komiksie "Lobo's Back" ), żadnej ze sfer nie uśmiecha się kolejne
manto. I tak Ważniak gra śmierci na nosie odwiedzając najgorsze speluny w galaktyce,
gasząc cygaro na nosie najobrzydliwszych zbirów jakich kiedykolwiek po ( wszech )świecie
nosiło i tłukąc wszystko i każdego bez wyjątku. Pedagodzy się pieklą, dzieci
zabijają o kolejne zeszyty z jego przygodami, a Lobo, cóż, On pewnie siedzi sobie gdzieś
w jakiejś zatęchłej mordowni smokcząc cygaro i ostrząc swój scyzoryk na brzydkich
facetów zajmujących stolik naprzeciwko. Bacz byś to nie był przypadkiem Ty. ;)
Na koniec jeszcze ździebko o filmografii. Tu jest mały kłopocik. Oprócz występu Main
Mana w kreskówce z Supermanem i króciutkiego filmiku z Andrew Bryniarskim ( jedno z
jego, trzeba przyznać że nielicznych, aktorskich osiągnięć to rola Zangiefa w
"Street Fighter" ), który to ubiegał się o rolę Ważniaka, więcej flirtów
z celuloidem nie stwierdzono. A pomyśleć, że o mały włos ( "gdyby nie inne
plany" - skąd my to znamy ;) ) mielibyśmy burtonowskiego "Lobo" do ponoć
świetnego ( według Burtona ) scenariusza Giffena. Wcześniej istniały plany o
obsadzeniu w tej jakże ważkiej roli Nicolasa Cage ( buahahahaha ,) a reżyserem miał być
wówczas Peter Jackson. Chyba dobrze, że do tego nie doszło. Ale nadzieja to nie tylko
matka głupich, ale także małżonka Lenina, zatem należy w tym miejscu rzec, że prawa
do sfilmowania Lobo ma od 1995 r. Joel Silver, więc kiedyś może ( a raczej morze - krwi
) coś z tego będzie...
Na koniec wykaz wszystkich komiksów z udziałem Lobo wydanych dotychczas w Polsce:
Lobo: Ostatni Czarnian ( Wydanie Specjalne TM-Semic nr 10 )
Lobo Powraca ( Wyd.Specjalne nr 17 )
Lobo: Nieamerykańscy Gladiatorzy ( Wyd.Specjalne nr 22 )
Lobo: Paramilitarne Święta Specjalne ( Top Komiks nr 2 )
Lobo: Kontrakt Na Bouga ( Top Komiks nr 4 )
Lobo/Mask ( Top Komiks nr 6 )
Lobo ( zbiór opowiadań ) ( Top Komiks nr 9 )
Lobo ( zbiór opowiadań ) ( Top Komiks nr 10 )
Lobo ( zbiór opowiadań ) ( Top Komiks nr 11 )
Superman nr 2/92
Superman nr 3/92
Superman nr 75
I jeszcze dane bohatera w pigułce :
Imię: Lobo
Twórcy: Keith Giffen & Roger Slifer
Planeta rodzinna: Czarnia
Rodzina: brak
Przyjaciele: nie stwierdzono
Wzrost: 193 cm
Waga: 95 kg/138 kg ( różne źródła różnie podają )
Cechy szczególne: biała karnacja skóry, czerwone oczy, wyglebisty make-up na twarzy (
cosik a'la Alice Cooper ) i czarne włosy, zawsze dotrzymuje danego przyrzeczenia, nieśmiertelny
Zawód: płatny zabójca
Hobby: muzyka metalowa i kosmiczne delfiny
Ulubiona broń: hak na łańuchu oplatającym przedramię ( służy do ogólno pojętego
patroszenia wszystkiego co żyje )
Pojazd: Spazzfrag 666 ( Kosmożyleta 666 ) - kosmiczny motocykl o potężnych osiągach
wyposażony w broń wszelkiego autoramentu oraz specjalny zestaw głośno grający
Broos Li & (RaP)