*** Od beginnera do hackera ***
Każdy z nas kiedyś po raz pierwszy zasiadł przed komputerem. Pamiętacie tę chwilę??? Ja tak! Nigdy nie zapomnę momentu, w którym moją twarz oświetlił niebieskością mojego Norton Commandera mój monitor. Może mało oryginalne, ale zawsze jakieś miłe wspomnienie;). Wtedy, jako kompletny żółtodziób [po "amerykańszczańsku" beginner], nie umiałem prawie nic, prócz wgrania gierki z dyskietki (!). To było 4 lata temu. A co umiem teraz? Nie chwaląc się powiem tylko, że dużo:). Jak do tego doszło? Trochę czytałem. Resztę osiągnąłem metodą prób i błędów, tudzież korzystając z angielskiego helpa [np. w Turbo Pascalu]. Osoby, które mi pomogły, mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. Dla porównania mam kilku kumpli, posiadających PC od kilku miesięcy. Ich ulubionym zajęciem jest formatowanie (!) twardzieli (!!) nawet kilka razy w miesiącu (!!!). Robią to jakby dla szpanu - patrz! ja to umiem! Dla mnie są lekko szurnięci [podobnie jak większość moich znajomych;)]. Według mnie: im dłużej komputer pociągnie bez reinstalki Windowsa, tym lepszy jego użytkownik [pomijam fakt, że dla nich reinstalka Windowsa bez formatowania to czarna magia].
Nie o tym jednak tak naprawdę chciałem pisać. Często na łamach LDAM poruszany jest taki temat: pomóc beginnerowi, czy niech się męczy jak ja się męczyłem? Moja odpowiedź brzmi: tak i nie;). Komuś, kto nie ma za grosz zacięcia do komputerów należy pomóc. I tak w przyszłości będzie co najwyżej pracował w "Ofisie" czy grał w tandetne, płytkie, bezsensowne gierki, jakimi raczą nas ostatnio producenci;). Nie ma sensu "męczyć" takiego człowieka, każąc mu samemu dojść do tego czy tamtego. On i tak nie będzie miał z tego żadnego pożytku, a jeszcze się biedactwo zrazi do kompów;). Popatrzmy jednak na to z drugiej strony. Ja nigdy nie oddałbym chwil spędzonych na rozgryzaniu jakiegoś problemu, resetowaniu po raz n-ty kompa, gdy coś nawaliło. Kiedyś, aby uporządkować C:, przeniosłem wszystkie pliki z C:\ do jakiegoś folderu i dziwiłem się potem, że komputer nie chce działać:). Podkręciłem rozdzielczość monitora tak, że na ekranie widziałem latające paski. Potem po omacku (!!!) przywróciłem poprzednie ustawienia [wtedy nie znałem jeszcze zalet trybu awaryjnego;)]. Pewnie powiecie, że gdyby ktoś mi to wyjaśnił, nie miałbym tylu przeżyć;). A ja Wam mówię, że były to najprzyjemniejsze chwile, jakie spędziłem przy kompie. Więcej satysfakcji dało mi tylko np. dorobienie sobie kasy w Ziemi 2140 [trainery suxxx!], zwolnienie kilkudziesięciu kilobajtów pamięci konwencjonalnej czy wysłanie maila z czyjegoś konta;). SATYSFAKCJA. To dla niej te wszystkie eksperymenty. Szczerze współczuję ludziom, którzy nigdy jej nie zaznali. Jedynie postępując tak, jak wyżej, macie [mamy!] szansę zostać zaawansowanymi użytkownikami [a może nawet hackerami:)]. Jeżeli jednak boisz się zajrzeć do właściwości systemu czy do autoexec.bat'a, to lepiej znajdź sobie cierpliwego kumpla;).
Ze światem komputerowców jest jak ze sportem: każdy może nim zostać, ale tylko niektórzy [najbardziej zaparci, bezwzględnie dążący do celu] mogą osiągnąć sukces. I na koniec anegdotka - ku przestrodze. Kumpel prosił mnie, abym pożyczył mu Windows Media Player. Ja się go pytam: "Przecież go miałeś!" On na to: "To było wiele formatowań temu." Strzeżcie się! ;PPP