|
HAIL TO THE KING BABY*, CZYLI HISTORIA HORRORÓW by. JJ
Horrory zawsze miały i mieć będą swoją publikę (ja w niej zasiadam!). Niektórzy ich nienawidzą twierdząc iż propagują przemoc i wszystkie są głupie jak przysłowiowy but, ale są i tacy, którzy każdy film grozy oglądają w stanie ekstazy... Dobra, zostawiam na razie te jakże filozoficzne przemyślenia i powiem Wam skąd w ogóle ten gatunek filmów pochodzi i opiszę jego historię od najwcześniejszych lat istnienia!!
Pierwsze filmy grozy powstały w latach 20/30, gdy to na ekranach straszyły takie tytuły jak Nosferatu F.W. Murnau'a, Dracula czy Frankenstein. Były one adaptacjami znakomitych, mrocznych, gotyckich powieści autorstwa min.: Mary Shelley. I właściwie filmy, które powstały w późniejszym czasie były w większym lub mniejszym stopniu powieleniem tych tytułów. Oczywiście wraz z rozwojem kina kolejne tytuły zadziwiały wymyślnymi efektami specjalnymi, ale tylko nieliczne przewyższały pierwowzory pod względem ładunku podnoszonej w żyłach adrenaliny. W latach 40 w Hollywood nastał schyłek kina grozy, ale w latach 50 z powodzenie odrodził się w Anglii, gdzie powstała znana seria filmów z Draculą w roli głównej , a w postać tego demonicznego księcia ciemności wcielił się Christopher Lee. W latach 60 powstało kilka interesujących tytułów jak np.: Maska czerwonej śmierci czy Kruk w oparciu o twórczość Edgara Allana Poe. Ich twórcą był niezależny producent i scenarzysta Roger Corman. Filmy te, realizowane bardzo tanimi środkami były udaną próbą odnowienia gatunku na rynku amerykańskim. Za niewielkie pieniądze powstał też klasyk nad klasykami, który swej adaptacji doczekał się nawet w grze komputerowej Resident Evil - Noc Żywych Trupów (1968) mistrza George'a A. Romero. Jednak rozkwit "Straszliwej branży" nastąpił w latach 70-tych kiedy to na ekranach rządził Omen czy np.: Egzorcysta, w latach 80-tych i 90-tych królował Duch i jego kontynuacje. Rekordy popularności zwłaszcza wśród młodzieży biły takie "tasiemce" jak Halloween, Piątek 13-ego czy Koszmar z ul. Wiązów, który do dzisiejszego dnia doczekał się sześciu kontynuacji!!!
Jednak ostatnio zauważyłem że reżyserzy horrorów idą na łatwiznę, tzn.: stwarzają dobrą fabułę, okraszają to świetnymi efektami specjalnymi, które mają zapierać dech w piersiach ale (niestety) zapominają o najważniejszym składniku dobrego horroru - strachu!!! Jedynie Wes Craven podtrzymuje tradycję i tak prawie każdy jego film to porządna dawka adrenaliny i zarazem pokazu mistrzowskiego kunsztu (Krzyk czy np.: Krzyk 2). I tak np.: oglądając takowych Pogromców wampirów szlag horror-mana trafia [zgadzam się - scream], bo ma fajne efekty, bryzgającą juchę ale co z tego?? Kiedy taki spragniony wrażeń człowiek siedzi i podpiera głowę na rękach??? Jak tak dalej pójdzie to nie będziemy mieli horrorów tylko rasowe s/f z mocnymi efektami specjalnymi, krwią i masą mordobicia...
*cytat pochodzi z kultowego już horroru Evil Dead w którym zagrał Bruce Cambpell.
Tym pesymistycznym (aczkolwiek realistycznym) akcentem żegna się spragniony prawdziwych horrorów - Jointjames (tudzież JJ).
-------------------------------------
AUTOR: Jakub "Jointjames" Palica E-MAIL: Jointjames@poczta.fm
TEXT POCHODZI Z MAG'a NoName (WWW.NONAME.ZUM.PL), gdzie pierwotnie się ukazał.
--------------------------------------
do góry
|
|