O internecie słów kilka.

Internet - nieprzebrane źródło wiedzy. W rzeczywistości ta infostrada to mnóstwo komputerów spiętych kablem. Określenie może zbyt proste, ale oddające w pełni zamysł internetu. Takie rozwiązanie zapewnia ogólno dostępność i niemożność jego sprywatyzowania. Można w nim znaleźć praktycznie wszystko. Od przepisu na tort urodzinowy dla babci przez instrukcje typu "jak zrobić bombę z paczki zapałek i salet/r/y" do numerów cudzych kart kredytowych i setek stron erotycznych /Co do tych ostatnich: gdzieś wyczytałem, że strony erotyczne to podobno około 20% wszystkich stron na świecie/.

Stanowi on drugi dom dla wszelkiej społeczności internetowej: hakerów, adminów, zwykłych userów. Dla wielu z nich stał się on ważniejszy niż świat rzeczywisty. Główną zaletą globalnej pajęczyny jest to, że każdy może pozostać w miarę anonimowy. Jakie to ma zalety, każdy doskonale wie. Niezależnie od swojego prawdziwego życia, osobowości w internecie możesz być kimś zupełnie innym. W rzeczywistości jesteś grzecznym Karolkiem, a w sieci możesz być nieokiełznanym żywiołem. Czemu nie? Zawsze startujesz z czystym kontem - "Tabula rasa" - mówi Wam to coś? Tam jesteś jak czysta tablica, którą zapisujesz przez swoje postępowanie. Jak piszesz tak Cię widzą. Sytuacja ta sprawia, że wielu ludzi staje się kompletnie innymi osobami. Przykład? Proszę bardzo. Goście uciekający się do zmiany płci w internetowym bycie. Niektórzy robią to dla czystej radochy i zabawy /Hello Troy ;)/, inni bo mają takie skłonności i potrzeby. Ci pierwsi chcą się po prostu rozerwać, zaś na tych drugich opuśćmy litościwie kurtynę milczenia. Kolejną grupą są panowie potocznie zwani lamerami. Co robią? Praktycznie nic, poza uprzykrzaniem życia innym. Świadomi są swojej anonimowości, a co za tym idzie praktycznej bezkarności. Siedzi taki koleś, powiedzmy na ircu, i wnerwia wszystko, co jest zdolne do klepania w klawisze. I jak tu takiego nie wywalić za ch***? Od tego są admini. Nie tylko ci ircowi. To oni pilnują, aby w sieci jako-tako /mądre słówko z japońskiego ;))/ panował porządek i aby była ona przyjazna zwykłemu użytkownikowi. To właśnie im dzielny opór stawiają hakerzy. Element niebezpieczeństwa w internecie. "Dzięki nim" nie możemy być pewni bezpieczeństwa danych. I tutaj sprawa sprowadza się do poczucia "bezosobowości". Inni widzą go i efekty jego pracy w formie elektronicznej. Dla nich istnieje jako ciąg zer i jedynek przetwarzanych przez procesor. Takie rozumowanie sprawia, że często zapominamy o tym, że z drugiej strony jest człowiek tak samo myślący jak my. A internet powstał właśnie po to, aby służyć nam - jego twórcom. Tymczasem jest na opak. To my służymy jemu. Codziennie rzesze ludzi przesiaduje przed szklanym oknem tylko po to, aby choć przez chwilę poczuć kontakt z wielkim elektronicznym światem. Zamiast nam dostarczać potrzebnych informacji wdarł się "z buciorami" do naszego życia i usadowił się w nim na dobre. Przez jego pośrednictwo pomiędzy kontynentami płyną terabajty danych. Dzisiejszy świat nie wyobraża sobie bez niego istnienia. Nawet ten art przeszedł przez internetową plątaninę kabli. Został przesłany za jego pośrednictwem. Wielu używa globalną sieć do pracy, wielu do zabawy. Ale wszyscy są od niego uzależnieni. Dosłownie i w przenośni. W przenośni, bo służy do pracy i nie da się go zastąpić. Dosłownie, bo zastępuje świat realny, jego wrażenia i doznania. Zjawisko to staje się coraz bardziej powszechne. W USA nawet leczą w szpitalach z tego powodu. Takie maniakalna więź nie przynosi żadnych korzyści. Choć, jakby się zastanowić, to w naszych realiach korzysta z tego telekomuna. Dla niej to żyła złota! Popatrzcie się na internet z jej perspektywy. Gromada leszczy - modemowców /bo stałych łączy jest jak na lekarstwo/ tylko czeka, aby całkowicie spłukać się gadając via net z jakąś panienką z Tajlandii lub ściągając GB gifów. A nasz kochany monopolista dla zachęty wprowadza jakąś nową badziewną taryfę. Może przesadziłem, ale w porównaniu ze Stanami wypada jedynie zapłakać i powiesić się na urwanym światłowodzie. Ta "niebywała" dostępność sprawia, że w Polsce kojarzony jest jedynie z fotkami rozebranej Pameli. Ludzie widzą w pajęczynie tylko źródło wszelkiej maści pornusów, a nie zauważają korzyści płynących z połączenia ze światem. Korzyści są, i to nawet ogromne. Najważniejszą zaletą netu jest to, że stanowi on najszybszy sposób przekazywania danych. I nie chodzi tu o transfer /znowu nasuwa się TP S.A. :'((/. Chodzi o czas podróży danej wiadomości. Nic nie zmieni faktu, że internet na tym polu jest nie do pobicia. Kolejnym argumentem jest bezpieczeństwo danych. Ostatnio bardzo często słyszy się o hakerskich wybrykach. Lecz w porównaniu z tradycyjną pocztą internet jest paradoksalnie bezpieczniejszy. Porównajcie liczbę zaginionych przesyłek pocztowych z padniętymi łączami, serwerami itp. Wszystko to sprawia, że globalna sieć staje się coraz powszechniejsza. A już niedługo będzie konieczna w życiu codziennym. Jednak, aby tak się stało w Wiśle musi przelać się sporo wody. Aktualnie rządzące pokolenie jeszcze nie otrząsnęło się po upadku komuny i zdaje się nie dostrzegać obowiązku wdrażania netu w życie codzienne. Dowody mamy przed sobą: niski poziom informatyki w szkołach, tragiczne łącza TP S.A.. Ogólne olewanie spraw związanych z komputerami. Trzeba poczekać kilka lat. Przyszłość zależy od nas wszystkich, więc zapewne będzie lepiej.

Propos przyszłości... Czy zastanawialiście się jak internet będzie wyglądał kiedy będziemy o wiele starsi? Czy zastąpi nam prawdziwą rzeczywistość? Tego nie wie nikt. Być może zmieni swe oblicze. Uzyska nowy wymiar. Kojarzycie tę potężną infostradę z bodajże J.Mnemonica? Cudowna cyberprzestrzeń w trzech wymiarach. Następnie ludzie mogą się połączyć z innymi przy pomocy implantów przekazujących ich myśli bezpośrednio do globalnej pajęczyny. Będą częścią sieci ludzkich umysłów. Lecz to także może być formą przejściową do uzyskania całkowitej Virtual Reality. Jednak zaczyna tu pachnieć Matrixem. Lub jego inną wersją. Wersją doskonalszą, bo być może bez zmartwień, chorób, trosk. Czy aby na pewno? Przestrzeń doskonałą, stworzoną i zarządzaną przez maszyny? Nie. W każdym bądź razie nie dla mnie. Ja wysiadam...

Fishbone