KOTY PRZESTWORZY

SWAT KATS: THE RADICAL SQUADRON

Być może to zabrzmi dziwnie, ale są kociaki, dla których prowadzenie Miga to betka, a rozwalenie szkaradnego monstrum naprzykrzającego się światu jest jak wychłeptanie wieczornej michy mleka. Oczywiście pod warunkiem, że kociaki te nazywają się T-Bone oraz Razor i tworzą dwuosobową grupę do zadań specjalnych skrywającą się pod kryptonimem Swat Kats. Ich specjalność to walka ze złem i pilotaż najnowocześniejszego myśliwca bojowego, jaki kiedykolwiek widział świat. A, byłbym zapomniał, nasi bohaterowie to nie są takie zwykłe kotki-mruczki. To tygrysy, zarówno z wyglądu, jak i charakteru. Okej, no to lecimy dalej.

Swat Kats to kolejna gra bazująca na motywach popularnego serialu rysunkowego. Stworzono ją w dość zamierzchłym już dziś roku 1995 na platformę Super Nintendo i wypuszczono na rynek w celu podbicia serc zachodniej gawiedzi (o ile wiem serial rysunkowy w ogóle nie trafił do polskiej telewizji). Gra ta, jak na wierne naśladownictwo kreskówki przystało, odznacza się ładną grafiką i, co niezwykle modne wśród tego typu produkcji, jest dwuwymiarową platformówką. Nie taką stuprocentową jednak. Tam gdzie skakanie i strzelanie nie pomoże, trzeba siąść za sterami bojowego samolociku i sprawiedliwości dociekać za pomocą rakiet dalekiego zasięgu (w takim wypadku gierka przeistacza się w arcadową strzelankę, w której "albo Ty ich albo oni Ciebie"). Brzmi dość ciekawie, nieprawdaż? Ale o najważniejszym, czyli o bohaterach zadymy zapomniałem. No niby fakt, we wstępniaku wspomniałem o duecie tygrysów T-Bone i Razor, więc siłą rzeczy także na początku gry deklarujemy, w którego kociaka chcemy się wcielić. T-Bone jest trochę ociężały (ktoś biedakowi musiał do mleczka sterydów dosypać ;) ) i w związku z tym obsługuje panzerfausta doskonale sprawdzającego się w kruszeniu murów. Poza tym jak poczęstuje jakiegoś froja z piąchy, to tamtemu pozostaje jedynie z ząbków igloo układać. ;) Jego kumpel Razor to trochę inny typ - zamiast dźwigać diabelnie ciężką rakietnicę zadowala się odrzutowym plecakiem, umożliwiającym mu odwiedzenie tych miejsc, do których T nawet nie podskoczy. A w razie wątp może przecież zamienić się w żywą rakietę i poczęstować oponenta głową między żebra. :) Warto dodać, że obowiązkowym wyposażeniem każdego kota jest specjalny pistolet wystrzeliwujący sieć, niestety, skuteczny tylko na niewielką odległość oraz pazurki, za pomocą których nasi specjaliści zdobywają szczyty najwyższych nawet drapaczy chmur. Tyle z charakterystyk, pora na trochę wieści o samej rozgrywce. Jak na standardowego platformera przystało w Swat Kats na bohaterów czekają rozmaite bonusiki w postaci dodatkowych żyć, pokarmu zwiększającego żywotność czy znaków zapytania wydłużających pasek energii bohatera (początkowo jest niewielki). Oczywiście wszędzie tylko biegają i latają jakieś zmutowane pokraki łase na każdy punkt energii bohaterów, z podłogi wystają kolce, platformy kruszą się pod nogami, a na koniec epizodu czeka jakiś twardziel z pretensjami do świata, któremu trzeba nakopać - pod tym względem gra to całkowity standardziak. Fajne są sekwencje walk powietrznych,tu ciekawostka: gracz ma nieograniczoną liczbę samolotów i ostrzeliwuje tałatajstwo aż do znudzenia (lub wyłączenia prądu w elektrowni ;) ), jednakże te nie zdarzają się zbyt często. Niemniej jednak Swat Kats to interesująca platformówka i osobnicy lubiący taki typ rozgrywki poczują się tu jak w domu. O czym zapewnia

Broos Li

Produkcja: Hudson Soft
Data wydania: 1995
Wymagania: konsola SNES